Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witarianizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witarianizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2012

CANDIDA 801010

Candida jest prawdopodobnie najbardziej błędnie zinterpretowanym zjawiskiem występującym pośród wszystkich istniejących chorób. Dlatego, żeby zrozumieć istotę Candidy będziemy musieli się troszeczkę oduczyć tego co nas do tej pory nauczono.

Candida jest formą grzyba, który znajduję się  naturalnie w naszej krwi i powinien tam być. Candida żywi się cukrem i ponieważ w naszej krwi cukier jest zawsze, zawsze jest tam też Candida. Ilość Candidy w naszej krwi jest zależny od ilości cukru w naszej krwi. Im więcej cukru tym więcej Candidy i jeśli poziom cukru we krwi jest w normie to samo się dzieje z Candidą.

Gdy cukier opuszcza naszą krew by dostać się do tkanek naszego organizmu, nadmiar Candidy, który pozostał we krwi naturalnie obumiera. Jednak gdy poziom cukru we krwi jest podwyższony Candida rozmnaża się w błyskawicznym tempie by "zjeść" nadmiar cukru. I gdy poziom cukru we krwi wraca do normy to samo dzieje się z Candidą. Jej ilość/wielkość kolonii wraca do normy a nadmiar obumiera. Ten wzrost i spadek candidy jest naturalnym zjawiskiem zachodzącym w naszego ciele na co dzień i nie prowadzi on do żadnych komplikacji czy tez dyskomfortu.

Gdy poziom tłuszczu we krwi jest za wysoki (poprzez spożywanie diety bogatej w tłuszcz), spożywany przez nas cukier (nawet w postaci owoców) zatrzymuje się we krwi zblokowany nadmiarem tłuszczu. Nadmiar cukru powoduje wzmożoną produkcję candidy. I zamiast karmić 13 trylionów komórek karmimy candidę. W tym samym momencie zamorzone głodem komórki naszego ciała są kompletnie pozbawione energii sprawiając, że jesteśmy wycieńczeni (jeden z głównych symptomów candidy).

Bardzo ważne jest byśmy zrozumieli powagę podwyższonego poziomu cukru we krwi. Jeśli ciało nie jest w stanie utrzymać poziomu cukru na naturalnym poziomie nasze ciało przechodzi kompletne rozregulowanie. I tak naprawdę jedynym mechanizmem, który chroni nas przed katastrofą jest właśnie candida. Candida jest naszym wybawcą a nie wrogiem. Jest ona niezbędna dla naszego organizmu i na pewno nie powinniśmy się jej pozbywać. Jest naszym zapasowym narzędziem pomocy, który ratuje nas gdy trzustka i nadnercza nie są sobie w stanie z tym poradzić.

Jak już wspomniano wcześniej, większość ludzi kreuje (głównie poprzez spożywanie diety bogatej w tłuszcz) sytuacje, w których trzustka i nadnercza są chronicznie osłabione w ciągu całego dnia dosłownie przy każdym spożywanym posiłku. Dlatego też nie powinno być dla nikogo niespodzianką pojawienie się nadmiaru candidy w takim organizmie. Candida jest dla nas ostrzeżeniem, pobudką nie do przegapienia, która sygnalizuje nadejście czegoś o wiele bardziej poważnego jak CUKRZYCA.

Większość lekarzy alopatów jak i  naturopatów zaleca w przypadku candidy spożywanie diety pozbawionej cukru i w tym owoców. Jednak owoce nie spowodowały candidy. Dlaczego w takim razie ich wyeliminowanie miałyby ją uleczyć? Oczywiście jeśli zafundowaliśmy sobie dietę wysoką w tłuszcz i tym spowodowaliśmy rozregulowanie naszego organizmu, zwłaszcza poziomu cukru i candidy we krwi, jedzenie owoców może byc nieprzyjemne i pogorszyć nasz problem. Jednak eliminacja owoców pomoże nam tylko w ZAleczeniu symptomów a nie w WYleczeniu problemu. Przy obecności ogromnej ilości tłuszczu w naszej krwi nawet niewielka ilość cukru pochodząca z jakiegokolwiek źródła może spowodować anormalne podwyższenie poziomu cukru we krwi.

Jeśli będziemy świadomie obniżać poziom cukru w naszym organizmie (np. poprzez wyeliminowanie z naszej diety owoców) pozbawimy nasze ciało jego pierwotnego źródła energii i  doprowadzimy siebie do wycieńczenia. Nasze komórki uzyskują energię właśnie z cukru prostego (glukozy) i jego eliminacja nie tylko jest dla nas niebezpieczna ale na pewno nie jest odpowiedzią na pozbawienie się candidy. Jedynym wyjściem jest obniżenie spożywanego tłuszczu do minimum i to jak najszybciej inaczej będziemy tylko zaleczać symptomy candidy a jej prawdziwy powód wciąż pozostanie nieuleczony.

Życie candidy jest bardzo krótkie dlatego gdy przejdziemy na niskotłuszczową wegańską dietę jej nadmiar zniknie dosłownie w przeciągu kilku dni. Bardzo ważne jest jednak by pamiętać, że problemy z trzustką i nadnerczem wciąż mogą być obecne. Dlatego bycie zdrowym nie polega na byciu na diecie a na przejęciu zdrowego stylu życia.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Ewa Hankiewicz, neurolog i witarianka


Kochani rewelacyjny wywiad z doktor Ewa Hankiewicz, który był wklejony w komentarzach przez anonimowego gościa -dziękuje serdecznie:) jest to niesamowita historia i musiałam się nią  z wami podzielić.   

Oryginalny link do tego wywiadu to:  http://www.zdrowa-zywnosc.get.net.pl/to_co_najprostsze_jest_najgenial.htm









