Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 801010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 801010. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2012

przykładowe menu z książki 801010

 Kochani prosiliście mnie w emailach bym opisała wam przykładowy dzień na 801010 więc  wrzucam  tutaj menu  podane przez Dr Graham w jego książce. 




DZIEŃ PIERWSZY

ŚNIADANIE:

1/2 kilograma bananów
2 daktyle
2 łyżki surowego karobu

Większość bananów pokroić w plasterki i wrzucić do miski.  Zostawić jednego banana i wrzucić go do blendera razem z daktylami i karobem, wymieszac na takie bananowe mleko i polać nim banany w miseczce.


LUNCH:

1 kilogram bananów

Wszystkie banany zblendować z wodą (ilość wody dowolna w zależności od tego jaka chcecie uzyskać konsystencję)  i wypic ze smakiem:)


OBIAD:

pierwsze danie: (ANANASOWO-TRUSKAWKOWY SZEJK)
225 gram  truskawek
225 gram ananasa

wszystko razem zblendować i jeść ze smakiem:)

drugie danie: (TRUSKAWKOWO-PAPRYKOWA ZUPKA)
1/2 kilograma truskawek
1/2 papryki (żółta na przykład)
1 główka sałaty rzymskiej

wrzucić wszystko do blendera z odrobiną wody i wypić ze smakiem


trzecie danie: TRUSKAWKOWA SAŁATKA
1/2 kilo sałaty rzymskiej
225 gram truskawek
1/4 papryki

pokroić sałatę i wrzucić do miseczki a truskawki zblendować z papryką  na dresing i polać nim sałatę.



Według obliczeń Grahama ten jadłospis zawiera 1951 kalorii z czego 89% pochodzi z  węglowodanów, 7% z białka i 4% z tłuszczu.


DZIEŃ DRUGI:


ŚNIADANIE:

0.680 kg winogron

LUNCH:
1/2 kg bananów
1/2 kg fig

wszystko razem zblendować z wodą (ilość wody zależy od tego jaką konsystencje chcecie uzyskać:)

OBIAD:

Pierwsze danie:
2 kubki soku pomarańczowego
1 kubek soku z granatów

Drugie danie: ZUPA OGÓRKOWA
225 gram ogórka
225 gram pomodorów
225 gram papryki

wszystko razem zblendować i wypić /zjeść ze smakiem:)


Trzecie danie: SAŁATKA OGÓRKOWO-PISTACJOWA
1/2 kg sałaty
225 gram pomidorów
225 gram ogórków
28 gram pistacji

Pokroić pomidory , sałatę i połowę górka i wrzucić do miseczki. Druga połowę ogórka zblendować z pistacjami na dresing i polać nim sałatę.


kalorie z całego dnia to 2026 z czego 84% pochodzi z węglowodanów, 7% z białka i 9% z tłuszczu



wtorek, 17 kwietnia 2012

CANDIDA 801010

Candida jest prawdopodobnie najbardziej błędnie zinterpretowanym zjawiskiem występującym pośród wszystkich istniejących chorób. Dlatego, żeby zrozumieć istotę Candidy będziemy musieli się troszeczkę oduczyć tego co nas do tej pory nauczono.

Candida jest formą grzyba, który znajduję się  naturalnie w naszej krwi i powinien tam być. Candida żywi się cukrem i ponieważ w naszej krwi cukier jest zawsze, zawsze jest tam też Candida. Ilość Candidy w naszej krwi jest zależny od ilości cukru w naszej krwi. Im więcej cukru tym więcej Candidy i jeśli poziom cukru we krwi jest w normie to samo się dzieje z Candidą.

Gdy cukier opuszcza naszą krew by dostać się do tkanek naszego organizmu, nadmiar Candidy, który pozostał we krwi naturalnie obumiera. Jednak gdy poziom cukru we krwi jest podwyższony Candida rozmnaża się w błyskawicznym tempie by "zjeść" nadmiar cukru. I gdy poziom cukru we krwi wraca do normy to samo dzieje się z Candidą. Jej ilość/wielkość kolonii wraca do normy a nadmiar obumiera. Ten wzrost i spadek candidy jest naturalnym zjawiskiem zachodzącym w naszego ciele na co dzień i nie prowadzi on do żadnych komplikacji czy tez dyskomfortu.

Gdy poziom tłuszczu we krwi jest za wysoki (poprzez spożywanie diety bogatej w tłuszcz), spożywany przez nas cukier (nawet w postaci owoców) zatrzymuje się we krwi zblokowany nadmiarem tłuszczu. Nadmiar cukru powoduje wzmożoną produkcję candidy. I zamiast karmić 13 trylionów komórek karmimy candidę. W tym samym momencie zamorzone głodem komórki naszego ciała są kompletnie pozbawione energii sprawiając, że jesteśmy wycieńczeni (jeden z głównych symptomów candidy).

Bardzo ważne jest byśmy zrozumieli powagę podwyższonego poziomu cukru we krwi. Jeśli ciało nie jest w stanie utrzymać poziomu cukru na naturalnym poziomie nasze ciało przechodzi kompletne rozregulowanie. I tak naprawdę jedynym mechanizmem, który chroni nas przed katastrofą jest właśnie candida. Candida jest naszym wybawcą a nie wrogiem. Jest ona niezbędna dla naszego organizmu i na pewno nie powinniśmy się jej pozbywać. Jest naszym zapasowym narzędziem pomocy, który ratuje nas gdy trzustka i nadnercza nie są sobie w stanie z tym poradzić.

