Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anoreksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anoreksja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2013

piątek, 9 listopada 2012

świadome pogaduszki z kompulsją

Komulsywność jak wszystko inne w naszym życiu, nie przychodzi do nas bez powodu. Jak to się mówi: do każdej akcji zachodzi reakcja.

Jak już wspomniałam wcześniej, kompulsywne zachowanie (skupmy się tu na jedzeniu) nie jest same w sobie problemem a raczej efektem "problemu"czyli jego  symptomem. Problem to słowo umysłu za którym ja osobiście nie za bardzo przepadam i wolę o tym myśleć jako o prezencie  od naszej świadomości, czy też duszy jak kto woli.

Do czego ja tu zmierzam?

Kompulsywność nie przyszła bez powodu i bez powodu nie odejdzie.
Wbrew pozorom to my ją do siebie zaprosiliśmy po to by nam służyła a nie nas męczyła. I to by służyła nam do czegoś o wiele bardziej poważniejszego niż wepchanie w siebie kawałka ciasta czekoladowego czy kubełka lodów waniliowych.
Posiadanie takiego "problemu" może bez wątpienia być utrudnieniem w naszym życiu, może jednak być również naszą wymówką przy wielu okazjach.

"Nie mogę szukać nowej pracy bo jestem za gruba", "Nie szukam partnera bo i tak mnie nikt takiej nie zechce", "Nie pójdę na siłownię bo wszyscy będą się na mnie patrzeć", "Nie mam przyjaciół bo wyglądam jak wyglądam"," Jak schudnę to zacznę robić to co kocham", "Jak będę chuda to zacznę pisać, malować, pójdę do szkoły..... "Jeszcze jeden kawałek ciasta, a co tam i tak jestem gruba", " Nie mogę się zająć niczym innym narazie zanim nie bedę miała tego problemu z jedzeniem pod całkowitą kontrolą"...

A może ....
"Nie jestem gotowa by szukać nowej pracy więc nie zegnam się jescze z moją kompulsywnością", "nie chcę szukać partnera ponieważ boję się być skrzywdzona i jak będę gruba to łatwiej mi będzie to ominąć", "Nie chce mi się chodzić na siłownię bo poprostu tego nie lubię i teraz mam przynajmniej wymówkę", " Jak będę chuda to bęę musiala zająć się tym co chcę w życiu robić a ja przecież nie wiem co to jest","Jak będę chuda to nie będę mogła jeść kubełka lodów waniliowych i ciasta czekoladowego w środku nocy", " Jak będę chuda to nie będę miała niczego pod kontrolą ato mnie przeraża"...

Czy BYCIE SZCZUPŁĄ,  dla  zmagajajacych się z kompulsywnoscią (bulimią czy anoreksją) jest ich największym marzeniem czy może największym lękiem?

Nie będziemy w stanie się pozbyć kompulsywności, jeżeli się z nią nie zaprzyjaźnimy i nie wypytamy jej o wszystko co tylko może nam o sobie powiedzieć. Nie ważne jak szybko będziesz biec, od niej nie uciekniesz. Ona jest twoim cieniem, częścią twojej całości, przyjacielem twoim nie wrogiem. Przestań biec... przystań i wyciągnij swoją dłoń... poproś o pomoc.
Zapytaj :
Po co przyszła, przed czym nas chroni, co możemy zrobić dla niej by mogła odejść w spokoju i nie wracać juz ani w tej samej postaci ani w żadnej innej.

PRACA DOMOWA:
Napisz list do kompuslji i zapytaj się jej o wszystko co byś chciala wiedzieć na jej temat. Usiądź w spokoju, rozluźnij się i słuchaj głosu z wewnątrz...co słyszysz?


dla opornych w pisaniu:) pomocne mogą być odpowiedzi na pytania tj:
- Kim bym była bez kompulsywnego jedzenia?
*miałabym wiecej energii
*więcej czasu
*więcej  odpowiedzialności
*mniej powodów do narzekania