- mówi doktor - neurolog i witarianka Ewa Hankiewicz.
Poniżej prezentujemy wywiad z panią doktor, który okazał się być monologiem.
Studia medyczne wybrałam z powołania - chciałam pomagać ludziom. Byłam gorliwą studentką. Nawet egzamin z neurologii zdałam na celujący, chociaż rzadko stawiano takie stopnie. Tak więc, nie przypadkiem, zostałam neurologiem. Już wówczas zaczęłam studiować leki bardziej pod kątem ich działań ubocznych niż leczniczych i swoim pacjentom starałam się dobierać leki właśnie pod kątem ich najmniejszej szkodliwości. Starałam się też zlecać więcej zabiegów niż leków.
W swojej specjalizacji neurologicznej spotykałam się z chorobami, w stosunku do których konwencjonalna medycyna jest całkowicie bezradna: stwardnienie rozsiane, Parkinsonizm, guzy mózgu, choroba Alzheimera, zresztą dotyczy to również "zwykłych" korzonków, czy migren. Sama cierpiałam na uporczywe migreny przez kilkanaście lat. Już jako neurolog codziennie brałam pyralginę w zastrzykach, aby pozbyć się bólów głowy. Wtedy właśnie nie mogąc pomóc ani sobie, ani wielu moim pacjentom, zaczęłam zastanawiać się nad tym, że tu chyba jest coś nie tak.
Od dziecka byłam bardzo chorowita: przeszłam wiele chorób, miałam duże zmiany w kręgosłupie, a w wieku 20 lat pozbawiono mnie pęcherzyka żółciowego, miałam tam ze 140 złogów. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że stosując odpowiednią dietę, można w kilka dni złogi te wyczyścić, zachowując pęcherzyk. Na egzaminie praktycznym z chirurgii na pytanie: czy złogi w pęcherzyku są zagrożeniem, prawidłowa odpowiedź miała brzmieć: tak, jest to stan przedrakowy i jedynym rozwiązaniem jest wycięcie pęcherzyka. Tak więc, gdy stwierdzono u mnie kamienie, biorąc pod uwagę wiedzę, którą zdobyłam na studiach, posłusznie poszłam na operację. Myślę, że właśnie od tego czasu zaczęły się moje poważne problemy zdrowotne. Miałam bóle głowy, chory kręgosłup, miałam paradentozę, problemy z układem trawiennym. Sama będąc chorą i na co dzień lecząc ludzi przykutych do łóżka z powodu chorób neurologicznych, widziałam swoją wielką bezradność. I znowu zapaliła się czerwona lampka - że coś tu nie tak. Punktem zwrotnym w moim życiu, nie tylko rodzinnym, ale także zawodowym, była choroba i śmierć mojego brata, który umarł z powodu chłoniaka złośliwego. W tym czasie interesowałam się już medycyną alternatywną. Nie zdążyłam jednak pomóc bratu. Wcześniej, nawet niż sam nowotwór, zabiła go chemia, którą go leczono. Zabiła go tak szybko, że nawet nie zdążyłam zastosować urynoterapii, o której czytałam. Wpadłam w depresję. Byłam w tym czasie przed egzaminem specjalizacyjnym właśnie z neurologii, gdy wpadła mi w ręce książka Mai Błaszczyszyn "Dieta życia". Przeczytałam ją jednym tchem, a następnego dnia zaczęłam już stosować. I o dziwo - jedząc głównie surowe warzywa i owoce w przeciągu dość krótkiego czasu stanęłam na nogi. Zdałam egzamin i wróciła mi chęć do życia. Pozbyłam się większości moich chorób. Przez pół roku leczyłam się tą dietą, ale gdy poczułam się dość dobrze, powróciłam do tak zwanej "normalnej" diety. Dolegliwości odzywały się od czasu do czasu . Ale nie były, aż tak jak wcześniej, dokuczliwe. Nie zastanawiałam się jeszcze wtedy nad wpływem diety na zdrowie. Urodziłam dziecko, no i problemy zaczęły się od nowa: krwotoki, szpital, śmierć kliniczna, operacja po operacji, no i diagnoza - wyrok: brak szans na wyleczenie. Wtedy przypomniałam sobie o poście i urynoterapii. Przypomniałam sobie o nich, gdy po dłuższym niejedzeniu po operacji, podano mi pierwszy posiłek. Zażyczyłam sobie, aby przyniesiono mi z domu ryż z marchewką. Myślałam wówczas, że jest to jedzenie, w tym momencie dla mnie, najzdrowsze pod słońcem. No i zaczęło się znowu - gorączka, krwotok, powrót wszystkiego. Moi koledzy po fachu rozłożyli ręce - byli bezradni. Wówczas pomyślałam: skoro zjadłam i jest tak źle, to nie należy jeść. Po pięciu tygodniach postu wstałam z łóżka całkiem zdrowa. Wróciłam do pracy. Wówczas okazało się, że mój ojciec jest chory na nowotwór. Nie chciał uwierzyć w moje "naturalne metody" i za pół roku zmarł. A ja jak przystało na "ozdrowieńca" kupiłam sobie wołowinę, o której nauczono mnie, że jest zdrowsza niż wieprzowina. Tak do końca to wiedziałam już wtedy i nie wiedziałam. Doceniłam post jako leczenie, ponieważ dwukrotnie uratował mi życie, ale jakoś codziennego zdrowego żywienia nie potrafiłam jeszcze wtedy rozpoznać i docenić. Zresztą niewiele o nim wiedziałam. Moje informacje były fragmentaryczne.
Wróciły znów obowiązki i mój poprzedni sposób życia. Zrozumiałam, że nie wystarczy raz wysprzątać organizmu - zastosować przez pół roku głodówki leczniczej. Trzeba dalej dbać i pielęgnować go codziennie. Trudno żyć z brakiem kilku narządów i kupą leków, które w swoim krótkim życiu zdążyłam już łyknąć. Trapiły mnie znów różne dolegliwości. Nie mogłam przecież pozostać na całe życie na poście urynowym. Czułam, że muszę coś robić, aby się ratować. Na medycynę szpitalną przestałam już liczyć. Co najwyżej, miała mi do zaproponowania wycięcie jeszcze jednego potrzebnego narządu, lub nowe leki, które wprawdzie coś tam pomagały, ale też i rujnowały resztki mojego zdrowia. Wtedy dopiero świadomie zaczęłam eksperymentować z dietą. Eliminowałam pokarmy, co do których miałam wątpliwości, że mi szkodzą. Jako pierwsze wyeliminowałam mięso. Później inspirowana książką hinduskiego lekarza "Mleko cichy morderca" wyeliminowałam mleko i wszelkie wyroby z mleka. Wtedy też uświadomiłam sobie, że to właśnie jadanie nabiału, który był kiedyś podstawą mojej diety, doprowadziło moje zdrowie do takiego stanu. Pierwsza moja tak zwana zdrowa dieta, którą przyjęłam, zawierała gotowane produkty, zdrowe razowe pieczywo, rośliny strączkowe. Ale dalej czułam, że to nie tak. Z pieczywem było mi się najtrudniej rozstać. Wtedy włączył się mój naturalny "pilot". Zaczęłam myśleć intuicyjnie, wracać do natury. Odkryłam, że to co najprostsze jest najgenialniejsze, dlatego trudne do zrozumienia. To wówczas, któregoś dnia, kupiłam swój ostatni bochenek chleba. Wtedy jeszcze z przerażeniem myślałam, jak to będzie, gdy pieczywo zniknie z mojego życia. No i nie ma pieczywa. W ostatniej kolejności wyeliminowałam produkty strączkowe. Długo wydawało mi się, że trzeba je jeść, ze względu na dużą ilość białka. Ale z biegiem czasu i moich przemyśleń, wnikliwego obserwowania siebie, w mojej diecie pozostały tylko świeże owoce i warzywa. Dobrze się czuję, gdy jem, nie mieszając, jeden gatunek warzyw lub owoców przez dłuższy czas.
Jak się ma, na przykład, moje 2 kilogramy gruszek, które zjadam w ciągu dnia i tryskam energią, do konwencjonalnego obiadu? Doszłam więc po latach obserwacji i praktyki do swojej optymalnej diety, o której myślę też, że jest optymalną dietą dla wszystkich. Jesteśmy jako gatunek owocożerni, nawet nie warzywożerni, a na pewno nie wszystkożerni.