Jak już wspomniano wcześniej, większość ludzi kreuje (głównie poprzez spożywanie diety bogatej w tłuszcz) sytuacje, w których trzustka i nadnercza są chronicznie osłabione w ciągu całego dnia dosłownie przy każdym spożywanym posiłku. Dlatego też nie powinno być dla nikogo niespodzianką pojawienie się nadmiaru candidy w takim organizmie. Candida jest dla nas ostrzeżeniem, pobudką nie do przegapienia, która sygnalizuje nadejście czegoś o wiele bardziej poważnego jak CUKRZYCA.

Większość lekarzy alopatów jak i  naturopatów zaleca w przypadku candidy spożywanie diety pozbawionej cukru i w tym owoców. Jednak owoce nie spowodowały candidy. Dlaczego w takim razie ich wyeliminowanie miałyby ją uleczyć? Oczywiście jeśli zafundowaliśmy sobie dietę wysoką w tłuszcz i tym spowodowaliśmy rozregulowanie naszego organizmu, zwłaszcza poziomu cukru i candidy we krwi, jedzenie owoców może byc nieprzyjemne i pogorszyć nasz problem. Jednak eliminacja owoców pomoże nam tylko w ZAleczeniu symptomów a nie w WYleczeniu problemu. Przy obecności ogromnej ilości tłuszczu w naszej krwi nawet niewielka ilość cukru pochodząca z jakiegokolwiek źródła może spowodować anormalne podwyższenie poziomu cukru we krwi.

Jeśli będziemy świadomie obniżać poziom cukru w naszym organizmie (np. poprzez wyeliminowanie z naszej diety owoców) pozbawimy nasze ciało jego pierwotnego źródła energii i  doprowadzimy siebie do wycieńczenia. Nasze komórki uzyskują energię właśnie z cukru prostego (glukozy) i jego eliminacja nie tylko jest dla nas niebezpieczna ale na pewno nie jest odpowiedzią na pozbawienie się candidy. Jedynym wyjściem jest obniżenie spożywanego tłuszczu do minimum i to jak najszybciej inaczej będziemy tylko zaleczać symptomy candidy a jej prawdziwy powód wciąż pozostanie nieuleczony.

Życie candidy jest bardzo krótkie dlatego gdy przejdziemy na niskotłuszczową wegańską dietę jej nadmiar zniknie dosłownie w przeciągu kilku dni. Bardzo ważne jest jednak by pamiętać, że problemy z trzustką i nadnerczem wciąż mogą być obecne. Dlatego bycie zdrowym nie polega na byciu na diecie a na przejęciu zdrowego stylu życia.

czwartek, 5 kwietnia 2012

801010 STWORZENI BY JEŚĆ TROPIKALNE OWOCE

Kochani kolejny prezent tym razem od Alani (z cudownego blogu tu Blog Alani),  która napisała post u siebie na blogu właśnie z książki Grahama i pozwoliła nam użyć go tu na naszym blogu:)))

 

Stworzeni by jeść tropikalne owoce


Ostatnio zobaczyłam u Ewci na blogu (http://surowadieta.blogspot.com/kilka tłumaczeń z książki Dr. D. N. Grahama ,,The 80/10/10 diet’’. Zainspirowana tymi artykułami postanowiłam nadrobić zaległości sięgnąć po tę książkę. Przyznam się, że ostatnio mało czytałam na temat diet gdyż sama w tych kwestiach słucham tylko własnej intuicji. Jednak oomyślałam, że z chęcią przetłumaczę też jakiś fragment, chociaż osobiście nie jestem na diecie 80/10/10/ to w wielu kwestiach poglądy Grahama są mi bardzo bliskie.
Fragment, który przetłumaczyłam dotyczy często poruszanej kwestii zwłaszcza w Polsce – owoce tropikalne. Nieraz słyszałam od ludzi - ,,niby odżywiasz się tak zdrowo, a jesz tyle owoców sprowadzanych z dalekich krajów. Powinno się jeść to co rośnie lokalnie.” Mimo tych uwag dalej czułam ogromny pociąg do owoców tropikalnych, zwłaszcza zimą i objadałam się nimi bez poczucia winy. Tak mi mówił mój instynkt lub jakby powiedział to dr. Graham tak mną kierowała moja fizjologiczna natura.
W każdym razie kochani – jesteśmy zwierzętami tropikalnymi, jesteśmy stworzeni by jeść tropikalne owoce! Dlatego nie czujcie się winni gdy będąc zimą w Polsce poczujecie ochotę na mango czy pomarańczę. Zajadajcie te owoce kochani gdyż one dają wam brakujący w tym szarym i zimnym świecie element tropiku.
Po tym, krótkim wstępie zostawiam was z tekstem dr. Grahama:
Jesteśmy stworzeni by jeść tropikalne owoce
Początki ludzkiego gatunku związane są z ciepłym klimatem. Pierwsze plemiona zamieszkiwały tak zwany „pas tropikalny”, ciepły obszar, który rozciąga się na przestrzeni około tysiąca mil powyżej i poniżej równika. Jest to środowisko, które obfituje w owoce tropikalne.


