Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O MNIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O MNIE. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 listopada 2010

Strach...

Kilka tygodni temu dostałam emaila od jednej z cudownych istot jaką dane mi było poznać na tym blogu . Email ten wywołał we mnie wiele emocji, wspomnień, skłonił do głębokich refleksji i strumieniu łez. Za pozwoleniem tej cudownej istoty postanowiłam go tu opublikować  i coś wam opowiedzieć ...

OTO CZĘŚĆ EMAILA:

"Boję się przyszłości. Tego, co ze mną będzie. Boję się samotności. Że umrę sama. I boję się zaryzykować. Jak mam pozbyć się lęku? Kiedyś tak się nie bałam. Jestem coraz mniej pewna siebie i wydaje mi się, że ludzie mnie nie akceptują. Nie jestem tą, która spełniałaby ich oczekiwania. Najchętniej nie wychodziłabym z domu. Co mam ze sobą zrobić? Jak siebie zaakceptować? Jak zaakceptować samotność? Zamykam się w sobie i obiecuję w duchu, że już nigdy więcej nie opowiem o swoich uczuciach i obawach, bo tylko się ośmieszę i nie zostanę zrozumiana. Jak mam uwierzyć we własną wartość?"


 A oto co wam chcę opowiedzieć:

Miałam  9 lat, gdy tego ranka obudził mnie płacz  mojej mamy  i krzyk mojego "taty": Ty kurwo zajebana! Zabiję cię , słyszysz zabiję was obie  ciebie i tego pierdolonego bękarta i będę miał święty spokój!" Szybko wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do pokoju, mama leżała na podłodze oparta o białą ścianę dużego pokoju po której skapywała wolnym strumieniem, bordowa niczym dojrzałe wiśnie krew.  Jej piekne zielone oczy , które zawsze skrywała pod szkłami okularów słonecznych pokrywały różnokolorowe siniaki i blizny. Kombinacja tych świerzych koloru fioletowego i czerwonego i tych starych o odcieniu  żółtawym  przypominała niemal kolory tęczy na jej pieknej twarzy. Spojrzała na mnie przez potok łez spływających po jej spuchniętych policzkach , próbowała się uśmiechnąć, coś powiedzieć. Wyciągnęła ręce w moja stronę, ja jednak rzuciłam się w stronę "taty",  chwyciłam jego wirujące w powietrzu dłonie, padłam na kolana:  "Tatusiu, przestań proszę"! załkałam całujac go po rękach . "Będę juz grzeczna tylko się nie denerwuj, zrobię wszystko o co tylko poprosisz tylko już nie krzycz, błagam cię".  Silny uścisk jego dłoni na moim drobnym ciele spowodował, że strumień łez momentalnie  pokrył moją twarz. " Odpierdol się , nie jestem twoim ojcem! Twój ojciec porzucił cię zanim się urodziłaś. Nie chciał cię tak jak ja cię nie chcę bo jesteś taką samą kurwą jak twoja matka", wykrzyczał "tato" i jednym szarpnięciem rzucił mną w stronę białej ściany dużego pokoju gdzie leżała mama.

Pamiętam że tak bardzo się wtedy  bałam, pamiętam  że strach przeszywał każdą komórkę mojego ciała. Trzęsłam się , płakałam , za mgłą łez spływających po mojej twarzy spojrzałam  na mamę i wiedziałam , że ona też się bała. Wiedziałam , że bałyśmy się razem i wiedziałam że to uczucie strachu już zawsze będzie mi towarzyszyło, że nie będę się w stanie go pozbyć, zwalczyć , nie będę umiała się od niego wyzwolić, uwolnić...Wiedziałam , że tamtego dnia stałam się niewolnicą tego okrutnego uczucia, które zawładnęło mną kompletnie i nie chciało opuścić przez lata.