Dzisiaj przyszła do mnie moja pacjentka, która od tygodnia jest na owocowo-warzywnej surowej diecie. Powiedziała mi, że przestały jej marznąć i cierpnąć ręce i nogi. Ci, którzy wcześniej rozcierali jej marznące ręce, teraz bardziej marzną od niej. Jej jest gorąco. Inna moja pacjentka, która od wielu lat w ogóle nie jadła surowizn, bo lekarz kiedyś powiedział jej, że szkodzą jej zdrowiu, przyszła po raz pierwszy do mnie w pięciu swetrach trzęsąc się z zimna. No więc jak jest z tym wychładzaniem? Gdy pacjentka ta przeszła na surową dietę, natychmiast poprawił się jej stan zdrowia i zdjęła z siebie kilka swetrów.
Pożegnajmy się więc z pierwszym mitem, że surowa dieta wychładza organizm. I, że zimą powinniśmy jeść gorące kasze, zupy, a owoce i warzywa zostawić na upalne lato.
Nie surowizny, lecz nabiał wychładzają organizm. Energia jest w surowym jedzeniu. Jabłko pięknie grzeje, banan może trochę mniej, ale wcale nie wychładza. Powinniśmy jeść to co u nas rośnie. Ale nawet banan w porównaniu ze zwykłym chlebem jest jak nektar bogów - zdrowy i bezpieczny. Patrząc na gotowane pożywienie rozgrzeszyłam nawet cytrusy. Uważam, że późne owoce - jabłka i gruszki są doskonałym pokarmem na zimę. Są w stanie nas tak wspaniale ogrzać i dać nam tyle energii potrzebnej na przetrwanie zimy. Późna gruszka nie zmarznie nawet na mrozie. Orzechy są również doskonałą spiżarnią na zimę. Energia jest w surowym jedzeniu. Może i gotowanie dodaje jakiegoś rodzaju energii do pożywienia. Ale jaki jest sens, aby jedną energię zabijać, po to aby dać jakąś drugą.
Je się wtedy gdy człowiek jest głodny. Aby się "dobrze" odżywiać wystarczy jeść, gdy się jest głodnym. Zauważyłam, że teraz, gdy jem owoce, zawsze mam umiar, wiem kiedy skończyć. Organizm jest syty i daje mi sygnał. Kiedyś, gdy podjadałam pożywienie przetworzone i wymieszane, trudno mi było uchwycić naturalnie tą granicę. Dopiero wypchany żołądek mówił: stop.
Powtarzam zawsze moim pacjentom: surowe dożywia, wszystko inne zaśmieca organizm i że jedynym pożywieniem, które daje energię i zdrowie są surowe owoce, warzywa i orzechy. Pozwalam także, od czasu do czasu, na olej tłoczony na zimno i na złamanie diety gotowanym pożywieniem. Wielu pacjentów, nie rozumiejąc, że na ich dolegliwości, pomóc może jedynie odpowiednie żywienie, a nie jakieś specjalne zapisane przeze mnie leczenie, opóźnia czas przechodzenia na dietę. Rozumiem ich, bo ja także bardzo powoli zmieniałam swoje żywieniowe przyzwyczajenia, nie doceniając wielokrotnie roli żywienia w leczeniu. Często pacjent odchodzi ode mnie i idzie do lekarza, który nie wymaga tak wiele i po prostu zapisuje tabletki. Ci pacjenci, którzy jednak spróbują, widzą już po kilku dniach efekty tej diety.
Niektórzy uważają, że powoli należy zmieniać dietę, aby nie był to szok dla organizmu. Ja uważam, że można to zrobić od zaraz. Jest to tylko kwestia gotowości naszego umysłu i porzucenia naszych przyzwyczajeń.
Pacjenci pytają: to pani doktor na diecie? A ja im odpowiadam: ja po prostu zdrowo jem. Im bardziej jestem zdrowa, to tym bardziej chce mi się zdrowo jeść. Leczyłam ludzi, którzy sobie nie wyobrażali życia bez kawy i bez papierosów. W miarę ilości wypijanego soku z marchwi, zmienia się ilość wypalanych papierosów. Sposób bycia także. Zauważyła to studentka, pisząca pracę magisterską, która przyszła do mnie z prośbą o podanie adresów osób będących na diecie owocowo-warzywnej. Wszyscy jej rozmówcy okazali się być rozmowni, przychylni, tryskający energią, zadowoleni z życia. Nie marudzili - tak jak spodziewała się tego - że katują się dietą, poszczą. Szczególnie szczęśliwa była kobieta chora na cukrzycę, której lekarze zabronili jeść jej ulubione winogrona, a nakazali jadać wędliny, sery i inne rzeczy, których nie znosiła. Teraz objada się swoimi ukochanymi winogronami i czuje się bardzo dobrze.
Co na to wszystko środowisko lekarskie? Umierałam w łomżyńskim szpitalu. Według tamtejszych lekarzy nie powinnam już żyć. Gdy pod wpływem własnych przeżyć i zmagań z trapiącymi mnie chorobami, odeszłam już tak daleko od konwencjonalnego widzenia choroby, jej skutków i leczenia, że ciężko byłoby mi wrócić do konwencjonalnej placówki zdrowia, otworzyłam własny gabinet. Trafiali do mnie beznadziejnie chorzy pacjenci, na których medycyna oficjalna postawiła już krzyżyk. Powrót do zdrowia tych ludzi uznano oficjalnie za cudowne ozdrowienie. Chociaż żadnego cudu tu nie było. Niekiedy moi znajomi lekarze podsyłali mi pacjentów, z którymi nie wiedziano co zrobić. Najczęściej takich, gdy operacja się udała, a pacjent nie zdrowieje.
Przeszłam długą szkołę. Jeśli jako młoda lekarka neurolog ze świeżo zdaną specjalizacją na pięć, musiałam sobie codziennie wstrzykiwać pyralginę, aby przeżyć dzień bez bólu, to kiedy ja powinnam dostać tą piątkę - teraz gdy sama nie mam już żadnych dolegliwości i leczę dwudziestoletnie migreny u pacjentów w ciągu tygodnia lub miesiąca, czy wtedy gdy sama faszerowałam się lekami, nie szczędząc ich również swoim pacjentom? Jeśli kiedyś komuś przyjdzie do głowy, aby odebrać mi mój lekarski dyplom, zarzucając mi, że nie leczę pacjentów według oficjalnej wiedzy medycznej, to ja zapytam, jak medycyna poradziła sobie ze stwardnieniem rozsianym, nowotworami, Parkinsonem i tak dalej.
Dlaczego na studiach medycznych nie nauczono mnie, że na stopach są punkty refleksyjne, nie było zajęć na temat diety, dlaczego nie powiedziano mi, że pijąc olej z cytryną mogę pozbyć się kamieni, tylko wycięto mi mój pęcherzyk żółciowy? W porównaniu z kilkukrotnie większą ilością kamieni, które w ten sposób usuwam pacjentom, moje 140 dla tej mikstury, nie byłoby problemem. Dlaczego na zajęciach z fizjologii nauczono mnie, że w trzecim roku życia tracimy enzymy do trawienia mleka, ale już nikt później z tego nie wyciągnął wniosków. I dotąd nie wyciąga.
Powstaje coraz więcej literatury naukowej na ten temat. Nie jest ona zlecana i finansowana przez rządy, ale powstaje dzięki lekarzom, czy naukowcom, którym w życiu przydarzyła się podobna historia do mojej. Albo, oni sami byli ciężko chorzy, lub ktoś z ich bliskiej rodziny stał na pograniczu życia i śmierci. Wówczas, bazując na oficjalnej wiedzy, którą sami przez lata uprawiali, a która w takim momencie nie miała im już nic do zaproponowania, skazywała ich na śmierć, zwracali się ku diecie czy, niekonwencjonalnemu leczeniu. Doktor John Tilden, dr Simonton, doktor Sharma, i wiele wiele innych.
Nawet te moje ciotki, które kiedyś nie mogły ścierpieć tego, że nie poczęstuję się szyneczką i bigosem, teraz gdy przyjeżdżam podają mi surówki, a i same już też tylko od czasu do czasu jadają mięso. Czują się znacznie lepiej i zawsze, gdy przyjeżdżam nadstawiają uszy na to "nowe". Myślę więc, że to już czas, aby zacząć mówić publicznie o zdrowej diecie. Bo te rzadkie zalecenia na ten temat, które dostają pacjenci, są zbyt fragmentaryczne. Gdy chory na wątrobę dostaje zalecenie, aby nie jeść smażonego, wówczas i tak, nie wiedząc o tym, je inne rzeczy, które mu równie szkodzą. Najczęściej jednak - o zgrozo - lekarze zabraniają jeść surowizny.
Wielu pacjentów chciałoby się zdrowo odżywiać, ale mają tak mylne pojęcie, co do zdrowej diety, przypadkowo wybudowane na podstawie reklam i artykułów w prasie kobiecej, że często robiąc to szkodzą własnemu zdrowiu. Ja sama w pewnym czasie zjadałam 2 duże jogurty z płatkami razowymi, a wraz ze mną każdy członek rodziny musiał to zrobić. Wydajemy nasze pieniądze na wiele rzeczy, co do których mamy mylne pojęcia. Myślimy, że nam pomagają, a one nam szkodzą. Każdy może robić ze swoim zdrowiem co chce. Ale powinien wiedzieć, że na przykład sok w kartonie nie ma żadnej wartości odżywczej, a niekiedy z powodu nadmiaru dodatków chemicznych, może nawet zaszkodzić. I nie jest to ten sam produkt, co sok wyciśnięty w domu w sokowirówce.
Zanieczyszczenia warzyw i owoców chemią rolną: azotynami, pestycydami itd. są dużym problemem. Warzywa, w których jest skumulowanych dużo tych środków, są niewątpliwie szkodliwe dla naszego zdrowia, ale... w przeciętnej marchewce - jak wykazują badania - jest 150 razy mniej pestycydów, niż w tej samej ilości mleka, czy mięsa. Przecież zwierzęta również karmione są skażonymi chemią rolną płodami i kumulują te substancje w swoich organizmach lub wydalają właśnie z mlekiem. Skoro nie możemy wyeliminować tak powszechnej chemii z naszej żywości to możemy pocieszyć się tym, że jadanie warzyw, czy owoców z tymi "dodatkami", jest bardziej bezpieczne, niż picie mleka, czy jadanie mięsa. Warzywa bowiem, zawierają również cenny błonnik, który częściowo neutralizuje działanie tych środków.
Gdybyśmy nawet wypili 5 litrów soku z marchwi, to nie przedawkujemy niczego. Bowiem nasz organizm wie co z tym zrobić. Zrobi sobie zapasy, lub po prostu wydali nadmiar niektórych składników. Gorzej jest ze sztucznymi witaminami. Najnowsze badania pokazały, że organizm nie radzi sobie z wydaleniem nadmiaru nawet syntetycznej witaminy C, a więc łykanie pastylek, nawet z dotychczas uważaną za "niewinną" witaminą C, nie jest całkiem bezkarne. Może wywoływać uszkodzenia wątroby i innych organów wewnętrznych.
Inną sprawą jest, że niekiedy jakiś rodzaj pokarmu - jak wykazują badania analityczne tego pokarmu - bogaty jest w potrzebny nam składnik, na przykład mleko bogate jest w wapń. Tylko, problem w tym, że nasz organizm nie może tego wapnia w żaden sposób wykorzystać. Aby przyswoić wapń, potrzebny jest odpowiedni stosunek wapnia do fosforu, a takiego nie ma w mleku. Te proporcje są natomiast idealne w orzechach, owocach i warzywach. Z wapnia zawartego w mleku mogą powstać, co najwyżej, złogi w nerkach, drogach żółciowych i w stawach. A więc, mleko nie tylko nie dostarcza wapnia do naszego organizmu, ale na dodatek powoduje jeszcze zabieranie odłożonego już wapnia z kości. Stąd w społeczeństwach, w których pija się dużo mleka i jada sery itp., statystycznie występuje największe zagrożenie ostoroporozą. Aby to stwierdzić, wystarczy spojrzeć na statystykę chorób.
Niestety, u nas cały czas pokutuje mit, że picie mleka wpływa korzystnie na bilans wapnia w organizmie i pacjentom z ostoroporozą zaleca się picie mleka. A tak w ogóle, to mleko jest dobrym pokarmem tylko dla ssaków w początkowym okresie ich życia. Później zanikają u nas enzymy do jego trawienia.
Drugi mit, na którym bazuje tzw: nowoczesna dietetyka, a który również wiąże się z mlekiem i z mięsem mówi, że do życia potrzeba nam dużych ilości białka. Tymczasem nasz organizm permanentnie otrzymuje za dużo białka, które później pracowicie musi usuwać. My chorujemy z powodu nadmiaru białka. Na rozkładanie cząsteczek białka, aby go usunąć, tracimy zbyt wiele energii i zbyt obciążamy tym organizm. Przychodzą do mnie matki z dziesięciolatkami z objawami braku energii życiowej. Słodycze, mięso i tylko gotowane - taka jest ich dieta. Sumując: to, że jakaś substancja obecna jest w pokarmie, nie znaczy jeszcze, że będzie nam ona przydatna. Podobnie rzecz się ma z truciznami w żywności. Zdrowy, nie zatruwany niewłaściwym pokarmem organizm, z prawidłową florą bakteryjną w jelitach, ma wiele różnych mechanizmów blokujących przyswajanie trucizn, a także sposobów na ich wydalanie. Błonnik, którego jest dużo w surowej diecie, ma wspaniałe zdolności wiązania trucizn i wyrzucania ich z organizmu. Zdrowy, dobrze odżywiony organizm nie musi bać się bakterii, wirusów, pleśni, toksyn. Przychodzą do mnie pacjenci, z ranami, których sami brzydzą się dotykać. Kiedyś łapałam wszystkie grypy, anginy, a teraz mój organizm nie boi się niczego.
Jeśli już musimy smarować chleb to nie kupujmy margaryn. Najlepiej stosować olej tłoczony na zimno. Jest on najmniej skażony szkodliwymi dodatkami. Produkowany w temperaturze nie niszczącej bioelementów jest najzdrowszy. Natomiast ten tzw.: "normalny" przetworzony olej jest wielkim wyzwaniem dla naszego systemu trawiennego, zaśmieca organizm, który nie umie trawić, zmodyfikowanych przez produkcję, związków tłuszczowych.
Popularne leki, przepisywane na przeziębienia i grypy, leczą jedynie objawy tych chorób. Usuwając objawy, przeszkadzają w ten sposób i zamykają organizmowi możliwości samoleczenia. Na przykład: większość popularnych leków zbija temperaturę, a zbijanie nawet niezbyt wysokiej temperatury powoduje blokowanie organizmowi możliwości samoleczenia. Nasze komórki żerne, oczyszczające organizm, są aktywne dopiero w 39,5 stopniach. Jeśli zbijemy temperaturę, wówczas choroba ciągnie się i ciągnie, bo organizm nie może wyzbyć się wyprodukowanych toksyn. Gdy używamy leki przeciw katarowi - popularne krople do nosa, zamykamy następną drogę oczyszczania się organizmu z toksyn: poprzez wyrzucanie kataru.
Leczę obecnie pacjentkę, której wycięto migdałki, czyli zamknięto organizmowi drogę do samoczynnego wydalania toksyn. Później miała rzut reumatyzmu, czyli odezwały się te toksyny, które nie miały ujścia, a organizm gromadził je w stawach. Leczono ją antybiotykami i sterydami - lekami hormonalnymi. Za dwa lata zjawił się nowotwór jamy brzusznej - czyli znowu, te toksyny, którym uniemożliwiano w kolejnych etapach "leczenia" wydalenie się, powodowały coraz cięższe choroby. Inną moją pacjentkę, jakiś czas temu, ktoś wyleczył z trądziku, również antybiotykami i sterydami. A przecież trądzik to nic innego jak właśnie wyrzucanie przez organizm toksyn przez skórę. Teraz, pacjentka ta, mimo młodego wieku, ma nowotwór wątroby. Powtarzam: nasza medycyna, lecząc na ogół objawy, zamyka drogę oczyszczania się organizmu z toksyn, dlatego z jednej choroby popadamy w inną. I jeszcze na dodatek, do głowy nam nie przyjdzie, aby powiązać razem, często odległe w czasie choroby. Cieszymy się ze zwycięstwa medycyny nad daną chorobą, a gdy nadchodzi następna, to od nowa z pełnym zaufaniem znowu poddajemy się leczeniu. Koło się toczy.
Dlaczego? Dlatego, że współczesna medycyna ma wiele aspektów. Między innymi ekonomiczny.