Niektórzy ludzie uważają, że gdziekolwiek żyją powinni żywić się lokalnymi uprawami, ponieważ ,,logicznie myśląc” takie jedzenie jest dla nich najlepsze. W każdym razie gdzieś od kogoś usłyszeli , że tak powinno się jeść. W USA i w Europie ludzie często twierdzą, że skoro żyją w północnym klimacie to najwłaściwsze jest dla nich spożywanie potraw pochodzących z tej strefy klimatycznej.
Pomyślcie o tym w ten sposób: jeśli mamy złotą rybkę, psa lub kota to czy zmieniamy dietę tego zwierzęcia za każdym razem gdy się przeprowadzamy? Czy zwierzęta w Zoo dostają inne rodzaje pokarmu w zależności od tego w jakim kraju znajduje się ich ogród zoologiczny? Gdy spojrzymy na ten temat z tej perspektywy, to zdamy sobie sprawę, że musimy uszanować dietetyczne wymogi każdego gatunku w oparciu o jego układ pokarmowy.
Ponadto, wielu ludzi żyje w sferach klimatycznych, gdzie zbiory żywności są dostępne przez zaledwie kilka miesięcy w roku. Co oni powinni jeść przez większość roku? Anatomiczny i fizjologiczny układ człowieka jest zaadaptowany do tropikalnego pożywienia, a przede wszystkim do owoców. Podobnie jest u innych mieszkańców tropików. Na przykład w Środkowej Ameryce wszystkie ssaki, za wyjątkiem wydry oraz jaguara jedzą owoce; tak samo większość ptaków, wiele płazów i spora liczba gadów.
Nie ma żadnego logicznego ani naukowego powodu by twierdzić, że tylko dlatego, że opuściliśmy tropiki, powinniśmy zmienić to, co było naszym naturalnym pożywieniem, przez większość naszego pobytu na Ziemi. Nie ważne gdziekolwiek będziemy się przemieszczać na tej planecie ( a nawet jeśli wyruszymy w podróż poza naszą planetę) tropikalne owoce zawsze pozostaną naszym naturalnym pożywieniem, jedyną dietą, do której jesteśmy idealnie zaprojektowani.
Nasze prywatne tropiki
Historia pokazuje nam, że to eksplozja populacji spowodowana pojawieniem się narzędzi i myślistwa oraz początki rolnictwa doprowadziły do tego, że ludzie musieli się przenieść na obszary, które inaczej byłyby uważane za niegościnne i bezludne.
Skutecznie udało się nam zabrać ze sobą w te obszary tropiki.
Każdy z nas przez większość czasu żyje w miniaturze tropikalnego środowiska. Używamy ciepłych ubrań, kołder, ogrzewania by stworzyć sobie nasze prywatne tropiki. Nawet Eskimosi uważają by mieć wystarczającą ilość warstw ubioru i by utrzymywać swój dom w ciepłości, tak aby mogli się czuć przez większość czasu prawie jak w tropikach 



Owoce to naturalne pożywienie
Na szczęście większość ludzi kocha owoce. Dzieci posiadają naturalną skłonność do jedzenia owoców . Nasz wszechobecny ,,słodki ząb’’ jest znakiem danym nam przez naturę, który kieruje nas do jedzenia wystarczającej ilości owoców by dostarczyć nam prostych węglowodanów, które będą źródłem paliwa dla każdej komórki naszego ciała.
Zawsze widzę zachwyt w oczach kogoś, kto po raz pierwszy kosztuje jakiegoś tropikalnego owocu. Nie ma znaczenia jaki to jest owoc, ludzie natychmiast czują się z nim ,,połączeni”.
Prawie zawsze słyszę coś w stylu:
,,Wow! To jest najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek jadłem”
,,Właśnie odkryłem mój ulubiony smak”
..Mógłbym na tym żyć”
,,Czy jest to drogie? Chcę kupić ich więcej”
,,Czy mogę dostać takie owoce u siebie w kraju?”


Ludzie nie tylko kochają owoce, oni są zaprojektowani do jedzenia owoców. Nieważne w jak odległe obszary planety zawędrowaliśmy, nasze fizjologiczne predyspozycje do jedzenia tropikalnych owoców nie zmieniły się. Tak samo jak zwierzęta w zoo pomimo, że są oddalone od swojej naturalnej sfery klimatycznej, nadal muszą sprostać swoim fizycznym wymogom.
Ludzie, którzy żyją w zimnym klimacie powinni tym bardziej dążyć do jedzenia owoców tropikalnych. Dzieje się tak dlatego, że zmuszeni są oni do życia bez innych niezbędnych dla zdrowia warunków, które są dostępne w tropikach (ciepła temperatura, świeże powietrze, życie na wsi, słońce przez cały rok, czysta woda itp.). Jeśli mieszkasz w miejscu gdzie jest mało owoców tropikalnych, może warto byłoby się zastanowić, jakich innych niezbędnych czynników brakuje w twoim środowisku i starać się je w miarę możliwości wprowadzić.
Nauczmy się znowu jeść owoce. Jest to praktyka, która utrzymywała nas w świetnej formie przez tysiące pokoleń. Nie dość, że jest to dobre dla naszego zdrowia to jeszcze przepyszne!

wtorek, 27 marca 2012

błonnik (811 Dough Graham)




Kochani dziś o błonniku będzie, głównie od Grahama z książki choć najpierw wrzucę definicję  z Wikipedii.

BŁONNIK  (błonnik pokarmowy, włókno pokarmowe) – kompleks różnorodnych substancji pochodzenia roślinnego nie ulegający trawieniu przez enzymy przewodu pokarmowego człowieka oraz zwierząt monogastrycznych. Jest to mieszanina substancji (cukrów) o charakterze polisacharydowym  (celulozy, pektyny, gumy, śluzy) i niepolisacharydowym (ligniny, kutyny).