Bałam się ludzi, bałam sie dzieci, bałam się szkoły , bałam się "taty". Bałam się , że wstanę pewnego ranka a mamy tam nie będzie. Bałam się, że kiedyś "tato" uderzy ją tak mocno , że nie będzie dała rady juz wstać. Bałam się , że pewnego dnia nie zobaczę jej pięknych zielonych oczu spoglądających na mnie z tą bezgraniczną miłością, że pewnego dnia nie zjem jej placuszków  z jabłkami, że nie poczuję jej ciepłych dłoni na moich policzkach , że nie usłyszę jej ciepłego, lekko zachrypnietego głosu mówiącego mi  jak bardzo  mnie kocha i że to co mówi "tato"wcale  nie jest prawdą.

Bałam się , że "tato" miał rację , że jestem nic nie wartym zerem, bękartem niechcianym, że będę kurwą i zgniję pod mostem. że nikt mnie nie zechcę, bo jestem paskudna, krzywo chodzę mam kurewskie oczy i że ludziom będzie się chciało wymiotować na mój widok. Bałam się snu. Codziennie w środku  nocy po cichutku  na paluszkach  dreptałam do dużego pokoju z białymi ścianami  gdzie spleciona długimi i silnymi dłońmi "taty" spała mama.  Przychylałam się bezszelestnie do jej pięknej  twarzy by  sprawdzić czy oddycha, czy smacznie śpi i odpoczywa by wstać z rana i zrobić mi moje ulubione placuszki z jabłkami.
Nie bałam się gdy mnie bił, po kilku uderzeniach z rzędu ból ustępuje a znamiona pokrywające ciało  znikają, zostawiając drobne blizny tu i tam.

Jednak  gdy mówił - drżałam.  Jego głos przeszywał moje ciało, słyszałam go nawet gdy do mnie nie mówił, słyszałam go w dzień i słyszałam go w nocy. Latami, nawet po tym jak uciekłam z domu budziłam się w środku nocy słysząc w głowie jego głos szepczący mi do ucha : "Popatrz na siebie ty mała obrzydliwa kurwo, żygać mi się chce na twoj widok!"

Bałam się żyć, bałam się być, bałam sie istnieć ale też bałam się umrzeć.

Zajęło mi kilka lat by nauczyć sie być "silną", by zapanować nad naturalnymi reakcjami fizjologicznymi ciała takimi jak płacz, by po każdym uderzeniu w policzek spojrzeć na niego z uśmiechem na twarzy i zapytać czy tylko tyle potrafi. By  mu oddać, by walczyć. Zachartowana latami treningu byłam w stanie stworzyć iluzję nietykalnej  mimo dziesiatek ciosów zadanych mojemu ciału i mojej duszy. Potrafiłam nie być tam gdzie byłam. Doprowadzało go to do szału, chciał bym płakała, bym przepraszała, błagała by przestał, ja jednak nauczyłam sie jak nigdy już nie dać mu tej satysfakcji.

Miałam 17 lat gdy mi powiedział, że jeśli nie zniknę  dziś w nocy to się jutro nie obudzę....wyszłam. Byłam  niewolnicą wypuszczoną na wolność w świecie gdzie ludzie żyli zgodnie regułami, które były mi kompletnie obce. Bałam się jeszcze bardziej. Chciałam wrócić do tego więzienia w którym żyłam przez lata,  bo wolność była mi absolutnie obca ....przerażająca. Chciałam wrócić ale wiedziałam , że nie mogłam. Przez lata wolność była moim więzieniem,  świat dookoła mnie wydawał mi się całkowicie obcy i  musiałam od nowa   nauczyć  się jak żyć.

Przez lata patrząc w lustro widziałam w jego odbiciu spoglądającą na mnie  małą wystraszoną dziewczynkę z zacisniętymi piąstkami  próbującą powstrzymać falę napływających łez. Jej wilekie "kurewskie oczy" patrzyły na mnie wystraszone, próbowała mi  coś powiedzieć, widziałam że chciała płakać, że chciała krzyczeć z bólu , który ją przeszywał, że chciała mi opowiedzieć o strachu który ją paraliżował , o głosie "taty"  którego szept  nie pozwalał jej zasnąć w nocy. " Ciii, musisz być silna! ", rozkazywałam jej.