wywiad, który okazał się monologiem spisała: Agnieszka Olędzka

poniedziałek, 23 stycznia 2012

łączenie pokarmów




Kochani sporo sie mówi o tzw. prawidłowym łączeniu pokarmów. Przez to, że poszczególne grupy jedzenia potrzebują różnego czasu do strawienia  oraz różnych enzymów, pewne grupy łączą się o wiele łatwiej niz inne. Np. białko trawi się 2-3 godzin a owoce 30-60 minut. Jeśli połaczymy je w jednym posilku, białko spowolni proces trawienny owoców, powodując jednocześnie ich fermentację zamiast trawienia.

Najlepsza opcją jest łączyć tylko te pokarmy, gdzie linie tabelki sie dotykają.

Kilka głównych zasad łączenia pokarmów:

-owoce powinno jeść się osobno. Nie należy ich mieszać z innymi pokarmami, ponieważ wtedy najczęściej sie one fermentują zamiast trawić. Jeśli jednak chcemy je z czymś zmieszać to najlepszą opcją są surowe warzywami nie zawierające skrobi. Także szejki są ok:))).
*Melony jednak ( i w tym arbuzy), powinny być jedzone osobno, nawet nie mieszane z innymi owocami.

`-najgorszym przewinieniem jest mieszanie skrobi z bialkiem, czyli coś co zazwyczaj sie kiedys jadło na obiad: schabowy z ziemniaczkami. Nie jest to dobrym połączeniem ponieważ białko potrzebuje do strawienia kwaśnych enzymów trawiennych gdzie  skrobia i węglowodany są łatwiej trawione w środowisku alkalicznym. Rezultatem takiego połaczenia jest niestrawnośc i częste wzdęcia, co jesli powielane przez kilka lat prowadzi do zawałów serca, raka odbytnicy itp.

- warzywa nie zawierające skrobi łączą się dobrze praktycznie ze wszystkim.

- jeśli chodzi o napoje to najlepiej jest pić 15-30 przed posiłkiem,   nie  pic nic w trakcie jedzenia ani conajmniej godzinę po.

- ważne jest też by przeżuwać jedzenie dokładnie ( jeden kęs około 20-30 razy). Tak tak kochani, trawienie zaczyna się w ustach i nie wolno o tym zapominać.

CZAS TRAWIENIA:

-woda 0-10 min
-soki 15-30 min
-owoce 30-60 min
-melony 30-60 min
-kiełki 1 godz.
-sok z trawy pszenicznej 60-90 min
-warzywa 1-2 godz.
-fasole i kasze 1-2 godz.
-białko/tłuszcze roslinne 2-3 godz.
-gotowane mięso i ryby 3-4 godz.
-owoce morza 4-8 godz.

* informacje zamieszczone powyżej pochodzą z wykładu w OHI (instytutu w którym przeszłam swoje leczenie). Jest kilka innych stron na których znajdziecie podobne informacje, mogą się one różnić kilkoma drobiazgami, jednak główne zasady sa takie same.

piątek, 10 czerwca 2011

lody bananowo-malinowe:)



kochani najprostszy i napyszniejszy sposób na lody!!!!!!
2 mrożone banany
garść mrożonych malin
łyzka stołowa surowego miodu lub syropu agawe czy tez dwa daktyle (można też tak naprawdę zrobić to bez żadnego dosładzania:)
wszystko razem zblendować z dodatkiem odrobiny wody w blenderze lub robocie kuchennym
dodać szczyptę miłości i gotowe:) Jak widać na załączonym obrazku posypałam wszystko jeszcze mrożonymi jagódkami....mmmmmmniam !!!!

dziekuję:
za lody przepyszne
wodę zimną
przejażdźki rowerowe
za ciszę 
za bańki mydlane
za kolorowe plakaty
za skypa
za ten blog
 za śmiech 
i za was kochani dziękuję!!!
kocham<3

środa, 8 czerwca 2011

"mizeria"



przepis z książki RAWvolution Matta Amsdena :
2 świerze ogórki
garść koperku
plaster pokrojonej w kostkę czerwonej cebulki
szczypta miłości<3

dresing:
1/4 kubka octu jabłkowego
1/4 oliwy z oliwek
1/4 świerzo wyciśnietego soku z cytryny
1 łyżeczka soli
2-3 ząbki czosnku


dziękuję:
za miłość 
za wspomnienia
za marzenia
za ciche chwile
za piosenki zapomniane
za lody bananowe
za arbuzy dojrzale
za ten blog
za kolor niebieski
 i za was kochani DZIĘKUJĘ <3

kiełki








sobota, 28 maja 2011

sobotni obiad:)


kochani tak całkiem nieplanowanie zrobiłam sobie a la pastę:)
2 cukinie
1 marchewka 
1/2 awokadao
1/2 pomidorka
kiełki z pestek słonecznika
szczypta MIŁOŚCI

sos: 
1cm obranego imbiru
2 łyżki stołowe syropu agave
3 łyżki stołowe sojowego sosu nama shoyu (niepasteryzowany sos sojowy)
sok z 1 cytryny
1/2 łyżeczki sproszkowanego chili
2 łyżki stołowe curry
1 ząbek czosnku
 2 łyżki octu jabłkowego

 wszystko razem zblendować przez kilka minut i gotowe:)


a na deser:


mleko czekoladowe z orzechów brazilijskich  i kanapeczki ciasteczkowe:)

KOCHAM WAS <3

Dziękuję:
kochani DZIĘKUJĘ za to że pojawiliście  się w moim życiu,
za pocztówki w kolorowych kopertach,
kwiaty w wazonie,
drzewa zielone,
i za myśli kolorowe,
za emocje szalone,
za uśmiech szczery, 
za pisanie i czytanie bez końca
za promienie słońca,
za surowe owoce i warzywa 
i jeszcze raz za WAS KOCHANI - DZIĘKUJĘ

czwartek, 26 maja 2011

ciasteczka, ciasteczka, ciasteczka....

kochanie eksperymentowałam z ciastkami ponownie, starajac się dopracowac moją formułę do prfekcji:)

oto kolejna wersja:

1 szklanka migdałów moczonych w wodzie przez 6-8 godzin
1 szklanka wiórków kokosowych (niesłodzonych surowych)
1 łyżka stołowa agave lub 2-3 daktyle
3 łyzki stołowe surowego kakao lub carob powder
1/2 łyżeczki cynamonu
1 szklanka (niecałą tak wiecej niz połowa ale mniej niż cała, hmm to chyba 2/3?:)) rodzynek
szczypta soli
SZCZYPTA MIŁOŚCI

Wszystko razem wrzucić do robota kuchennego i miksować aż do uzyskania pożądanej konsystencji (jeżeli lubicie grudkowatą to miksujcie to krócej. Ja tym razem zrobiłam bardziej gładką i miskowałam wszystko nieco dłużej, wyłączając raz na jakiś czas robot by zeskrobać  w środek  masę, która osadziła się na jego ściankach.
uzyskane ciasto podzieliłam na 3 cześci. jedna z nich obtoczyłam w wiórkach, druga w carob powder a z trzeciej zrobiłam kanapki ciasteczkowe tak zwane surowe oreao cookies:)

masa na krem do kanapek ciasteczkowych:
szklaneczka orzechów nerkowca
4 daktyle odrobina wody
odrobina ekstraktu waniliowego
SZCZYPTA MIŁOŚCI

Wszystko wrzucić do wysokoobrotowego blenedera lub robota kuchennego. Zmiksować aż do uzyskania gładkiej konsystencji kremu po czym wstawic masę do lodówki na 20 minut lub zamrażarki na 10.