Na początku błonnik był traktowany jako substancja balastowa, ze względu na małe wykorzystanie przez organizm. Dopiero później odkryto w nim nowe właściwości mające korzystny wpływ na organizm, przyczyniające się m.in. do:

-mniejszego wchłaniania cholesterolu i trójglicerydów
-obniżenia ciśnienia tętniczego krwi
-spowolnienia rozkładu węglowodanów, obniżenia stężenia glukozy we krwi i obniżenia zapotrzebowania na insulinę;
-regulacji rytmu wypróżnień - przyspieszenie perystaltyki jelit i pasażu treści przez przewód pokarmowy, -zwiększenie masy stolca, zapobieganie zaparciu - lignina, celuloza);
-rozwoju korzystnych bakterii jelitowych - rola prebiotyczna;
-zmniejszenia uczucia głodu (pęcznieje w żołądku - głównie pektyna i celuloza);
-usuwania z organizmu substancji szkodliwych - toksyn i metali ciężkich;
-prewencji nowotworów przewodu pokarmowego;
-wiązania jonów sodu

Produkty bogate w błonnik to owoce, warzywa (im dojrzalsze, tym wiecej błonnika), nasiona roślin strączkowych a także pełnoziarniste produkty zbożowe (ciemne pieczywo, musli, płatki zbożowe). Dla odmiany przetwory pochodzenia zwierzęcego tj. mięso, jaja, nabiał nie posiadają błonnika wcale.

Wielu z nas zdaje już sobie sprawę z wpływu błonnika na nasz układ trawienny, dlatego też w ostatnich latach zwiększyła sie liczba ludzi spożywających produkty bogate w błonnik tj. pełnoziarniste pieczywo, płatki owsiane itp. I choć jesteśmy na dobrym tropie to nie do końca to takie dobre jak nam sie wydaje. A to dlatego, że wyróżnia się dwa rodzaje błonnika: rozpuszczalny i nierozpuszczalny.

Błonnik rozpuszczalny głównie zawarty w owocach i w mniejszej ilości w warzywach jest w stanie absorbować wodę i pęcznieje w żołądku trochę tak jak gąbka nasiąknięta wodą przez co wywołuje uczucie sytości. (Stąd pewnie uczucie wzdęcia po 10 bananach zjedzonych za jednym razem na śniadanie:)). Tym samym powoduje on wolniejsze trawienie cukrów  i tłuszczu. Glukoza uwalnia się do krwi w wolniejszym tempie co daje stały dopływ energii, nawet do kilku godzin po spożyciu posiłku.Dlatego tez diety bogate w błonnik są zalecane pacjentom z cukrzycą. Poprzez możliwość absorbowania wody i formowania żelopodobnej papki błonnik rozpuszczalny nadaje kałowi  gładką i miękką konsystencję tym samym łatwą i bezbolesną do wydalenia prze nasz organizm. Pektyna i guar (występujące w owocach) to dwa najbardziej popularne rodzaje błonnika rozpuszczalnego.  Ironią jest, że to właśnie pektyna i guar  są pobierane z owoców i stosowane przez lekarzy do leczenia cukrzycy  jednak ci sami lekarze mówią swoim pacjentom, że owoce są dla nich  niedobre bo mają za dużo cukru!

Drugim rodzajem błonnika jest błonnik nierozpuszczalny (celuloza, lignina) zawarty między innymi w zbożach i nasionach roślin strączkowych. Nie ważne pod jaką postacią: surowy, skiełkowany, gotowany,  błonnik nierozpuszczalny jest bardzo drażliwy dla delikatnych ścianek naszych jelit. Ponieważ nie jest on rozpuszczalny w wodzie i tym samym nie jest w stanie wchłonąć wody, jego krawędzi/brzegi  są bardzo ostre (szorstkie). Błonnik ten więc przedostając się przez nasze jelita dosłownie odrapuje  ich ścianki drażniąc je i rozszarpując tak jakbyśmy jedli szkło.
W odpowiedzi na te "okaleczenia" błona śluzowa, która ochrania nasze jelita staje się coraz grubsza ponieważ dzięki temu proces trawienia błonnika nierozpuszczalnego staje się mniej bolesny. Jednak tym samym zmniejsza się zdolność do absorbowania innych wartości odżywczych.  To właśnie ten proces irytacji nadał otrębom popularności jako wspomagaczom trawienia. A prawda jest, że dzieje się tak dlatego, że za każdym razem jak je jemy nasz organizm jest tak podrażniony i podirytowany, że próbuje się ich pozbyć jak najszybciej łącznie z innym wartościami odżywczymi, które nie mają czasu na prawidłowe trawienie i absorpcję. Ci którzy używają otrębów do poprawienia trawienia zauważają, że po pewnym czasie muszą zwiększyć spożywaną dawkę by osiągnąć ten sam efekt co mieli na początku. A to dlatego, że nasze ciało próbuje się chronić  i zwiększa grubość ściany śluzowej.


Ograniczona absorpcja, utrudniona asymilacja, formacja zabliźnionych tkanek, zespół jelita drażliwego, zespół nieszczelnego jelita, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, choroba Leśniowskiego-Crohna i wiele innych są spowodowane jedzeniem niewystarczającej ilości błonnika lub spożywaniem wielkich ilości błonnika nierozpuszczalnego, który drażni i kaleczy ścianki naszego układu pokarmowego.
Natomiast błonnik rozpuszczalny którym pierwotnym i najlepszym źródłem są właśnie owoce jest dla nas zupełnie nieszkodliwy i wręcz niezbędny do optymalnego zdrowia.