-Opisz komulsywną siebie (grubą siebie).
*gruba ja jest brzydka
*samotna
*skryta

Kompulsywne jedzenie (bycie grubą) umożliwia mi:
*jeść wszystko na co mam ochotę
* mieć humory
*siedzeć w domu przed telewizorem
*niemyśleć o mojej przyszłości
*być smutną
*niekochać siebie

Bycie bez kompulsji ( szczupłą) umożliwiłoby mi:
* Ubierać się w to co chcę
* Być szczęśliwą
* Zakończenie moich wszystkich zmartwień
*znalezienie idealnego partnera
*znalezienie idealnej pracy

TU ZAPYTAJ SIĘ SIEBIE CZY JESTEŚ ABSOLUTNIE PEWNY/A CZY TO PRAWDA. CZY NOWE CIAŁO RÓWNA SIE LEPSZE ŻYCIE I JEŚLI TAK TO CZY JESTEŚ NA TO GOTOWY/A?

Nie objadanie się kompulsywnie (bycie szczupłą) uniemożliwiłoby mi:
* objadanie się
* siedzenie przed telewizorem z kubelkiem lodów
* narzekanie na siebie i cały swiat
*karcenie siebie porzez diety i poprzez objadanie się


czwartek, 1 listopada 2012

gdy jedzenie jest miłością

Wiele razy słyszeliście mnie mówiącą: problemy z kompulsywnym jedzeniem, nie są problemami z jedzeniem i jedzenie nie bedzie ich rozwiązaniem. I powiem to raz jeszcze: PROBLEMY Z KOMULSYWNYM JEDZENIEM, NIE SĄ PROBLEMAMI Z JEDZENIEM.  Dodam jednak od razu, że nie znaczy to, że zmiana diety nie jest pomocna. Jest i to bardzo, wręcz nawet bym powiedziała - konieczna. Zazwyczaj jednak bywa tak, że jak ktoś dojdzie do tego dlaczego się objada i jaki to co je ma wływ na jego ciało, zmiana diety prędzej czy później zachodzi automatycznie.

Od kilku miesięcy pracuję z ludźmi na skypie prowadząc prywatne terapie poświęcone właśnie kompulsywnemu jedzeniu i oni jeśli tu się pojawią by skomentować:) bedą pierwszymi by wam powiedzieć, że nie są to rozmowy o jedzeniu i nie ma na to magicznej diety. W zamian jest to grzebanie w przeszłości i wskakiwanie w głęboka wodę, w której  i tak już siedzimy. Tym razem jednak nie po to by tonąć a by przepłynąć na drugi brzeg.

Ja ani żaden inny psycholog nie jest w stanie przełynąć tej wody za was, nawet za rękę was nie możemy ciagnąć dlatego, że to działa tylko na krótki dystans. Gdy psycholog musi was ciągnąć, po pewnym czasie zaczniecie tonąć oboje. Jedyne co ja czy inny psycholog może dla was zrobić to poodsłaniać chwasty rosnące dookoła by ukazać wam drogę przeznaczenia, króra jest waszą drogą i tylko wy możecie przez nią przełynąć....własnym sposobem.... i własnym tempem.

A więc dlaczego człowiek się objada? Ile ludzi na świecie z tym " problemem" tyle na to powodów. Są jednak pewne reguły i na to.

Już od małego wpycha nam się jedzenie gdy płaczemy. Niemowle, które zaczyna płakać jest automatycznie podnoszone przez rodzica, huśtane, kołysane i co najważniejsze karmione. I jak dziecko wciąż płacze to popadamy w panikę wciskajac mu wszustko co mamy pod ręką by je uciszyć. Nie znaczy to znów, że jest to złe całkowicie zachowanie rodzica, jednak prawda jest taka, że czasem dziecko chce poprostu popłakać. Tak jak nam dorosłym chce sie czasem płakać lub wręcz krzyczeć. Często też naszym pierwszym odruchem jest to by tego nie robić, bo tak nie wypada. Jednak to nie jest tak naprawdę pierwszym odruchem wrodzonym. Pierwszym odruchem jest chęć płaczu i krzyku a drugim wyuczonym jest jego stłumienie. Tak jak nas uczno od małego tak my uczymy siebie i innch dookoła nas. .." Nie płacz publicznie, nie mów o swoich problemach, nie narzkaj, to nie wypada, to nie przystoi"