Wszystkie ciasteczka dobrze jest wstawić do lodówki  na jakies 15-20 minut przed podaniem.

SMACZNEGO!!!!
BUZIAKI
KOCHAM WAS<3

soków część dalsza


piątek, 20 maja 2011

środa, 18 maja 2011

zielone soki i jak przejść na oczyszczanie na sokach część I


Dlaczego i czy warto pić soki a zwłaszcza zielone soki?


Soczki są fantastycznym sposobem na przyswojenie i łatwe wchłonięcie przez nasz organizm maksimum wartości odzywczych oferowanych nam prze surowe owoce i warzywa. Wszystkie witaminy, enzymy, minerały zawarte w jedzonku są skondensowane w jednej szklance takiego soku i z powodu braku blonnika, te wysoko skoncentrowane wartości odżywcze,  trafiają prosto i bez żadnego wysiłku do naszego krwiobiegu.

Mycie owoców i warzyw przed sokowaniem:
 Istnieje kilka metod, które  można zastosować a tutaj jest naprostsza: 

Wypełnij umywalkę z zimną wodą, dodaj kilka łyżek soli i sok z połowy cytryny. Namocz owoce i warzywa  na około dziesięć minut, następnie opłucz je zimną wodą.  W przypadku owoców, które są powszechnie woskowane, takich jak jabłka, Steve "Sproutman" Meyerowitz zaleca zanurzenie owoców we wrzącej wodzie na pięć sekund.
 

Różne rodzaje soków:
 

Owocowe - Soki owocowe są na ogół traktowane jako oczyszczające, odświeżajace i oferujące szybki przypływ energii. Wysoka zawartość wody w sokach owocowych, wypłukuje przewód pokarmowy i nerki, a także oczyszcza krew. Winogrona, jabłka i cytryny są silnie oczyszczające. Soki owocowe są bogate w cukry i choć sa to cukry naturalne, powinny być one stosowane z umiarem, zwłaszcza przez tych, którzy zostali poinformowani, aby ograniczyć spożycie cukru.
 

Marchewka jej kombinacja - Sok z marchwi jest powszechnie uważany jako napój energetyczny. Soki z marchwi są słodkie, więc często zaleca się mieszanie marchwi z innymi warzywami by ograniczyć poziom cukru. Kiedy robisz soki w połączeniu z marchwią, marchew powinna zawsze dominować.
 

Zielone  Soki
 Zielone soki są magiczne!!!! Zawierają mnóstwo chlorofilu, który jest dawcą tlenu dla naszej krwi. Poprawiają alkaliczność naszego organizmu. Oferują mnóstwo enzymów, aminokwasów, magnezu, potasu, oraz wapnia, odmładzaja, dotleniaja i regeneruja nasze komórki!!!!



Chlorofil zawarty w ciemnoliścisatych warzywach jest niesamowitym zastrzykiem tlenu dla naszego organizmu. Struktura molekularna chlorofilu różni się tylko jednym molekułem od hemoglobiny w naszej krwi. Dzięki temu jest on rozpoznawany przez nasz organizm jako dobry przyjaciel:)  i włachlaniany przez niego mementalnie. Wyposarzając naszą krew w tlen, który drogą systemu krwionośnego dociera do każdej komórki naszego ciała domładzając, regenerując i przede wszystkim ALKAZIZUJĄC tym samym nasze ciało. Warto przy tym wspomnieć, że choroby i wszelkie zakażenia nie są w stanie przeżyć w alaklicznym śwrodowisku:)




DROBIAZGI:

Warzywa i wowoce do sokowania, najlepiej jest umyć i posiekać tuż przed ich wyciśnięciem.
Soki natomiast najlepiej jest pić zaraz po ich wyciśnieciu, ponieważ szybko traca one wartości odzywcze przez proces utleniania.  
Chociaż najlepiej jest je  pić  zaraz po ich wyciśnięciu, powinny one być pite bardzo  powoli najlepiej mieszając każdy łyk ze ślną, w której zawarty jest istotny enzym trawienny. 
Owoce cytrusowe tj.  pomarańcze, mandarynki czy grejpfruty powinny być obrane  ze skórki przed wyciśnieciem, jednak warto jest uzyć do tego obieraczki do warzyw, by pozbyć się tylko zewnętrznej skórki a zachować jak najwiecej tej białej powłoki, która jest bogata w błonnik i inne wartości odżywcze.   

Gdy robimy soki z warzyw, które mają silniejszy zapach, tak jak na przykład czosnek i imbir,  powinny one  być wrzucane do sokowirówki jako pierwsze, żeby to co będzie włożone po nich pomogło popchnąć zaległe w sokowirówce resztki.



wtorek, 17 maja 2011

surowe jedzenie wykłady część I i II





Z czego składa się surowa dieta- witarianizm?

Surowa dieta jest pełna przepysznych i przezdrowych surowych owoców i warzyw, nasion, orzechów i pestek a także "żywej"  żywności takiej jak kiełki , fermentowane potrawy jak kapusta kiszona, sery z nasion, jogurty z orzechów oraz fermentowanych napoi jak kambucha czy rejuvelac.

 Czy warto jest jeść surowe  jedzenie?
TAK! TAK! TAK! I JESCZE RAZ TAK :))))
I już wam mówię skarby dlaczego.
Surowe jedzenie zawiera między innymi:
-enzymy
-tlen
-hormony potrzebne dla naszego organizmu
-fitochemikalia
-bio-elektryczną energię
-"siłę życia"

Zacznijmy  może od enzymów. Kochani emzymy są przecudowne! Najłatwiej jest je sobie wyobrazić jako robotników na budowie naszego ciała a minerały i wiatminy to cegły i deski. Sami wiecie, że nie ważne jak wiele cegieł i desek mamy, bez robotnika nic nie zbudujemy! I dlatego właśnie enzymy są dla nas niezbędne. Nasz organizm ma ich ograniczoną ilość z jaką się rodzimy i nie produkujemy ich już więcej przez resztę życia. Dlatego ważne jest by uzupełniać ich zpasy. Jedyną drogą jeżeli chodzi o jedzenie , jest żywność surowa, ponieważ wysoka temperatura zabija enzymy. Również za każdym razem gdy jemy żywność gotowaną, nasz organizm zużywa nasze enzymy i im więcej gotowanej żywności jemy tym więcej enzymów zużywamy. Możliwe jest nawet, że zużyjemy je wszystkie i wtedy organizm nasz zapożycza je od innych organów, osłabijąc się  tym samym i powodując różnego rodzaju choroby. Także prosze jedzcie surowe owoce i warzywa i zaopatrujcie swoje cudowne ciało w nowych robotników:)


TLEN. Kochani pomyślcie sami, ile dni jesteście w stanie wytrzymać bez jedzenia? Ile bez picia? Dni a nawet tygodnie. A teraz zastanówcie się ile jesteście w stanie wytrzymać bez tlenu? Tak też nie muszę więcej wyjaśniać jak bardzo potrzebny naszemu organizmowi jest tlen. Kochani surowa żywność jest przepełniona tlenem a zwłaszcza ciemne zielone liściste warzywa, które są niezmiernie bogate w chlorofil, który jest niczym innym jak czarodziejem, który potrafii zdziałać prawdziwe cuda! Molekularna struktura chlorofilu różni sie od hemoglobiny w naszej krwi tylko jednym molekułem. Ma magnez zamiast żelaza. Dzięki temu nasz organizm rozpoznaje go jako bratnią duszę i pochłania w mgnieniu oka. Hemoglobina jest odpowiedzialna w naszym organizmie za rozprowadzenie tlenu i dostarczanie go do wszystkich komórek naszego ciala. Przez to, że chlorofil jest praktycznie identyczny jak hemoglobina, przynosi on ze sobą do naszego ciała tony tlenu. Jak go nie kochać?!
BIO-ELEKTRYCZNA ENERGIA
Każda komórka naszego ciała jest jak malutka bateria i zawarta w surowym jedzeniu bio-elektryczna energia jest w stanie te baterie regularnie i bezpośrednio ładować. Można ją zobaczyć dzięki fotografii KIRLIANOWSKIEJ. Energia ta wygląda jak świecące aureolki dookoła owoców i warzyw...prześliczne!

"SIŁA ŻYCIA"
Surowe jedzenie a zwłaszcza te żywe ma w sobie siłę życia. Nasiona, pestki orzechy gdy surowe kiełkują wypuszczając łodyżki zycia na zewnątrz swoich skorupek. Gdy zasadzisz w ziemi surowego migdała i go podlejesz, wyrośnie ci w nagrodę piękne drzewo migdałowe. Gdy jednak  włożysz do ziemi prażonego migdała i go podlejesz, nie tylko nie będzie z niego drzewa ale jeszcze on ci w tej ziemi zgnije. Zasadźcie drzewa migdałowe w waszych pięknych ciałach kochani!