Ostatnio mam obsesję na punkcie arbuzów nawet je ze sobą na biwak zabrałam :) 
BUZIAKI KOCHAM WAS<3




wtorek, 20 marca 2012

8010101 cukier wróg czy przyjaciel


kochani filmik nakrecony juz jakis czas temu, jednak warto obejrzeć jest w nim streszczony temat cukrów z owoców właśnie z książki 801010.
buziaki

poniedziałek, 19 marca 2012

801010 WĘGLOWODANY CZ 1




Kochani wrzucam tu część pierwszą moich wypocin:) Tłumaczenie artykułów nie jest proste (i tu znów ukłony dla Pepsi, która już ich tyle przetłumaczyła!!!:)), dlatego że jak człowiek chce robic  to słowo w słowo to za bardzo to nie ma sensu.  Poza tym ja uczyłam sie angielskiego po angielsku wiec łapię się na tym, że wiele razy nie mam zielonego pojęcia jak cos jest po polsku no i do tego naturalnie moja łamana polszczyzna o której już wszyscy tu zgromadzeni wiedzą:) także wybaczcie jakość przekazu, z czasem pewnie się ulepszy, ważna jest jednak zawartość która da się tu odczytać. Buziaki i juz wkrótce wrzucę więcej.

Większość dietetyków i lekarzy studiujących wpływ diety na nasze zdrowie doszło do tego samego wniosku: najlepszą dietą dla naszego zdrowia jest dieta wegańska, nisko-tłuszczowa o proporcjach bliskich 801010 czy też nawet 9055. Dla przypomnienia dodam że 801010 oznacza 80% kalorii dziennie z węglowodanów, 10% kalorii dziennie z białka i 10% kalorii dziennie z tłuszczy. (Więcej szczegółów na ten temat będzie w poście poświęconym specjalnie tym proporcjom, dziś jednak skupimy sie na węglowodanach:).
A wiec do dzieła:)

Pośród ludzi, którzy jedzą dietę wegańską i witariańską najwięcej pytań i wątpliwości powstaje wokół białka. Jest to też temat częstych ataków ze strony ludzi, którzy jedzą mięso. Choć białko nie będzie tematem dzisiejszego postu warto jest wspomnieć jedną zasadniczą rzecz. A mianowicie, wiele razy słyszymy ludzi mówiących, że muszą zjeść wystarczająca ilość białka by dostarczyć organizmowi energii. Nie ma nic bardziej dalekiego od prawdy. Główną funkcją białka jest kontrola wzrostu i różnicowania, wymiana zużytych komórek,  odnowa uszkodzonych komórek i kilka innych równie ważnych funkcji. Jednak NIE JEST zadaniem białka dostarczenie nam energii. Te zadanie należy do węglowodanów, to one są naszym głównym "paliwem", które nas napędza. Jedynie, gdy nie dostarczamy organizmowi odpowiedniej ilości węglowodanów wzrasta zapotrzebowanie na białko, ponieważ wtedy organizm przemienia/konwertuje białko w węglowodany i utylizuje jako "paliwo". (Jest to bardzo "drogi" i wyczerpujący proces dla naszego organizmu). Kulturyści i sportowcy często podpierają się tezą, że potrzeba im więcej białka by zbudować mięśnie, prawda jest jednak taka, że tylko ćwiczenia siłowe (podnoszenie ciężarów itp.) oraz uprawianie sportu budują mięśnie (z odpowiednia dietą oczywiście). Jednak białko samo w sobie nie ma takiej zdolności. Gdyby tak było to kążdy mieszkaniec Stanów Zjednoczonych byłby umięśniony, biorąc pod uwage że przeciętnie zjada on 15-20% kalorii z białka dziennie. Ale to nie temat na dziś, wracam do weglowodanów.:)

Niewystarczająca ilość węglowodanów w naszym organizmie prowadzi do wielu problemów zdrowotnych oraz zachwiań psychicznych takich jak miedzy innymi kompulsywne jedzenie, zespół chronicznego zmęczenia, ospałość, zachwiania humoru i wiele innych. Większość z nich jest przyczyną spożywania nadmiernej ilości tłuszczów. Ponieważ zazwyczaj, gdy ograniczamy węglowodany zastępujemy je tłuszczami choć często wydaje nam sie, że to białko. Dobrym przykładem są tu orzechy, pestki a nawet awokado.
Więcej niż 10% dziennych kalorii z białka prowadzi do osłabienia naszej energii oraz poważnego zakwaszenia organizmu (ang. acid toxemia), które są prekursorami osteoporozy, chorób nerek, artretyzmu, dysfunkcji układu immunologicznego jak i chorób nowotworowych.
Więcej niz 10% kalorii dziennie z tłuszczu prowadzi do cukrzycy, chorób układu krążenia, udarów mózgu (apopleksja), chorób nowotworowych i wiele innych.

Wszystkie makroskładniki (tłuszcz, węglowodany,białko), które trafiają do naszego organizmu muszą najpierw być rozłożone na cukry proste (glukoza, fruktoza) by mogły pozniej być zutylizowane i użyte przez tkanki naszego organizmu jako paliwo.