Pierwsze 3 lata naszego życia sa najważnieszymi jeśli chodzi o rozwój naszego mózgu. W tak krótkim okresie nasz mózg jest już rozwinięty w 95%. Więc więź i "zasady" jakie zostały nawiązane przez nas z naszymi opiekunami, zwłaszcza matką, stają sie częścią naszej podświadomości bardzo wcześnie i towarzyszą nam przez wiele wiele lat. I pomyśleć, że to wszystko dzieje się zanim my mamy  możliwość jakiegoklowiek sprzeciwu czy posiadania własnego zdania na jakiklowiek temat.

"Programowanie" te nie ma końca. Jestem pewna, że każdy z nas pamięta chwile przy stole wpatrując się w talerz z jedzeniem na które nie mamy absolutnie ochoty i głos naszej kochanej mamy nad głową: "jak jesteś grzecznym chłopcem, to zjesz wszystko do końca", " dzieci w afryce głodują", jak zjesz wszysko to mama będzie cię kochać", " jak zjesz to będziesz mógł oglądać telewizję" itp.

Już od małego manipuluje się nami poprzez jedzenie. Dzięki przysmakom naszej mamci jesteśmy skłonni odrabiać lekcje, posprzatać nasz pokój i niedokuczać naszemu rodzeństwu.
Jedzenie staje się narzędziem w rękach rodzica, które nas karci, nagradza i spędza z nami wolny czas gdy oni go dla nas nie mają. Jedzenie staje się w naszych rękach miłościa na którą nasi rodzice często nie mają czasu.
Co może być lepszym obiektem miłości? Jedzenie na nas nie krzyczy, nie karci nas, nie poniża, jest tam dla nas zawsze na każde nasze zawołanie, nie może odejść bez naszej wiedzy nie może nas porzucić, nie może nas zdradzić ani zranić i co najważniejsze jest przepyszne. To my mamy nad nim kontrolę...a przynajmniej tak nam się wydaje. Jedzenie jest bezpieczne a ludzie nie.


CDN




wtorek, 16 października 2012

MYŚLI

Jestem gruba, już nigdy ie schudnę, jestem beznadziejna, nikt mnie nie kocha, nie porafie nic zrobić poprawnie, muszę zjeść dziś dużo owoców, ciekawe czy on dzisiaj zadzwoni, dlaczego moja mama mnie nie rozumie, nikt mnie nie akceptuje takiej jaką jestem, ludzie sa straszni, dzieci w afryce głodują, politycy kradna nasze piniądze, boże ale mi tu sadło sterczy, jeszcze kilka kilogramów i będę szczęśliwa, ja schudnę to pójdę do szkoły, zacznę śpiewać , oznam kogoś kto mnie wreszcie pokocha, znowu zjadłam a wcale nie byłam głodna, jestem zerem, ód poniedziałku idę na dietę, od jutra biegam, tak dobrze mi szło przez tydzien a dziś zawaliłam wszystko, dlaczego nikt mnie nie rozumie, to wina mojego ojca, gdybym tylko mogła zmienić przeszłość, nie cierpię swojej pracy, boże ale na jest chuda, ciekawe co dzisiaj zjem na obiad, czasem chcialabym poprostu zniknać, nikt mnie nie kocha, ale jestem głodna, muszę przecztać jakąś dobrą książkę, muszę kupić nową bluzkę, ciekawe co dzis się dzieje na facebook, dlaczego ona tak o mnie powiedziała, jestem beznadziejna, nie chce mi się iść do pracy , ludzie nie powinni kłamać , moja mam powinna mnie wspierać, moi rodzice nigdy am dla mnie nie byli, gdy ich potrzebowałam, jescze tylko 5 kilo i będzie idealnie, ludzie nie powinni krzywdzić zwierząt, moja siostra nie powinna być z tym chłopakiem, muszę cos  sobą zrobić, jak zapomniec o przeszłości, mój mąż nic nie rozbi w domu, dlaczego moja córka nie chce sprątać po sobie, wszystko na moje głowie, nie można nikmu zaufać, umiesz liczyć licz na siebie, nie wiem co jest moją pasją, potrzebuję lepszej pracy, dziś miałam dobry dzień, od jutra zacznę biegać....