Przez lata hartowałam jej drobną wystraszoną duszyczkę , uczyłam jak być "silną" jak się nie bać, nauczyłam jak zapomnieć i jak pomagać  innym. Przez lata żyłam wierząc , że zapomniałam , że jestem wolna , że już się nie boję. Przez lata przybrałam tysiące szat i grałam setki ról , wierząc , naprawdę głęboko wierząc , że to co było minęło i już nigdy nie wróci. Przez lata byłam inspiracją dla innych ludzi, " Boże jaka ty jesteś silna Ewcia", wszyscy mi powtarzali. Od zawsze miałam ten "niesamowity" wpływ na innych ludzi . A wszystko to dzięki temu , że byłam taka "silna" a tak wiele zła  mi się w życiu przydarzyło, ja jednak potrafiłam się otrząsnąc i pokazać innym, że nie ważne co się nam w życiu przydarzy jesteśmy w stanie się podnieść i iść dalej. I ten mój niesamowity optymizm, którym zarażałam wszystkich dookoła, niesamowite osiągniecia, ukończone szkoły, świadectwa z czerwonym paskiem, setki przyjaciół, którzy mnie uwielbiali, idealny związek. Rzeczy , które udało mi się osiagnąć nie jest łatwo osiągnać ludziom pochodzącym z "patologicznych rodzin". Nie wszystkie dzieci ,  które dzielą jedno jabłko na 3 by sie nim cieszyć przez 3 dni i mają jedną parę butów przez lata są w stanie dokonać tego czego dokonałam ja. Mi się jednak udało!  A wszystko to dzięki temu, że byłam taka "silna".  Przez lata co noc,  gdy szykowałam się do snu, mała dziewczynka z wilekimi "kurewskimi oczami" odwiedzała mnie , siadała na rogu łóżka i próbowała opowiedzieć mi o szeptach "taty", które nie pozwalały jej spać i krwawiących bliznach w jej duszy , które nie chcą się zagoić mimo upływu tylu lat, o strachu , który paraliżował jej drobne ciałko i nie pozwalał sie rozwijać, dojrzeć, zabraniał  dorosnąć. "Ciii, musisz być silna", rozkazywałam jej.

Rozkazywałam jej przez lata i ona przez lata mnie słuchała, aż pewnego dnia spojrzała na mnie złośliwie w odbiciu lustra, zacisnęła swoje małe piąstki jak zawsze tyle że tym razem z całej siły wymierzyła cios w moją stronę rozbijając lustro. W drobnych jego kawałeczkach opadających na ziemie ujrzałam jej  wielkie "kurewskie  oczy " zalewające się  łzami. Mała dziewczynka płakała, płakała przeraźliwie, płakała dniami i nocami. A ja płakałam razem z nią, patrząc na odbicie jej PIĘKNEJ twarzy w nowym lustrze , wycierałam  łzy spływające strumieniami z jej WIELKICH PIĘKNYCH NIEBIESKICH OCZU, godzinami sluchałam co miala mi do powiedzenia, słuchałam o bólu , który ją przeszywał i strachu który ją paraliżował, słuchałam o szeptach "taty" , które jej nie pozwalały spać i bliznach , które nie chciały sie zagoić. Słuchałam i dziękowałam jej , że była na tyle SILNA  by mi o tym powiedzieć , na tyle cierpliwa by poczekać aż będę gotowa by jej wysłuchać, że nigdy mnie nie opuściła. Godzinami słuchałam jej opowieści i codziennie mówiłam jej jak PIĘKNA JEST , JAK DZIELNA  I SILNA JEST I JAK BARDZO JĄ KOCHAM I JAKA DUMNA Z NIEJ JESTEM. Powiedziałam jej , że może przychodzić tak  często jak tylko tego zapragnie i mówić tyle ile jej sie podoba i że ja jej zawsze wysłucham. Dni mijały a mała dzieczynka o pięknych niebieskich   oczach odwiedzała mnie coraz rzadziej aż pewnego dnia przyszła w nocy usiadła na brzegu łóżka i wyszeptała mi do ucha: " Tak to wszystko co ci powiedziałam  wydarzyło się naprawdę, nie walcz z tym, nie próbuj   zapomnieć , nie można bowiem zmienić czegoś co się już wydarzyło. Pamiętaj jednak że miało to  miejsce dawno  temu. Pamiętaj , że to co było nie jest. Że przeszłość, choć prawdziwa w przeszłości,  nie istnieje w teraźniejszości. Że przeszłość to nie ty , ty jesteś tu i teraz.  I tu i teraz jest bezpiecznie, tu i teraz jest wolne od lęku , tu i teraz nie zna bólu, tu i teraz  kocha cię taką jaką jesteś , akceptuje wszystkie twoje decyzje, tu i teraz cię nie osądza, nic od ciebie nie wymaga, nie karci, tu i teraz ci ufa ponieważ tu i teraz wie kim jesteś: piękną duszą, idealną istotą , istnieniem które zasługuje na wszystko czego sobie tylko zapragnie i  które nie potrzebuje niczyjej aprobaty by żyć.  BY być wolnym od strachu musisz zaufać samej  sobie bo tylko w tobie znajdują sie wszystkie odpowiedzi",  poczym pocałowała mnie w policzek po którym spływały słone łzy  i odeszła.