Węglowodany są najprostsze do rozłożenia na cukry. Glukoza, która jest cukrem prostym (ang. simple sugar) jest najbardziej preferowanym źródłem " paliwa" dla naszego organizmu. Tak naprawdę, niektóre komórki naszego ciała takie jak mózg, czerwone krwinki, niektóre części komórek nerwowych,są  zależne tylko i wyłącznie od glukozy jako ich głównym paliwie. Surowe owce i warzywa to są najlepszym źródłem cukrów prostych. W swej naturalnej postaci to czyta fruktoza i glukoza.

Ludzkie ciało ma bardzo znikomą możliwość przechowywania/ magazynowania białka i węglowodanów. Potrafi ono jednak przemieniać jedno i drugie w tłuszcz , magazynować i przemieniać je później z powrotem w cukier (glukozę) jeśli nasz organizm ma braki "paliwa". Wszystko to dzieje się za pomocą procesu zwanego glukoneogeneza czyli dosłownie tworzenie nowego cukru.  Proces ten może byc niekiedy bardzo pomocny a nawet uratować nam życie zwłaszcza gdy jesteśmy narażeni na głód. Jednak to jest właśnie jego jedyne zadanie. Pomóc nam w momentach zagrożenia- TAK , być naturalnym procesem naszego codziennego życia-NIE!

Podczas procesu glukoneogenezy wytwarzane są ketony, są to związki chemiczne których, zwiększona ilość w naszym krwiobiegu zakłóca nasz proces myślowy i  zdolność podejmowania decyzji. Podwyższona ilość ketonów wpływa na nasz mózg podobnie jak spożycie alkoholu, dlatego też odradza się w tych przypadkach prowadzenia samochodu, podejmowania poważnych decyzji oraz uprawiania sportów.

RODZAJE WĘGLOWODANÓW
(istnieje wiele rodzai pogrupowania węglowodanów i to jest tylko jeden z nich)

CUKRY PROSTE (monosacharydy czyli zawierające jeden molekuł cukru  i disacharydy (dwucukry), które są utworzone, gdy dwa  monosacharydy ulegają reakcji kondensacji. Do tych cukrów prostych zalicza się między innymi: glukozę, fruktozę, galaktozę oraz laktozę, maltozę i sacharozę. Można je znaleźć w większości w owocach, warzywach, mleku i miodzie.

OLIGOSACHARYDY (krótko-łańcuchowe cukry zawierające 3-9 monomery, którymi są cukry proste (monosacharydy) np. glukoza, fruktoza. Najprostszymi oligosacharydami są dwucukry, z których najbardziej znanym jest sacharoza. Wiele tego rodzaju cukrów jest całkowicie niemożliwa do strawienia przez nasz organizm.

POLISACHARYDY (cukry złożone, ktore skąłdaja się z 10 do nawet kilku tysięcy  merów (będących cukrami prostymi). Polisacharydy to między innymi skrobia: ryż, zboża, rośliny strączkowe.

Monosacharydy (surowe owoce i warzywa:)))) są jedynymi węglowodanami, które moga być absorbowane prosto do naszego krwiobiegu poprzez ścianki jelita natomiast disacharydy są bardzo łatwo rozkładane na monosacharydy poprzez nasz układ trawienny.

Węglowodany proste występują w dwóch postaciach: cukru spożywczego (sacharoza produkowana z trzciny cukrowej bądź buraków cukrowych) i cukru "pełnego" (ang. whole-food sugars) czyli naturalne zawarte w warzywach i owocach. Jedne i drugie są słodkie dla naszego podniebienia jednak nie sa one jednakowe jeśli chodzi o ich właściwości odżywcze i wpływ na nasz organizm. Niestety masowe informacje w mediach i niektórych publikacjach często umieszczają te dwa rodzaje cukrów pod jedna kategorię co jest totalnym nieporozumieniem i zbrodnią dla naszego zdrowia.

Gdy sie nad tym wszystkim zastanowimy, zdamy sobie sprawę z tego, że cukry złożone pochodzące z kasz, skrobi, ryżu, roślin okopowych, roślin strączkowych  i  zbóż mimo że sa złożone z cukrów nie są słodkie w smaku same w sobie. Większość z nich jest wręcz niejadalna w swojej naturalnej postaci i wymaga gotowania oraz użycia wielkiej ilości przypraw by nadać im jakiegokolwiek smaku. Oprócz tego są one o wiele trudniejsze do strawienia dla naszego organizmu i proces rozłożenia ich na cukry prostsze wymaga zużycia ogromnych zasobów energii. 

Jednym słowem są one nieporównywalne z naturalnie słodkimi i soczystymi owocami, które najlepiej smakują w swej naturalnej postaci bez potrzeby gotowania czy tez przyprawiania. Oprócz tego jak już wspomniano wcześniej cukier z owoców jest już w postaci najłatwiej przyswajalnej przez nasz organizm (glukoza, fruktoza) i proces ich trawienia zaczyna sie już od pierwszego kęsa, więc organizm nie musi wykonywać żadnej dodatkowej pracy by cukier z owoców dostał się on do każdej komórki naszego ciała. Co oznacza, że jak my kończymy przeżuwać druga połówkę przepysznej brzoskwini, jej pierwsza połówka jest już w naszym krwiobiegu obdarowując tkanki naszego ciała tym co najlepsze.