Czy niektóre  z nich brzmią dla was znajomo? A może wszystkie? No właśnie, jak wiele z myśli, które zatruwają nam codziene życie, jest naszych? Jak wiele z myśli, które nękają nas codziennie, jest pradziwych? Przecież kazdy z nas jest wyjątkowy?  Tak, ja sama zawsze to powtarzam, na całym świecie nie ma drugiej takiej istoty jak TY. Jednak to nie nasz umysł stanowi o naszej wyjątkowości,  on wręcz odwrotnie jest jak skupisko śmieci wypełnione po brzegi tymi samymi myślami jak umysł każdego mijajacego ciebie przechodnia.  Egregory, archetypy, koncepty, idee, stos kolektywnej swiadomości, wszystko to co bierzemy tak bardzo do siebie, w co wierzymy, czym się zadręczamy, za co walczmy, wszystko to nawet nie jest nasze. Na całym świecie nie istnieje coś takiego jak indywidualna myśl. Nie ma takiej myśli, która by cię męczyła lub cieszyła , która już by na świecie nie istniała wcześniej i męczyła lub cieszła kogoś innego.

Wiele ludzi, którzy żyją w lęku, żyją w nim właśnie przez swoje myśli.
"Nie moge rzucić pracy bo pewnie nigdy nie znajdę nowej", " Nie mogę odejść od niego, bo nikt inny mnie nie zechce." 
Wiele ludzi zamraża swoje życie, miłość i kreatywność z powodu strachliwych myśli, które istnieją nigdzie indziej jak tylko w ich umyśle. Jakmi cudem iluzja umysłu jest w stanie nas tak sparaliżować lub dać nam złudne nadzieje, które utrzymują nasze życie w kłamstwie przez lata?
"Jak schudnę 10 kilo to będę szczęśliwa" , "Gdybym była 10 lat młodsza to bym poszła do szkoły i studiowała malarstwo. Teraz jest już za późno."

Myśli są jak statek kosmiczny, który jest w stanie nas zabrać w każde miejsce, w które zapragniemy się wybrać. Nocami i dniami bez ustanku, ciągną nas w przeszłość i opowiadają nam historie tego co sie wydarzyło, przypominają nam wszystkie pomyłki co do jednej, jakie popełniliśmy, opowiadają nam o tym co powinniśmy zrobić a czego nie zrobliśmy. Znają odpowiedzi na wszystko na co my wtedy nie znaliśmy odpowiedzi. Zabierają nas w przyszłość, którą nam przepowiadają non stop. Czytają w myślach innych, mówią nam co inni o nas myślą, dlaczego nas kochają lub dlaczego nas nie kochają.  Niekończące się wędrówki umysłu, preszłość, przyszłość... iluzja jakże złudna i jakże prawdziwa.



wtorek, 9 października 2012

obsesyjno-kompulsywne zachowania...

kochani, po ostatniej audycji o uzależnieniach i kompulsywnych zachowaniach dostałam ogromną ilość emailii. Wielu z was napisało do mnie z prośbą o więcej informacji na ten temat. Także będę pisała po troszku o tym co ja wiem na ten temat.
Moja wiedza pochodzi poniekąd z moich wlasnych zmagań z kompulsywnym jedzeniem oraz piciem alkoholu, uzależnieniem od jedzenia, uzależnieniem od  pomagania innym, bycia silną, bycia chorą i wielu innych kompulsywnych zachowań, z których pomocy korzystałam przez lata.
Oprócz tego skończyłam psychologię i pracowałam w klinice z kobietami po przeżyciach traumatycznych zmagających się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami. Poza tym pracowałam w laboratorium neuronauki, gdzie nabyłam nieco wiedzy na temat naszego mózgu i tego jak myśli i emocje wpływają na nasze ciało i stan psychiczny. Jesli chodzi o duszę to tu szkoła mi nie zawiele pomogła tam nie zabardzo w nią wierzą lub raczej wierzą ale o niej nie mówią bo jej zmierzyć nie potafią. Jak ja to lubię mówić: tacy jesteśmy cudowni, że jesteśmy niezmierzalni, nieograniczeni i pełni niekończących się możliwości.