Stoję tu przed wami moi kochani przyjaciele naga, totalnie obnażona.... wolna,  bez uczuć wstydu, poczucia winy czy lęku przed byciem osądzoną. Dzielę się z wami tą historią  nie po to by się żalić i nie po to by was czegoś nauczyć...lecz po to by się podzielić historią, która jest historią niejednego z nas, by pokazać że każdy z nas choć inny , indywidualny tak bardzo do siebie podobny jest.

Że życie każdego z nas i tych co przeszli w życiu wiele jak i tych co dane im było mieć spokojne dni przepełnione jest często tym wewnętrznym lękiem i ciągłymi  znakami zapytania,. Że  wątpliwości te  i zmartwienia jednak są głównie  produkcją  utraconej  przeszłość i nieobecnej  jeszcze przyszłości.  Że ja też tak jak wielu z was spędziłam pół życia bojąc się co będzie dalej,  pytając gdzie jest sens w istnieniu, gdzie podążam i po co,  i tak często byłam   wycieńczona , że już nie chciałam nigdzie iść. Że do tej pory  przeszłam przez różne etapy w swoim życiu : strachu, złości na innych , na siebie, złości na Boga, żalu do wszystkich za to co mi się stało, żalu do siebie, nienawiści, niezrozumienia. Że zajęło mi lata cierpienia i chorób fizycznych by zrozumieć, że przeszłość już minęła, że bezwartościowym jest ciągnąć ją za sobą, że przeszłość mnie nie indentyfikuje, to nie to kim jestem ja. Ja jestem tu i teraz.

Ja nie jestem ekspertem ani  nauczycielem,  jestem waszym przyjacielem, zwykłym szarym człowiekiem, który chce się z wami podzielic tym  , że po latach poszukiwań wypełnionych bólem, strachem i lękiem,  nic ale to nic nie pomogło mi tak jak MIŁOŚĆ do samej siebie, jak kochanie siebie całym sercem, szanowanie tej drobnej duszyczki , która siedzi w moim pięknym ciele, wybaczenie sobie  i wybaczenie tym co się przyczynili do jakiejkolwiek krzywdy , która mnie spotkała. Zajęło mi lata by umieć spojrzeć w lustro i powiedzieć tej istocie, która spoglądała z jego odbicia  na mnie swoimi pięknymi niebieskimi oczyma, że jest piękna, że jest idealna i powiedzieć jej jak bardzo ją kocham. I to właśnie  od tamtej pory moje życie zaczęło się zmieniać diametralnie. Od tamtej pory stałam się tą Ewcią , która  wstaje  codziennie rano i dziękuje za  za 5 "drobnych" rzeczy , które są jej ofiarowane przez życie,  Ewcią , która śmieje się bez powodu , bo kto to w ogóle wymyślił , że by się  śmiać potrzebny jest jakikolwiek powód? Ewcią , która kręci filmiki na youtube by powiedzieć wam jak pyszne są surowe owocki i warzywka. Ewcia , która mówi wam w kółko do znudzenia , że nic nie jest bardziej ważne niż MIŁOŚĆ , miłość do samego siebie i miłość do innych. Bo to właśnie MIŁOŚĆ pozwoliła jej stać się tą uśmiechnietą istotką , którą widzicie w szklanym ekarnie komputera , machająca do was i przesyłająca tysiące buziakow i ogrom bezwarunkowej miłości. Ewcią, która wciąż wstaje rano i nie może uwierzyć , że tak piękni i cudowni ludzie jak wy są częścią jej życia, ale tym razem ona już wie , że nie mogłoby być inaczej, że życie jej jest przepełnione specjalnymi ludźmi i niesamowitymi wydarzeniami bo ona sama jest piękna i wyjątkowa.