Węglowodany złożone tj. kasze i ryż poprzez proces gotowania kreują w naszym ciele poważne zakwaszenie (acid toxemia) i ludzie, którzy na dłuższą metę stosuja się do diety bogatej w te produkty, kończą z takimi chorobami jak nowotwór, artretyzm, zespół chronicznego zmęczenia, niedoczynność tarczycy i wiele innych. Dodatkowo gotowane jedzenie jest bardzo ubogie w witaminę C, która jest najważniejszą witaminą jeśli chodzi o "opiekowanie" sie jakością naszych tkanek i pracą naszego systemu odpornościowego.
Jak już wspomniałam wcześniej nasz organzim nie jest w stanie poradzić sobie z  kaszami,  ryżem czy też fasolą w ich naturalnej postaci. Musimy je najpierw  moczyć nawet do kilkunastu godzin, ugotować, upiec lub usmażyć i nawet wtedy większości z nas wydają się one niejadalne jeśli ich wcześniej nie posolimy, popieprzymy i posłodzimy. Jak radził sobie z tym człowiek pierwotny , który urodził się bez mikrofalówki piekarnika?? Na dodatek nasz organizm nie posiada enzymów potrzebnych do strawienia oligosacharydów zawartych w fasoli oraz polisacharydów takich jak np.celuloza. Biochemia pokazuje nam jasno i przejrzyście co możemy jeść a co nie. My jednak nie chcemy słuchać.

Zboża zawierające gluten (pszenica, żyto, jęczmień, owies) zawierają co najmniej różnych 15 sekwencji opioidów, które są silnie uzależniające i przypominają morfinę, dzięki czemu mają psychoaktywne działanie na nasz organizm wywołując między innymi choroby neurologiczne, zatwardzenia, wzdęcia, zatrzymanie moczu, mdłości, wymioty, stłumiony kaszel i wiele innych.
Alergie na gluten (celiakia) przyczyniają się do takich chorób jak astma, artretyzm, zespół chronicznego zmęczenia, choroby crohna, cukrzyca typu 2, depresja, choroby skóry (eczema, egzema, łuszczyca), fibromilagia, zespół jelita drażliwego, migreny, chłoniaki (lymphoma)  (choroby nowotworowe wywodzące się z układu chłonnego), nowotwór układu trawiennego.
 Coraz częściej lekarze widzą też powiązania między glutenem i chorobami takimi jak  autyzm, schizofrenia i  niektóre choroby autoimmunologiczne.
Ps. to jescze nie koniec węglowodanów, sporo tego jest:))) buziaki



CDN....

piątek, 16 marca 2012

801010 Dough Graham i zmiana diety

 zdjecie od Adasia Downarowicza , który pisał do mnie wiele razy, by podzielić się tym jak surowe owoce i warzywa odmieniły jego życie:)

Kochani dawno nic o jedzeniu nie pisałam a warto by wspomnieć, że zmieniłam nieco sposób odżywiania. Wielu z was pewnie już słyszało o diecie 801010  Dougha Grahama. Ja stosowałam się do niej już kilka razy i za każdym razem czułam się świetnie jednak zawsze wracałam do starych nawyków bo wiecznie mi czegoś brakowało, a to soli a to więcej orzechów no i surowych ciasteczek też. 801010 oznacza 80% kalorii z węglowodanów, 10% z białka i 10% kalorii z tłuszczu dziennie. Gdy przełożymy to na surowe owoce i warzywa wygląda to na przykład tak: 25-30 bananów dziennie, główka sałaty i pół awokado LUB około 10 orzechów:). Czyli jak sami widzicie jest to dieta zupełnie inna niż jedzenie surowej pasty, surowych burgerków i sałatek z oliwa z oliwek, awokado orzechami i suszonymi owocami w jednym oraz na dokładkę kokosanki na surowo.

Już tłumaczę o co chodzi. Kochani, gdy przechodzimy na początku na surową dietę ze standardowej diety polskiej czy jeszcze lepiej amerykańskiej dodając do tego choroby cywilizacyjne, alergie i stres, surowa dieta niemal pod każdą postacią jest balsamem dla naszego ciała i duszy.Nasz organizm oczyszcza się z toksyn, witaminy i minerały zawarte w świeżych owocach i warzywach są o wiele łatwiej absorbowane przez nasz organizm w wyniku czego nasze komórki budzą się do życia, nasz limfatyczny system zaczyna się "ruszać", organizm zaczyna oddychać pełna parą, podnosi się wibracja energii w naszym ciele i tym samym w naszej duszy. Ten kto zmienił styl życia na wegański a tym bardziej surowy wie, że oprócz  naszego stanu fizycznego zmienia się także nasz stan psychiczny, emocjonalny i to jak postrzegamy świat.

Jednak z surowym stylem życia jest tak jak z każdym innym, trzeba wiedzieć co jeść i ile, bo same bycie na "surowej diecie" nie wystarczy. A głównie to dlatego, że w dzisiejszych czasach wszystko jest modyfikowane, obrabiane i ograbywane ze swej naturalnej postaci po czym przybierane w szatki norm społecznych do, których jesteśmy uwarunkowani już od pokoleń. Tak tez stało się i z surową "dietą". Raw gurów przybywa z dnia na dzień coraz więcej i każdy mówi co innego do tego stopnia, że człowiek sie gubi i nie wie już czego i kogo słuchać. Jedzenie surowej żywności powinno być proste, najprostsze, a tym czasem staje się ono bardziej skomplikowane niż pieczeń z indyka i na pewno o wiele droższe. Świat wywrócił sie do góry nogami. Ja po 2.5 roku jedzenia surowki pod wieloma postaciami oraz bycia w instytucie gdzie wyleczono mnie z wielu chorob właśnie stosujac surowe jedzenie, przeszłam już przez zalecenia prawie każdego guru. Przeszłam przez surową diete bez owoców, później na owocach tylko, 42 dni  na sokach,, 2 tygodnie na zielonych szejkach, superfoodsy sa dobre, superfoodsy są złe, soki są dobre soki są  złe, blendowanie niszczy enzymy, blendowanie jest dobre, kiełki są bardzo dobre i kiełki są bardzo złe. Musimy jeść dużo białka tym samym dużo orzechów, nie musimy jeść dużo białka ponieważ niedobór białka nie istnieje, a orzechy to nie białko a tłuszcz, picie trawy pszenicznej codziennie, nie picie trawy pszenicznej bo jest za bardzo skoncentrowana itd itd. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Powodem dlaczego tak wiele eksperymentowałam jest to że między innymi byłam bardzo chora, po drugie to miałam dostęp do za wielu informacji na raz i zamiast skupić się na jednej z nich to złapałam się wszystkich jednocześnie.