Ale dość o mnie....

Dziś chciałabym wam opowiedziec o tym czym w moim rozumieniu i poniekąd psychologów sa kompulsywne zachowania.
Jednak zanim zacznę cokolwiek pisać, chciałabym zaznaczyć, że  w moim rozumieniu choroba (fizyczna czy też psychiczna), uzależnienie czy też kompulsywne zachowania są dobrym odruchem naszego psyche. Ja je nazywam systemami obronnymi naszej podswiadomosci a tak naprawdę to naszej duszy, jak juz mam nazywać wszystko po imieniu.

Każde uzależnienie, nie ważne czy to od kokainy czy czekolady ma za zadanie jedno : uśmierzyć ból a każda kompulsja ma za zadanie uśmierzyć ból związany z obsesją.
Naukowcy badając nasz mózg porównywali ból fizyczny z bólem psychicznym i zauważyli, że dla naszego mózgu to jedno i to samo. Nie ma więc za wielkiej różnicy między tym czy cierpimy datego, że porzucił nas partner czy dlatego że mamy połamane żebro. Dla naszego mózgu informacja jest taka sama: czuje ból i muszę  go jak najszybciej uśmierzyć.
Nasza podswiadomość (to dosć skomplikowany temat o którym wspomnę w szczegołach innym razem) jest "zaprogramowana" by nas bronić, zwłaszcza gdy przeszywa nas ból.  I jako nasz wierny przyjaciel będzie się chwytała kurczowo wszyskiego co ten ból uśmierzyć potrafi.
Czyli jeśli w dzieciństwie, ktoś cię skrzywdził, uderzył lub obraził  (czyli sprawił ból) i w tym momencie zjadłaś kawałek czekolady i momentalnie zapomniałaś o bólu to twoja podświadomość zapisuje to w swojej pamięci jako narzędzie pomocne w sytuacjach stresujących. Jeśli podobne sytuacje przydarzają ci sie przez kilka kolejnych dni a ty  za każdym razem bierzesz coś do jedzenia i to ci pomoga w ucieczce od uczuć i bólu, twoja podswiadomość staje się zakochana po uszy w czekoladzie. Ty nie do końca kochasz czekoladę dlatego, że jest taka pyszna i słodka (to taki bonus jak odżywka  szamponie) ale bardziej dlatego, że jest ona w stanie uśmierzyć twój ból. To samo się tyczy kazdego innego kompulsywnego zachowania tj.  kompulsywne zakupy, seks, przesiadywanie na komputerze, naprawianie problemów innych, kupywanie książek, których nigdy nie czytamy, kolekcjonowanie rzeczy których nie potrzebujemy, praca na 3 etaty i wiele wiele innych.

Rdzeniem każdego uzależnienia jak i komulsywnego zachowania jest uśmierzenie bólu. Skąd pochodzi ten ból? Z ciała? Z umysłu? A może z "nieistniejącej" duszy? 

Badania przeprowadzone na zwierzętach, które były (niestety) zmuszane do bycia uzależnionmi od alkoholu czy też kokainy wskazują, że samo wyeksponowanie ich do użwek nie sprawiło że stały się one od nich uzależnione. Jedynie zwierzęta, które były przetrzymywane w stresie i w warunkach bardzo odległych od ich nauralnych warunków sięgały bo używki w dawkach wskazujących na uzależnienie. Im większy stres wywierany na zwierzętach  tym większa dawka narkotków przez nie spożywana. Natomiast zwierzęta przetrzymywane w warunkach bardzo zbliżonych do ich nauralnego srodowiska, próbowały używek jednak bez większego zainteresowania oraz uzależnienia. Czyli stwierdzenie, że ktoś jest uzależniony od czeklady lub kokainy bo lubi jej smak ma nie wiele wspólnego z prawda. To co wybieramy jako narzedzie może być związane raczej z naszą osobista preferencją jednak nie ma za wiele wspólnego z powodem naszego uzależnienia.