KOCHAM WAS<3

CDN...

wtorek, 20 kwietnia 2010

Moja Historia ...i jak 3 Tygodnie w Teksasie odmienily moje zycie...


A wiec  chyba czas najwyzszy opowiedziec moja historie mimo ze wielu z was i tak juz tak wiele o mnie wie....dziwne jest to z jaka lekkoscia przyszlo mi publiczne obnazanie sie ? Nigdy nie myslalam ze moglabym cos takiego zrobic ..... i pewnie jescze dziwniejsze jest to ze nie czuje sie z tym zle, dziwnie czy niekomfortowo...a jedynym powodem dlaczego nie, jestescie wy!!!!!! wszyscy ktorzy dolaczyliscie sie do mojej podrozy po optymalne zdrowie...kazdego dnia jak klikam w komputer i brne przez komentarze ktore czytam po 10-15 razy cieszac sie jak male dziecko czuje ta niezmiernie pozytywna energie wibrujaca miedzy nami ta konekcje ktora nawiazalismy tak szybko! Bo to przeciez  niecale dwa tygodnie...a to dopiero poczatek.. Mam nadzieje ze wiecej i wiecej ludzi dolaczy sie do tej wedrowki, bo tak naprawde to nie o mnie tu chodzi tylko o . NAS . Bo w zyciu  chocbysmy  nie wiem jak  sie starali  zrobic wszystko sami ...duzo razniej, latwiej i przyjemniej jest robic rzeczy razem. Wiadomym faktem jest ze szczescie jest w nas samych  i  tylko tam go nalezy szukac.  Nikt nas nie jest w stanie tak naprawde uszczesliwic ani  to idealny partner ani to idealna para butow... Faketm jest rowniez to ze jest to wedrowka dluga i wysypana kamykami i od nas  tylko zalezy czy je pozbieramy czy sie o nie potkniemy....Jednak faktem jest rowniez to ze razniej jest w tej wedrowce trzymac sie za rece z tymi ktorzy ida w ta sama strone , ktorzy cie rozumieja, sluchaja, akceptuja takim jakim jestes ....z tymi ktorzy jak anioly poniosa cie na swoich skrzydlach w momencie kiedy ci sie wydaje ze juz nie dasz rady uleciec....
Jak wiecie na dzien dzisiejszy mieszkam w NY i przylecialam tu 6 lat temu wygladajac tak jak na tym zdjeciu powyzej:) tak tak cale zycie blondyna bylam dopiero 3 tygodnie temu sie przefarbowalam  na rudo..:). Nie podobalo mi sie tu wcale , chcialam wrocic do Polski ale nie moglam, bo niestety pieniadze (jak zwykle) trzeba bylo zarabiac...A ze przylecialam z zasobem angielskiego skladajacego sie z dwoch slow "ok" i " coca cola" nie bylo latwo. Sprzatalam domy , zmywalam naczynia , sprzatalam stoliki w restauracjach , jadlam steka z jajkami  na sniadanie steka z ziemniakami  na obiad , 7 kaw i 3-4 piwa dziennie...I niczego tak bardzo nie chcialam jak wrocic do domu ale niestety moja cala rodzina nie pracowala i ktos sie tym musial zajac...W glebi serca mialam te marzenie pojscia do szkoly, studiowania psychologii i pomagania ludziom....niestety nie  znalam angielskiego i nie mialam zadnych pieniedzy zeby isc do szkoly. wszyscy mi mowili zebym dala sobie z tym spokuj ,ze angielski sam z czasem przyjdzie ja jednak  postanowilam  sie nauczyc jezyka malymi kroczkami . Obliczylam ze jezeli zapamietam  5 slowek dziennie   da mi to 35 slowek tygodniowo , 140 slowek miesiecznie  i wreszcie 1825 slowek rocznie!!!!!!! I tak postanowilam zrobic Mimo e parcowalam 7 dni w tygodniu i czasu na to za wiele nie bylo  postanowilam wykorzystac czas jaki mialam w drodze do pracy abylo to 1,5 godziny w jedna zstrone wiec wcale nie malo:). Wielu z moich przyjaciol mi mowilo zebym sobie dala rade , ze jezyk sam z czasem przyjdzie, ja jednak w mojej zawzietej glowie mialam zasadzone marzenie ktorego nie chcialam sobie pozwolic odebrac. Kosztowalo  mnie to 2 lata ciezkiej pracy , krwawiacych wrzodow na zolodku, wycieczenia psychicznego  i 20 kilo wiecej...