zdjecie od Madzi Roj, po powrocie z zakupów:)


Odżywianie się na surowo odmieniło moje życie diametralnie: pozbyłam się chorób, które męczyły mnie od lat, zaczęłam szanować swoje ciało jak nigdy wcześniej i słuchać go co kiedyś było dla mnie totalna abstrakcją. I tak to właśnie podczas  moich codziennych konwersacji z moim ciałem doszliśmy  do wniosku, że oboje czujemy sie znacznie lepiej gdy jemy głównie owoce i liściaste warzywa i to w ich naturalnej postaci, że czujemy sie świetnie gdy wypijemy świeżo wyciśnięte soki jednak nie przepadamy za trawą pszeniczną pod żadna postacią. Zdaliśmy sobie też sprawę z tego, że gdy jemy za dużo orzechów i pestek to boli nas strasznie brzucho i niełatwo nam się po nich chodzi do toalety. Metodą prób i błędów doszliśmy do takich wniosków o  jakich  Dough Graham przypominał mi za każdym razem kiedy czytałam jego książkę. Mówi się, że gdy uczeń jest gotowy to znajdzie na swojej drodze steki nauczycieli, nie zważając w którą stronę spojrzy. I widocznie ja przez długi czas nie byłam gotowa na 801010 ( tak jak nie jestem na ten czas gotowa pożegnać się z kawą. :) i wreszcie stopniowo do niej dorosłam a i kiedy byłam gotowa to i spotkałam nauczycieli, gdzie tylko nie zerknęłam:) Także tu chcę podziękować Pepsi (pepsieliot.wordpress.com), której blog wręcz kocham i polecam z głębi serca wszystkim, którzy pragną poprawić swoje zdrowie, kondycje fizyczna i poczucie humoru, bo pepsi śmieszna jest niesłychanie:), Dr. Grahamowi, który po raz kolejny udowodnił, że życie i zdrowie jest proste i tylko my jesteśmy tymi, którzy lubią je komplikować, Dr. R. Morsowi, który jest dla mnie najlepszym lekarzem na świecie:) ,  mojemu nowo-poznanemu przyjacielowi Chrisowi, który jest zapalonym surowojadem trenującym już od dwóch lat na 801010, naszej Krysi, która od zawsze powtarzała, że sie najlepiej czuje na owocach i je ich całe mnóstwo oraz wam wszystkim kochani za wsparcie, komplementy i krytykę, które doprowadziły mnie do takich a nie innych wniosków.

Ja daleka jestem od stosowania sie do diet, które maja nazwy i etykietki, nigdy nie nazywałam siebie wegetarianka gdy nia byłam ani później weganką czy tez witarianką, tak i teraz nie chce podszywać się pod kolejna nazwę jaką jest 801010. Chce jednak zaznaczyć, że mój sposób odżywiania się opiera się głównie na 2 zasadach : jem jedzenie, które nie wymaga śmierci innych żywych istot i stosuję sie do diety wysoko-węglowodanowej tym samym nisko-białkowej i nisko-tłuszczowej starając się by te proporcje były jak najbliższe tym zalecanym przez Dr. Grahama (czyli 80/10/10). Dodam tu jeszcze dla tych, którzy nie są zainteresowani 100% surówką, że proporcje te sa zalecane nie tylko przy surowej diecie. Jednym z najbardziej znanych lekarzy, który stosuje podobne zasady jest John A. Mc Dougall. (http://www.drmcdougall.com/)

Ps. Chce zaznaczyć tu jednak, że nie oznacza to, że raz na jakiś czas nie zjem pasty na surowo czy też kokosanek z własnego przepisu, które kocham i których smakiem się rozkoszuję. Dla mnie najważniejsze jest bowiem by jeść świadomie i ze spokojem, by słuchać swojego ciała i duszy i iść własnym tempem. By nie popadać w obsesję i rygorystyczne zachowania, które nie mają nic wspólnego ze zdrowiem. Nie wolno zapominać bowiem, że zdrowie to nie tylko ciało, to tez nasz umysł i dusza.


Kochani od jutra wieczór ( bo na dzień mam do pracy ) zacznę tłumaczyć książkę 801010 na tyle na ile będę mogła. Zaczne od węglowodanów i dlaczego powinno się jeść ich aż 80% i czy tak dużo owoców dziennie jest dla nas zdrowe czy szkodliwe.

Na dziś muszę już zmykać bo praca na mnie  czeka ale od jutra zacznę pisanie:)


 A tu znów zdjęcie od Adama:)


JEDZCIE SUROWE OWOCE I WARZYWA <3