Skąd się bierze nasza kompulsywność?
Obsesja i kompulsja to dwie najlepsze przyjaciółki. Jedna bez drugiej się nigdzie nie rusza. Każde kompulsywne zachowanie rodzi sie z obsesji. Czyli by być kompulsywnym trzeba najpierw być obsesyjnym. Obsesyjne emocje strachu, złości, lęku połączone z obsesyjnymi myślami wprowadzają nas w stan ogromnego wewnętrznego napięcia. Następuje zachwianie równowagi w naszej energetyce. Napięcie te jest tak silne, że nasza podswiadomość jak najszybciej szuka trafnego rozwiązania, które jest w stanie wprowadzić balans. No a gdzie ona ma tego szukać ? No właśnie w  naszej pamięci, przegrzebując naszą przeszłość szuka najbardziej prostego i skutecznego rozwiązania. Problem jest taki, ze nasza podśwaidomość jest w tym tak dobra, że większość z tych procesów się odbywa właśnie pod jej kontrolą bez dostępu do naszego świadomego umysłu. Zajmuje nam lata by zdać sobie sprawę, że problem z nadwagą czy kompulsywnym jedzeniem nie ma nic wspólnego z dietą i nie ma na świecie takiej diety która by to rozwiązała. Są diety takie jak surowa dieta, które są to w stanie nas obudzić z letargu i tym samym uspić nasza kompulsje. Jednak jeśli wkrótce nie zajmiemy się bólem który do niej doprowadził, nasza kompulsja obudzi sie na nowo do życia czy to ponownie w postaci jedzenia czy może tym razem jako kompulsywne zakupy, seks, użalanie się nad sobą, wpadanie w kłopotliwe sytuacje itp.

Bez obsesji kompulsja nie mialaby sesnu bytu, nie byłaby nam do niczego potrzebna. Kompulsja to tak naprawdę good guy, który przychodzi dla nas z pomocą by uśmierzyć nasz ból. Tylko, że ten kto jej próbował to wie, że jej skuteczność jest bardzo krótkotrwała. To taki plaster, który jest w stanie zalepić krwawiącą ranę za każdym razem kiedy ja na nowo rozdrapujemy pazurami myśli i emocji.

Jak uspokić pazury? Co zrobić by przestały nas na nowo ranić?

A o tym już w następnym poście....

Dodam tylko, że uzależnienia są czym innym niż kompulsje i ten kto jest uzależniony jest zazwyczaj kompulsywny jednak ten kto zmaga sie z kompulsywnością nie koniecznie musi być uzależniony. W przypadku uzależnień sparwa jest o wiele bardziej skomplikowana i tu zmiana diety, odstwienie alkoholu czy też wyrzucenie karty kredytowej do śmieci jest zalecaną częścią terapii ale o tym też w kolenych postach...
ściskam z całej siły



Podsumowanie:
-każda kompulsja jest przez ciebie wykreowana by cię chronić a nie krzywdzić
-do narodzin kompulsji potrzebna jest obsesja
-kompulsywność nie jest powodowana narzedziem, którego używamy do jej praktykowania. Czyli dieta nie jest powodem naszego kompulsywnego jedznia tym samym, nie będzie ona jego rozwiazaniem.
 -uzależnienie i kompulsywne zachowanie to nie to samo. Gdy ktoś jest od czegoś uzależniony jest też kompulsywny, jednak ktoś kto jest kompulsywny nie musi być tym samym uzależniony.
 Natomiast obsesja jest obecna w obu przypadkach.


i najważniejsze pamiętaj, że : JEDYNIE MIŁOŚĆ MA SENS , WSZYSTKO INNE JEST WCZERPUJĄCE....