I tu zalaczam zdjecie dla tych co sa niedowiarkami....Moje zdrowie zaczelo  sie pogarszac w tepie blyskawicznym ale ja postanowilam sie tym nie martwic , zylam szczesliwa , z zapasem okolo 3650 slowek  uzbieranych po dwoch latach dziennego studiowania, studiowalam swoja wymarzona i ukochana psychologie! Minal kolejny rok i w szkole szlo mi rewelacyjnie, moj angielski sie poprawil, bylam najlepsza na roku!!!!  Jednak moje cialo krzyczalo z bolu ...ja wybralam : nie sluchac   jak moglam? tylko co zaczelam robic  praktyki w neuroscience  laboratorium szukajac leku na epilepsje!!!! kolejny rok minal a ja chudlam i tylam na zmiane 20 kilo,  mdlalam na ulicy,  wymiotowalam krwia, zwijalam sie z bolu po nocach lezac w toalecie na podlodze i modlac sie bym mogla sie wyproznic. w glebi czulam ze powoli wariuje,   na zewnatrz wstydzilam sie do tego przyznac samej sobie i calej reszcie tez ...ja zawsze bylam ewcia...ta usmiechnieta silna i szczesliwa. moje wewnetrzne dzicko plakalo o pomoc, ja jak zwykle postanowilam nie sluchac.  Jedzenie stalo sie moja obsesja, albo  nie jadlam dniami by uniknac niesamowitego bolu , albo jadlam na potege wszystko co tylko znalazlam pod reka. Przebrnelam przez wszystkie mozliwe diety; Atkins, 13 dniowa , kapusciana  itp  doprowadzajac moje cialo do kompletnej destrukcji...I jedyne co mnie trzymalo przy zyciu to byla moja ukochana psychologia i dwie najwazniejsze osoby w moim zyciu: Pablo i Dominika (wybaczcie ale musialam o was wspomniec). Jednak o tym co sie dzialo w mojej glowie nie wiedzial nikt , nawet ja sama postanowilam nie wiedziec. Przyszedl 3 rok moich studiow i  nie moglam w to uwierzyc, zaczelam praktyki w psychiatrycznej klinice a nawet dwoch , prowadzac wlasne terapie grupowe , dalej robilam badania w laboratorium, udzielelam korepetycji niepelnosprawnym studentom, chodzilam dziennie do szkoly i pracowalam w nocy w restauracji...i pewnie gdyby tydzien mial wiecej dni a dzien wiecej godzin znalazlabym cos jescze by odwrocic uwage od tego bolu ktory mnie przeszywal dzien za dziem ...tej fizycznej meki i psychicznej agonii...Ale bylam tak blisko, nie moglam sie poddac, nie chcialam... jednak moje cialo nie wytrzymalo, przestalo sie mnie sluchac. Obudzilam sie w piatek  8 stycznia 2010 roku z potrzeba pojscia do toalety , jednak nie dalam rady wstac, patrzylam na otwarte drzwi ktore byly nie caly metr ode mnie nie caly jeden krok, ja wciaz nie dalam rady tam dojsc, lzy naplynely mi do oczu, i pierwszy raz odwazylam sie stanac twarz w twarz ze strachem ktory mnie przesladowal przez te wszystkie lata ale ja nie pozwalalm mu mnie doscignac. Jednak wreszcie mu sie udalo , wreszcie mnie dogonil...tak bardzo sie balam!!!! zaczelam plakac tak bardzo ze nie myslalam ze czlowiek jest w stanie tak plakac, siegnelam po telefon i zadzwonilam do swojego przyjaciela : " Pomoz mi prosze', wyjakalam lewo wydobywajac glos zatkany slonymi lzami ktore zatykaly mi przelyk. " Pomoz mi prosze!" Moj przyjaciel Sami przyjechal natychmiast z pieniedzmi i biletem do Teksasu w kieszeni i powiedzial ze mam rzucic wszystko natychmiast, spakowac sie i jechac tam na dwa tygodnie...tak tez zrobilam...nie mialam wyboru..