FITOCHEMIKALIA

Kochani fitochemikalia to tacy specjalni agenci, którzy sie znajdują tylko w surowym jedzeniu. Mają one inne właściwości niż minerały i wiatminy, takie jak np. nadawanie pożywieniu kolorów, wzrostu, aromatu a przede wszystkim spełniają one funkcje ochronne przed szkodliwymi chorobami. Badania wskazują też na właściwości antynowotworowe.
95% fitochemikałii jest niszczonych przy procesie gotowania.


CELULOZA/BŁONNIK
Błonnik zawarty w surowym jedzeniu jest kolejnym magikiem niezbędnym dla naszego organizmu. To taka szczoteczka, która pomaga nam pozamiatać wszystkie pozostałości , które pozalegały nam w naszych jelitach. Jest on odpowiedzialny za prawidłową przemianę materii. Surowa żywność jest przepełniona błonnikiem:)))) Jaaaaaaaj!


LEUKOCYTOZA POKARMOWA
W 1930 roku doktor Paul Kouchakoff przeprowadził badania, w których odkrył, że spożywanie gotowanego jedzenia prowadzi do nadmiernej produkcji białych krwinek w naszym organiźmie. Interesującym jest fakt, że ta sama reakcja zachodzi w naszym ciele podczas zakażenia, toksyfikacji organizmu, infekcji czy też nadmiernego stresu. Badanie Kouchakoffa pokazuje, że nasz organizm rozpoznaje nadmiar gotowanej żywności jako nieporządany obiekt i broni sie przed nią tak samo jak przed każdą inną chorobą. Fenomen ten nazywa się leukocutozą pokarmową. sutuacja ta jednak  nie ma miejsca w przypadku jedzenia surowej żywności!!:)) Te same badanie stwierdza, że proces ten również  nie zachodzi, jeżeli co najmniej 51 % żyności  spożywanej przez nas w ciągu dnia jest surowa.  Także kochani, raz jeszcze powtórzę: JEDZCIE SUROWE OWOCE I WARZYWA:)

piątek, 6 maja 2011

zielony przepyszny szejk i kolejny filmik:))))


kochani na dziś zielony i PRZEPYSZNY szejk , taki dobry wyszedł, że szok normalnie:))))) wypiłam juz połowe a reszte wrzuciłam w plecaczek i biore ze sobą. Wybieram sie na "małą" wycieczke rowerową, zwiedzić plaże Nowego Jorku:))) Nie wiem jak mi ro pójdzie bo w jedną stronę to około 20 kilometrów:) ale zawsze można ,etrem wrócić. dam wam znać co i jak jutro:))) Na dziś ściskam z całej sily i namawiam do robienia zielonych przepysznych, przezdrowych, energetyzujących, odmładzających szejków:))))))

A! dzis są moje urodziny:))) wiec życzę wam z tej okazji wszytskiego co najpiekniejsze-
KOCHAM WAS  Z CAŁEJ SIŁY <3




2 grube plastry ananasa 
1 mango
kilka liści jarmużu lub szpinaku czy tez buraka liściowego :)
mozna dosłodzić surowym miodem, syropem agave lub daktylami. Jednak nie za wiele ponieważ mango i ananas są bardzo słodkie same w sobie:)
szklanka wody i kilka kostek lodu
ogromna szczyota miłości<3
i gotowe! zblendować wszystko razem i pić z zachwytem i smakiem :)


poniedziałek, 13 września 2010

szejk your body:))) dzień 1

kochani:))))

Dzień pierwszy naszego szejkowania!!!! Jak sie czujecie? U was już popołudnie więc ciekawa jestem co dziś piliście , jakie pyszności przyszykowaliscie... Ja przed chwileczką nakręciłam kolejny filmik pod tytułem: 
szejk your body


a w nim przepyyyyyszny szejk:))). Lecę teraz pobiegać i później na zakupki. Buziaki....



sok z marchewki i jabłuszka 
2 banany 
kilka kostek lodu 
no i oczywiście szczypta miłości<3

niedziela, 12 września 2010

na surowo:)

KOchani:)))
No co za dzień i noc było dane mi przeżyć!!!! Zainspirowana naszą kochaną Anią wczoraj :) wybrałam się na zakupy na targ , który jest tylko w soboty nie daleko od mojej pracy, nakupywałam pyszności i podążyłam do domku robić szejka i kręcić kolejny filmik http://www.youtube.com/watch?v=r40oOP4sQ6E.

Po drodze wstąpiłam do marketu ze zdrowa organiczną żywnoscią i jakże sie ucieszyłam gdy zobaczyłam surowy bar!!!! Och ile pyszności, wszytko tak smaczne i wygląda na proste do zrobienia, aż sama nie mogłam uwierzyc bo zero orzechów czy agave itp.

Po prostu same  warzywka pokrojone i przyprawione ziołami i przyprawami , no po prostu rewelacja! Najedzona podążyłam do domku , jak już wspomniałam nowy filmik nakręciłam, złapałam książkę i szejka w rękę i podążyłam na pobliską plażę by obejżeć zachód słońca.


W trakcie drogi jednak zdałam sobie sprawę , że nie słońce zajdzie zanim tam dojadę , zatrzymałam się więc przy drodze na plażę gdzie były piękne posiadłości , łodzie ogrody i wszystkie te cudności . Był też tam jeden pusty , wciąż w trakcie budowy więc wdrapałam się tam by pomedytować i poczytać , no i oczywiście zdjęcia dla mojej rodzinki porobić:). Po tym wszytkim podążyłam do domku by wreszcie posprzatać w mojej kajutce.



Na kolację wypiłam dwa soczki jeden z selera ,cilantro, pietruszki i jabłka : pyszota, a drugi z marchewki i jabłka mój ukochany oczywiście. Już się przybierałam do sprzątania gdy to niespodziewanie zadzwonił do mnie mój kolega Patrick i zapytał co robię i czy nie mam może ochoty jechać 2 godziny poza Nowy Jork i rozbić namiot na plaży  i  obejżeć wschód słońca o poranku. Ja oczywiście długo się nad tym nie zastanawiałam , jak to Ptarick powiedział tylko ja mogłabym na coś takiego się zgodzić dlatego tez zadzwonił właśnie do mnie. Zaproponowałam jednak byśmy spali pod gołym niebem w śpiworach zamiast namiotu , bo pogoda wciąz jest piękna i niebo takie gwieżdziste , że szkoda by to było kawałkiem materiału przykrywać. Po kilkuminutowej "szarpaninie " słownej Patrick wreszcie się na to zgodził:)!  Tak więc około  11 w nocy wyruszyliśmy w naszą podróż.


Zajechaliśmy tam na około 2 w nocy i powiem wam że zimno było okrutnie, ale szum ceanu , świerze powietrze i przecudowne gwieździste niebo wynagrodziły wszytkie niewygodności. Po 3 godzinach obudziły mnie skostniałe stopy i dłonie i delikatne promyki wschodzącego słońca na moich  równie smarzniętych policzkach . Kochani cóż za widok , nie do opisania , dlatego też załaczam zdjęcia.


Po delikatnym jogingu by odmrozić skostniałe kończyny , udałam się na drobną medytację po czym wskoczyliśmy z powrotem w samochód i podążyliśmy czm prędzej do domu, żebym mogła zdążyc do pracy na noc . Ja nie mgłam się oczywiście doczekać by usiąść w swoim małym pokoiku przy maleńkim stoliku i wam  opowiedzieć o tym jak w 24 godziny , bez potrzeby wydania wielkich pieniędzy i ogromnych przgotowań spędziłam jeden z najcudowniejszych dni mojego życia.....


A tu serduszko jescze dla was zrobiłam :) 

CO U WAS SKARBY?

środa, 7 lipca 2010

Ciekawostki na temat Zieleninki....wedłóg Victorii Boutenko w jej nowej książce: " Green For Life"

Czy wiecie ze liście  marchewki mają wiele więcej wartości odżywczych niż sama marchew. Jednak my jesteśmy przyzwyczajeni myśleć że zielenina jest dla królików, krów a nawet słoni. I tu kolejny przyklad gdy zwierzęta są nieco mądrzejsze od nas. One nie ogldają reklam w telewizji które im dyktują co jeść, nie one poprostu sluchaja swojego ciała!!!! Dlatego króliki jedzą zieloną część marchewki , a my jej nigdy nie tykamy i wręcz odwrotnie,  prawie zawsze je wyrzucamy mysląc że jest ona  bezużyteczna.  A powód jest tego prosty,  korzenie czyli pomaranczowa marchew czy czerwony burak , są dla nas bardziej "ważne" bo smakują lepiej z powodu wysokiej ilości cukru i wody. Liście  dla odmiany są nieco bardziej gorzkie  i z czego my sobie nie zdajemy sprawy, PEŁNE WARTOŚCI ODŻYWCZYCH!!!  Spójżmy na przyklad: buraki , rzepe i pietruszkę. Jeżeli porównamy korzenie tych warzyw z ich liściami, tylko w trzech kategoriach korzenie sa "lepsze " niż liście. A mianowicie, mają one WIĘCEJ KALORII, WĘGLOWODANÓW I CUKRU (z wyjątkiem rzepy)!!!!! A więc czas na liczby, gotowi??? Liście buraków mają 7 RAZY WIĘCEJ  wapnia niż ich korzenie, zawartość witaminy A jest 192 RAZY WIĘKSZA w liściach niż w korzeniach. Liście rzepy mają 2.500 więcej witaminy K niż jej korzenie!!!!!  Moi kochani przykładów tu w tej książce jest mnóstwo i jak sami widzicie liczby mówia same za siebie. Także nie ma co sie zastanawiac , trzeba brać sie do roboty i pić jak najwięcej szejków. Viktoria poleca miksować liście przeróżnych warzyw , w szczególności buraków i marchwi z bananami , jabłkami i czymkolwiek sobie zamarzymy , no i ja wam tu tylko przypomnę że na koniec: dodajcie sczyptę miłości<3 ,

Jutro dopiszę więcej ciekawostek na ten temat , bo jest ich tu mnóstwo!!!!!!

sobota, 26 czerwca 2010

Soczki wersus Szejki

SOCZKI CZY SZEJKI??????