CDN

sobota, 6 października 2012

Kompulsywne jedzenie, anoreksja i bulimia

  Kochani wrzucam wam link do ostatniej audycji, która była na temat zaburzeń  żywieniowych.


http://radionafali.com/2012/10/spectrum-rozwoju-audycja-interaktywna-2-pazdziernik-2012/

środa, 21 grudnia 2011

kompulsywne jedzenie Cz II

"Nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku"
Gautama Budda (Siddhartha Gautama)
 
 
Kochani,
A więc w droge wyruszyć czas....:)
Zanim jednak w nią podążymy musimy spakować kilka rzeczy i zrobić kilka drobnych postanowień. I nie chcę tu słyszeć  wymówek typu „ ja nie dam rady”, „nie mam silnej woli”, ”brak mi determinacji”, „to sie nigdy nie uda”. Jak już wspominałam we wcześniejszym poście i w kontrakcie, który mam nadzieję już podpisaliście, podróż ta nie będzie łatwa, jednak bez dwóch zdań warta zachodu! A jeśli chodzi o wymówki to pozwólcie, że się was o coś zapytam: jak wielu z was jest w stanie być na diecie przez miesiące odmaiwając sobie prawdziwego jedzenia, żyjąc na kilku jabłkach dziennie?. Jak wielu z was jest w stanie iść do pracy, później do szkoły, wyprowadzić psa kilka razy dziennie, zawieźć dzieci do szkoły, odebrać je,  ugoować obiad a na koniec pozmywać i posprzatać???  Ktoś kto potrafi to zrobić może mieć przeróżne cechy charakteru ale napewno brak silnej woli czy determinacji do nich nie należy. Więc nie chcę słyszeć, że to co wam zaraz powiem jest niemożliwe do wykonania. Wszystko jest możliwe!!!:)
Oto co będzie nam potrzebne:



MIŁOŚĆ:

Kochani by przejść tą podróż ze spokojem i bez bólu będziecie musieli spakować ze sobą cały ogrom  bezwarunkowej miłości do siebie samych i waszych bliskich. Miłość jest absolutnie niezbędna by zaprowadzić was do wolności. To właśnie jej brak w jakiejś drobnej części nas spowodował, że wkradł sie tam strach i wprowadził całkowite zamieszanie w naszym życiu. Jednak nie ma tego czego miłość by nie mogła naprawić:). Miłość bezwarunkowa znaczy, miłość kompletna bez żadnych ograniczeń i bez żadnych wcześniejszych warunków do spełnienia. Będziecie kochać siebie, swoje ciało (tu i teraz, tak! tu i teraz), swoje dobre cechy i swoje słabości, swoje osiągnięcia i swoje "powinięcia nogi". Będziecie kochać siebie w dni spędzone na jedzeniu  pełnowartościowego zdrowego jedzonka i w dni gdy przydarzy wam się wrócić do starych nawyków i chwycić za kawałek ciastka lub lody. Będziecie kochać siebie CODZIENNIE o każdej porze dnia, nawet we śnie!:)
"Miłość w przeszłości jest tylko wspomnieniem. Miłość w przyszłości jest tylko oczekiwaniem. Prawdziwa miłość żyje w teraźniejszości"
— Gautama Budda (Siddhartha Gautama)
 
 
WYROZUMIAŁOŚĆ:

 Zaraz po miłości wrzućcie do torby cały stos wyrozumiałości, ona wam będzie również niezbędna. Podczas waszej podróży wiele się zmieni. Nie tylko wasze ciało ale też i dusza przejdą ogromną transformację. Wasze życie zacznie wyglądać inaczej. Wielu ludzi nie będzie rozumiało tego co robicie, wielu z nich będzie próbowało was od tego odciągnąć, inni zaczną dawać własne rady. Wielu z nich będzie się z was śmiało a kilku z nich nawet odejdzie z waszego życia na zawsze. Nie bócie się,  zmiany jakiegokolwiek rodzaju zawsze wprowadzają w życie chaos. A przez to, że dzielimy życie z innymi ludźmi nasza zmiana jest też ich zmianą. Ci co was kochają, zawsze tam dla was będą, mogą się zmagać na początku z waszą decyzją, jednak gdy zobaczą waszą przemianę będa się cieszyć waszym szczęściem. Dla tych co nie podzielaja waszego entuzjazmu czas w waszym życiu dobiega  końca. Nie ma co się smucić kochani, wszystko we wszechświecie jest ciągłą zmianą. Gdy pewni ludzie odchodzą z naszego życia zostawiają w nim lukę ( miejsce ), dla tych nowych, którzy wkrótce nadejdą. Ponadto to że na dziś sie z nimi żegnacie nie znaczy przecież, że oni nigdy do was z powrotem nie wrócą:).  Rozłąki tego typu są bardzo bolesne, dlatego spakujcie tyle wyrozumiałości ile tylko dacie rade udźwignąć.