<< PRZED TEKSASEM I PO (PO 3 TYGODNIACH !!!) 
Gdy tam dotarlam nie dalam rady wejsc na drugie pietro na ktorym znajdowal sie moj pokoj, a lekarz ktory mnie zbadal powiedzial ze bylam w bardzo ciezkim stanie i ze dwa tygodnie napewno mi nie wystarcza. Pierwszy tydzien byl meka, nie dalam rady nic robic, spalam calymi dniami, i  z dnia na dzien czulam sie gorzej i gorzej i nie podobalo mi sie tam ani troche . Wtedy wlasnie trafilam na Lauren Pears ktora mi powiedziala  historie o swoim raku krtani, tego dnia usiadlam i zaczelam rozmawiac ze swoim cialem, przeprosilam je  za wszystka krzywde co mu wyrzadzilam, podziekowalam za to ze przestalo mnie sluchac,
odnalazlam ponownie swoje wenetrzne dziecko  i  plakalam , tak wiele plakalam jak nigdy w zyciu, i pisalam non stop pisalam. dni mijalay niublagalnie a ja czulam sie lepiej i lepiej jednak  wedlug lekarzy nie wystarzcajaco dobrze by wyjechac . Ja jednak nie mialam pieniedzy by zostac, jedynym powodem dlaczego tam bylam byl moj przyjaciel Sami i Tomek ktorzy postanowili za to zaplacic ( o czym ja nie moglam przestac myslec..("jak i kiedy ja im to oddam??") Pod koniec drugiego tygodnia 2 dni przed moim wyjazdem LuAnn menadzerka instytutu wziela mnie na strone i powiedziala ze oni chca zebym zostala tydzien dluzej i ze oni za to zaplaca!!!!! Nie moglam w to uwierzyc!!!!!!! A jeszcze bardziej nie moglam uwierzyc w swoja odpowiedz na ta wiadomosc: " dziekuje ", powiedzialam ze lzami jak groch  krecacych sie w oczach oczywiscie. Nie chcialam wracac, nie bylam gotowa. Trzeci tydzien minal jak jeden dzien , zmiany jakie zaszly w moim ciele i psychice sa nie do opisania, chodzilam 5 kilometrow dziennie , biegalam wieczorami, pisalam jescze wiecej , medytowalam , spalam i pierwszy raz czulam sie lekka , jakbym zrzucila 20 kilo jednak to nie waga  byla tym co dalo mi te uczucie niezmiernej lekkosci...wolna... poczulam sie wolna ...a to temu ze pierwszy raz zyciu opuscil mnie strach, poprostu  go tam nie bylo, zniknal,  po tylu latch dzielnie chowany przeze mnie po katach...zniknal...i wlasnie wtedy postanowilam ze nie pozwole na to by kiedykolwiek powrocil!!!!!