 A wiec jak wiecie spedzilam 42 dni pijac sobie przepyszne soczki i nie jedzac zadnego jedzenia i bylo to cudowne wydarzenie ktore odmienilo moje zycie pod tak wieloma wzgledami. Powrot do jedzenia choc ekscytujacy nie byl najmilszym wydarzeniem w moim zyciu:) > Doszlo nawet do tego ze zaczelam myslami wybiegac do bretarianizmu:)))) ale jeszcze nie teraz postanowilam:). Jednak postanowilam zmodifikowac swoja diete i pic wiecej niz jesc przynajmniej narazie. Co w sumie i tak  jest zalecane przez madrych ludzi w madrych ksiazkach , po tak dlugim okresie niejedzenia. A wiec zrobilam male poszukiwania na temat soczkow i szejkow i to co znalazlam:

A wiec spojzmy na nie z perspektywy 5 rzeczy:
UTLENIANIE
BLONNIK
ZAWARTOSC BLONNIKA
ZAWARTOSC CUKRU
LATWOSC W ICH PRZYGORTOWANIU


1. UTLENIANIE

A wiec mowi sie ze blendery dzieki swoim szybkim obrotom spalaja wiekszosc enzymow zawartych w owocach i warzywach i poprzez proces utleniania nie pozostawiaja prawie zadnych wartosci ozdywczych. Niektorzy nawet twierdza ze picie szejkow jest bezuzyteczne!!!!!! NIEPRAWDA:)

Victoria Boutenko przeprowadzila eksperyment w ktorym uzyla ziemniakow  zarowno w mikserze/blenderze jak i  w wyciskarce. I co znalazla bylo zaskakujace dla wielu: ziemniaki w mikserze utlenily sie duzo wolniej niz te w wyciskarce. Wedlug niej jest to dzieki blonnikowi zawartemu w szejkach . Boutenko twierdzi ze to wlasnie blonnik spowalnia proces utleniania.

Co do sokow to wiadome jest nie od dzis ze najlepiej je pic bezposrednio po wycisnieciu (10-15min) by uzyskac jak najwioecej wartosci odzywczych. Zalezy to rowniez od wyciskarki lub sokowirowki przez nas uzytej. Tu zalaczam link do bloga Nuliny , na ktorym jest bardzo ciekawy post na temat wyciskarek. (niestety nie wiem jak zrobic by ten link by aktywny?????? wiec bedzie go trzeba skopiowac i wkleic , wybaczcie musze sie podszkolic w tej dziedzinie :)))
http://witarianizm-swiatszans.blogspot.com/p/wyciskarka-do-sokow.html

A wiec wniosek z tego taki ze jezeli chodzi o utlenianie to soki lepiej pic zaraz po ich zrobieniu a jezeli chcemy cos ze soba na droge wziac wtedy lepiej zrobic sobie szejka, tym sposobem uzyskamy jak najwiecej wartosci odzywczych z obu trunkow:).

2. BLONNIK

Badania wykazuja ze blonnik jest bezcenny w zwalczniu i zapobieganiu  chorobom serca.  Wiadome jest tez ze soki nie posiadaja blonnika, wiec jakim cudem  sa one dla nas dobre????
Tak to prawda ze soki nie posiadaj blonnika, a my go potrzebujemy do prawidlowego rozwoju, jednak bedac na surowej diecie nasz organizm otrzyuje mnostwo blonnika zarowno z surowych owocow jak i warzyw. Mimo ze soki nie posiadaja blonnika sa one dzieki temu duzo latwiej przyswajalne przez nasz organizm,  to taki zastrzyk wartosci odzywczych ktory trafia prosto do naszej krwi:) Jezeli chodzi o szejki to sa one pelne blonnika a wiec sa one zwyciezca w tej kwestii:) . Ale to jeszcze nie koniec tej malej przepychanki:).

3. ZAWARTOSC CUKRU 


Cukier , hmmm tak bardzo uwielbiany przez nas wszytkich:) Tutaj moi drodzy prawda jest taka ze nie wazne czy to w szejkach czy w sokach, gdy uzywamy owocow konsumujemy cukier. Jest tam jednak roznica miedzy szejkami a soczkami. Dzieki blonnikowi zawartemu w szejkach cukier w nich zawarty jest przyswajany przez nasz organizm duzo wolniej. (co jest bardzo korzystne dla naszej trzustki). W przypadku sokow ktore nie posiadaja blonnika i przez to sa duzo szybciej przyswajalne przez nasz organizm , soki zawierajace duzo cukru moga stac sie problemem, zwlaszcza dla ludzi z cukrzyca i z problemami z trzustka.  Moral z tego taki ze powinno sie pic jak najwiecej sokow warzywnych , zwlaszcza tych zielonych a jezeli mamy zachcianki na cukier to lepiej go spozyc w szejkach. Czyli bede musiala przystopowac z tym sokiem marchewkowo-jablkowym:):)))

4. WARTOSCI ODZYWCZE

Mozna sie juz domyslic tu jaka jest odpowiedz...dzieki temu ze soki nie posiadaja blonnika i ich struktura molekularna jest prawie identyczna z nasza krwia sa one niesamowicie szybko przyswajane przez organizm , czyli zdecydowanie wiecej wrtosci odzywczych przyswajane jest z soczkow:) Nie znaczy to ze szejki sa tu na przegranej pozycji, nie nie nie moi drodzy , dzieki zblendowaniu owockow i warzyw , wartosci odzywcze sa duzo latwiej przyswajalne , jednak przez to ze wciaz jest tam blonnik proces jest ten nieco wolniejszy.
 Czyli tu soczki sa zwyciezca:)

5. LATWOSC PRZYGOTOWANIA

 Oj i tutaj bez dwoch zdan szejki sa zwyciezca:))))Ci co sokuja wiedza jak bardzo nie chce nam sie myc wyciskarek po ich uzyciu i jak czesto jest to powodem dlaczego nie chce nam sie nawet zaczac robic soczkow...takze nie bede tu nawet probowala was przekonac ze jest inaczej:)
Dla tych co nie posiadaja wyciskarek jest dobra wiadomosc , co poniektorzy blenduja owoce i warzywa dodaja troszke wody, a pozniej zawartosc ta przecedzaja przez pieluszke albo specjalne materialowe woreczki do przecedzania.

Jaki z tego wszytkiego wniosek moi kochani????/
 A taki ze zarowno soczki jak i szejki sa bardzo zdrowe  , jednak powody dla ktorych je sie pije sa nieco inne. I wybor jednego nad drugim nie ma tak naprawde sensu, dlatego ze tak naprawde  one uzupeniaja sie nawzajem. Dlatego pijcie mnostwo sokow by pochlonac wszytkie wartosci odzywcze przez nie oferowane, upijajcie sie przepysznymi szejkami by pochlonac jak  najwiecej tlenu z przepysznych owockow i warzywek i zdrowe dawki cukru ktory da nam mnostwo energii i zaspokoi nasze niepohamowane zachcianki:)))))


wtorek, 18 maja 2010

SOK MARCHEWKOWY:)

WITAM misiaki moje kochane:))))) , u mnie dzien 10 ranek jeszcze okolo 8.50 jak zaczynam to pisac. I nie chce tu przynudzac ale czuje sie rewelacyjnie!!!!!!!!!! Zreszta nie jest to chyba ciezkie do uwierzenia , skoro Sylwek potrafil 10 na wodzie przejsc to co ja sie tu w ogole przechwalam:)) . Jestem z ciebie dumna skarbie i ciekawa jestem jak sie bedziesz czul po pierwszym posilku. Choc powiem ci ze z tego co w Teksasie mi mowiono i czytalam o tym wiele , sposob w jaki przerywasz wodny fast jest bardzo wazny i nie powinien on byc zlamany jedzeniem ale sokami i to owocowymi na poczatek. Wiem ze jestes dzielnym zuchem ale prosze cie sprobuj wytrzymac jeszcze jeden dzien i wypij pierwszego dnia soki , z tego co mi wiadomo to pomaranczowy , jablkowy lub winogronowy sa najlepsze do tego. Ja dzis jescze nic nie pilam bo do mechanika pobieglam z samochodem , cos mi tam brzeka, pstryka, i hamulce nie dzialaja tak jak trzeba, badania techniczne dzis tez mi sie koncza i ja oczywiscie czekam do ostatniej chwili. Wiec siedze w kawiarence pelnej paczkow i kawy gdzie definitywinie nie ma nawet najmniejszego sladu jakiegokolwiek soku)). Kiedys bym pewnie zwariowala siedzac tu ale dzis nawet mnie to nie ruszylo ani troszke? Sama jestem zadziwiona tym wszytskim, jednak nie ma co sie tu chwalic bo to dopiero 10 dni czyli jeszcze 82 !!!!! A to kupa czasu!!!! Znalazlam taka mala ksiazeczke napisana przez N.W.Walker ktory jest pionerem sokowania i odkryl on jego moc dawnmo temu jak nikt jescze w to nie wierzyl, a nawet odwrotnie ludzie byli przekonani ze picie soku bylo niebezpieczne! Ksiazeczka nazywa sie „ Fresh Vegetable and Fruit Juices”. Ta mala ksiazeczka zawiera mnostwo intrresujacych informacji, ma tez ona opis kazdego soku i jego wlasciwosci odzywczych oraz sa tam przepisy z dokladnie podanymi proporcjami ktore byly uzywane do leczenia wszelakich chorob, wiec dlaczego nie napisac o tym tu na naszym blogu:)