Powrot do Nowego Jorku jednak nie byl latwy ...obca sie czulam, inna, odmieniona...i nikt mnie nie rozumial... a oprocz tego codziennosc zycia mnie dognala ona nigdy nie da o sobie zapomniec...zaraz po powrocie zepsul mi sie samochod, potem sanepid zamknal mi restauracje w ktorej pracuje, termin wyprowadzki z mojego apartamentu zbliza sie szybkimi krokami a pieniedzy na przeprowadzke jak nie bylo tak i nie ma...raptownie bole wrocily...strach zaczal pukac do drzwi, probujac zadomowic sie na nnowa, wpychajc sie kazda mozliwa szczelina...NIE !!!!! Powiedzialam nie tym razem ... choc lewa polkula mozgowa  meczyla mnie codziennie szepczac o wszystkich trudach jakie sie zblizaja...ja postanowilam codziennie wstac i podziekowac za 5 rzezczy za ktore jestem wdzieczna, za to ze mam co jesc, za goraca wode w kranie , za to ze mam dwie zdrowe nogi co mi pozwalaja biegac codziennie jak daleko tylko zechce , za WSZYSTKICH CUDOWNYCH LUDZI CO SIE POJAWILI W MOIM ZYCIU, bez nich umarlabym juz dawno temu, codziennie rozmawialam ze swoim cialem , wyobrazalam sobie jak z dnia na dzien staje sie zdrowsze, silniejsze piekniejsze. Pozniej poszlam na 2 tygodniowa glodowke by dac troche odpoczynku mojemu ponownie wycieczonemu organizmowi  a przede wszystkim po to by miec jasniejszy umysl  i wlasnie wtedy postanowilam napisac o tym co mi sie przydarzylo, postanowilam walczyc , postanowilam  pomoc sobie i innym ktorzy sa w podobnej sytuacji , postanowilam juz nigdy sie nie bac, postanowilam byc sczesliwa, usmiechac sie kazdego dnia,  postanowilam odnalezc optymalne zdrowie ten tajemniczy balans miedzy naszym cialem umyslem i dusza ...ktorego wszyscy tak naprawde szukamy a jak nie to powinnismy zaczac i to jak najszybciej!
Kolejny rozdzial tej historii jest wam poniekad znany, sami odgrywacie w nim niezmiernie wielka role, za co wam z calego serca dziekuje.....

5  ALBO NIECO WIECEJ :) RZECZY ZA KTORE JESTEM WDZIECZNA
 1.dziekuje za to ze jestem zdrowa,
2. za to ze mam mnostwo pysznego jedzenia i przepysznej wody,
3. za to za mam powod by sie usmiechac kazdego dnia,
 4. za moja prace(restauracja jest ponownie otwarta:)
 5. Za Jaya ktory pomogl mi znalezc samochod za grosze
6.Za Marcina ktory mnie przygarnie na dwa miesiace zebym mogla sobie odlozyc pieniadze
7. za  WSZYTKICH moich wiernych przyjaciol ktorzy zawsze tam dla mnie byli,
8. . za to ze moge sie podzielic swoja historia,
9. za to ze mam  sie Z KIM nia  podzielic , za wszystkich co uczestnicza  w NASZEJ  wedrowce i za tych wszytskich co sie do niej  dolacza.....
10. ZA PABLOSZA I DOMINIKE BEZ KTORYCH NIE BYLABYM W STANIE TEGO NAPISAC <3
11. Za to ze w juz  maju koncze moja wymarzona psychologie:)
12. Za to ze jezeli czegos bardzo w zyciu chcemy i w to wierzymy jest nam to dane!!!!