Na dzien dzisiejszy SOCZEK MARCHEWKOWY, moj najukochanszy
Sok marchewkowy jest jednym z sokow ktory moze byc spozywany BEZ OGRANICZEN, od 6 -10 szkalnek dziennie. A to dlatego ze jest on najbogatszym zrodlem witaminy A ktora jest bardzo latwo przyswajalna przez nasz organizm, oprocz tego zawiera MNOSTWO witaminy B, C, D, E, G, and K! I to nie wszytko moi kochani , jest on idealny na wspomaganie ukladu trawiennego, oraz wzmocnienie kosci w naszych zebach! Ha ! i to dopiero poczatek o tym cudownym eliksirze...Idealny dla kobiet w ciazy , jezeli spozywany na porzadku dziennym wzbogaca ( „ulepsza”) on jakosc mleka matki. Picie tego cudownego soku w ostatnim miesiacu ciazy przedziwdziala posocznicy poporodowej. Jedna szklanka soku marchewkowego ma wiecej konstruktywnych wartosci w odbudowaniu naszego organizmu niz 12 kg wapnia w tabletkach!!!!!!!!!!!!!!! Sok narchewkowy jest naturalna medycyna na wrzody i choroby rakotworcze. Jest on odporny na wszelakie infekcje i najbardziej efektywny gdy wspolpracuje z nadnerczami. Przeciwdziala infekcjom oczu, migdalkow , zatok, i ukladu oddechowego oraz dzielnie Ochrania nasz uklad nerwowy.
Wiekszosc chorob watroby , jelit i ukladu trawiennego sa spowodowane niedoborem elementow zwartych w swierzym odpowienio wycisnietym SOKU MARCHEWKOWYM. W tym przypadku mozemy zauwazyc przeczyszczanie watroby , caly nieprzetrawiony material ktory nagromadzil sie i zalega w naszej watrobie zaczyna sie w szybkim tempie rozpuszczac dzieki soku marchewkowemu . W wyniku czego tworzy sie jego nadmiar i nasze jelita oraz uklad moczowy nie sa w stanie go pomiescic wiec szuka on innej drogi wyjscia/ wyeliminowania i jest to oczywiscie nasza skora, najwiekszy organ naszego ciala . Dodam tylko ze ma to kolor zolto-pomaranczowy i teraz juz wiecie dlaczego zawsze gdy pijemy soczek marchewkowy nasza skora staje sie lekko pomaranczowa:. Nie jest to wbrew pozorom zawarty w nim betakaroten tylko oznaka tego ze nasza watroba przechodzi wlasciwy proces przeczyszczania. Nie jest to sam sok marchewkowy ktory sie wydostaje przez nasza skore , wiec pomaramczowy kolor jest tylko zbiegiem okolicznosci . Walker prowadzil badania w ktorych sok ten byl sprowadzony do koloru wody jednak efekty jego picia byly takie same, skora stawala sie pomaranczowa. I jak on sam mowi gdyby kolor soku byl tego powodem bylibysmy czerowoni po soku buraczkowym i zieloni po sokach pelnych chlorofilu:)). Dal tych ktorzy maja znaczne zmiany na skorze Walker radzi kontynuowanie picia soku marchewkowego jak najbardziej, jednak zaleca on mieszanie go z innymi zeby spowolnic troszke proces przeczyszczania. Zaleca on rowniez wiecej snu i relaksu , dlatego ze jego brak zapobiega prawidlowemu przeczyszczaniu watroby.
Ewka Marchewka :) CDN...

wtorek, 4 maja 2010

ENERGIA JEDZENIA cz 2 "Let your food be your medicine, and your medicine be your food". Hippocrates 300 p.n.e.

Robert Morse w swojej ksiazce " Miracle of Detox" mowi ze innym slowem na energie jest swiadomosc(awareness and consciousness). Tlumaczy on ze kazdy organizm na naszej planecie posiada pewnej formy swiadomosc, tym samym kazdy organizm na naszej planecie posiada ENERGIE. Kazdy zywy organizm jest sam w sobie wyjatkowy i indywidualny, i pojaiwl sie na naszej planecie dla konkretnego , przeznaczonego wylacznie dla niego celu.
Badania wskazuja ze w naszym ciele mozg i uklad nerwowy posiadaja najwyzsza energie i komorki elektryczne. Jezeli chodzi o jedzenie natomiast, odkryto ze owoce maja najwyzsza energie elektryczna i jest to mozliwe do zmierzenia przy uzyciu Multimetra , ktory jest zespolonym urzadzeniem pomiarowym posiadajacym mozliwosc pomiaru roznych wielkosci fizycznych. Interesujaca niespodzianka jest fakt, ze w badaniach przeprowadzonych przez Morsa surowe owoce byly w stanie zregenerowac komorki mozgowe i tkanki nerwowe , jednak warzywa sobie z tym nie poradzily. Mors nazywa je mozgowym i nerwowym jedzeniem "brain and nerve food", ktore jest naturalnie stworzone do oczyszczania naszego organizmu a w szczegolnosci mozgu, gdzie warzywa sa naturalnymi budulcami miesni i kosci , natomiast orzechy i pestki sa jedzeniem strukturalnym (" structural food")z wlasciwosciami wzmacniajacymi nasz organizm jako calosc.
Elektryczno-magnetyczna energia jedzenia jest mierzona w ANGSTREMACH jednostce sluzacej do liczbowego wyrazania wartosci bardzo malych dugosci, porownywalnych z rozmiarami atomow. Im wiecej angtremow zawartych w jedzeniu tym wiecej energii ono posiada. Niespodzianka wiec nie jest fakt , ze surowe jedzenie przez nas skonsumowane jest czysta energia w naszym ciele. Dzieki procesowi bilogicznej transmutacji cialo jest w stanie przemienic jedno zrodlo energii w drugie . Jest to proces skomplikowany i nie do konca jeszcze zrozumiany przez naukowcow, jednak wiadome jest na dzien dzisiejszy tyle ze dzieki chemicznej oksydacji (utlenianiu), psaozytom i enzymom w nas zawartych zywe jednostki sa w nas "kreowane" 24 godziny na dobe. Prawa fizyki mowia ze energia tak naprawde nie jest kreowana lub niszczona a przechodzi ona raczej ciagla zmiane i transformacje.

ANGSTREMY ZAWARTE W JEDZENIU


surowe owoce 8000-10000 ANGSTREMOW
surowe warzywa 8000-9000 ANGSTREMOW
gotowane warzywa 4000-6500 ANGSTREMOW




mleko 2000
sery 1800
przetwory z bialej maki 1500
gotowane mieso 0!!!!!!



Morse pisze dalej ze przecietny czlowiek potrzebuje co najmniej 6000-7000 Angstremow by sie usmiechnac. Logiczne wiec jest ze potrzebujemy nieco wiecej by byc szczesliwym i zdrowym. Pacjenci z nowotworami i innymi powaznymi chorobami , zbadani w jego klinice mieli okolo 4500-5200 Angstremow w swoim ciele.

Ciekawostka jest ze zamrozone owoce wciaz maja ta sama ilosc angstremow po ich odmrozeniu . I tu nalezy przypomniec ze zowoce powinno sie jesc jak najbardziej dojrzale by pobrac ich pelne wartosci odzywcze. Jedynym wyjatkiem sa tu banany, ktore nawet gdy zerwane zielone , dojrzewaja nturalnie zwiekszajac tym samym zawrta w nich ilosc angstremow i elektro-magnetycznej energii. HA!!! wiedzialam ze banany sa najlepsze:))))

I na koniec Morse wspomina o Homeostazie czyli zdolnosci do utrzymania stanu rownowagi dynamicznej srodowiska, w ktorym zachodzą procesy biologiczne. Czyli po polsku:) znaczy to ze IM NIZSZA ENERGIA JEDZENIA KTORE SPOZYWAMY TYM NIZSZA SYSTEMICZNA ENERGIA NASZEGO CIALA co powoduje nieaktywnosc lub superaktywnosc naszych komorek. TYM SAMYM WIEC IM WIECEJ ENERGETYCZNEGOI JEDZENIA SPOZYWAMY TYM BARZDIEJ STAJEMY SIE " WIBRUJACY" I ZDROWI!!!!!!

I moral z tego taki ze nasz organizm jest niesamowity, swiadomy i pelny energii stworzony z wlasciwosciami do samouzdrawiania, oczyszczania i regenrowania. Nasz organizm jest w stanie sam sie uzdrowic jezeli mu tylko na to pozwolimy, jest w stanie wyzwolic nas z bolu, slabosci , wyczerpania i obdarowac czysta energia w zamian, jednak , I tu przytocze slowa Morsa " If you wish to experience this pure energy you must consume pure energy" . Wiec ja was slicznie  prosze : JEDZCIE SUROWE OWOCE I WARZYWA...<3