CIERPLIWOŚĆ:

Oj bez cierpliwości też się nie obejdzie. W dzisiejszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do ekspresowego życia. Wszystko jest robione  w takim pędzie, że człowiekowi się wydaje, że jeśli coś zajmuje dłużej niż tydzień to nie jest warte zachodu. Świat  operuje na szkołach internetowych, w których możemy zrobić 4 lata licencjata w rok albo i 6 miesięcy. Gdy próbujemy wysłać smasa z telefonu i zajmuje nam to więcej niż 2 sekundy zaczynamy przeklinać telefon totalnie zapominając o tym, że wiadomość ta leci w kosmos i z powrotem, nie wspominając już nawet o fakcie, że 10 lat temu wysyłanie takiej wiadomości było kompletnie niemożliwe. Mamy kursy szybkiego pisania, szybkiego czytania, szybkiego uczenia się i szybkiego chudnięcia! Gdy szukamy diety nie patrzymy na to z czego ona się składa. Nie interesuje nas czy jest w niej zawarte jedzenie, które jest dla nas zdrowe, nie dbamy nawet o to czy jest w niej jedzenie, które lubimy, jedyne co nas interesuje to to w jak szybkim czasie jak wiele jesteśmy w stanie schudnąć. Jeśli myślicie, że ta podróż będzie tygodniową wyprawą to się mylicie. Jeśli wciąż sie decydujecie w nią wybrać radzę wam z całego serca zapakować cały plecak cierpliwości. Dieta nie jest powodem dlaczego macie dodatkowe kilogramy, nie jest ona też przyczyną waszego objadania się czy też uzależnienia od jedzenia. Dlatego tez dieta tego nie jest w stanie zmienić. Powód, który jest zakorzeniony  w waszym umyśle nie pojawił się w nim wczoraj i nie odejdzie jutro. Jest z wami obecny każdego dnia od kilku lub nawet kilkunastu lat i na to by się go pozbyć będzie wam potrzeba więcej czasu niż tydzień lub dwa. Także jak sami widzicie, CIERPLIWOŚĆ  wybiera się z nami w podróż bez dwóch zdań!:)

WIARA:

 Cokolwiek w życiu chcemy osiągnąć, nie uda nam się jeśli w to  najpierw nie uwierzymy. Wiara jest początkiem wszystkiego, bez niej nic nie jest możliwe. Zanim się wybierzecie gdziekolwiek skarby musicie uwierzyć, że tym razem się wam uda. I tu też nie chcę słyszeć, że to nie możliwe, że "brak wam wiary w siebie". Co jak co ale wiary to wam napewno nie brak. Jak wielu z was WIERZY, że nie ma silnej woli, WIERZY że jest słaby, WIERZY że się do niczego nie nadaje, WIERZY że nie da rady tego zrobić, WIERZY że nawet jak mu się uda maszerować dzielnie przez tydzień lub dwa to i tak prędzej czy później się  podda? Jak wielu z was jest w stanie w to UWIERZYĆ?  I jak wielu z was zna potegę wiary? Czyż to w co do tej pory wierzyliście nie przekonało was do tego stopnia, że boicie się spróbować zacząć walczyć poraz kolejny? Ha! Więc jak już powiedziałam wiary wam napewno nie brakuje, macie jej i to całe mnóstwo, problem jest tylko taki, że wierzycie nie w to co trzeba!:) Nie ma co się martwić, to w nas tkwi cała moc i siła i to my i tylko my decydujemy w co wierzymy a w co nie. Także nazbierajcie tyle wiary ile dacie rady unieść i to tej dobrej wiary takiej jak : "DAM RADĘ TO ZROBIĆ", "JESTEM SILNY/NA", "TYM RAZEM SIĘ UDA", "MOGĘ ZROBIĆ WSZYSTKO CO TYLKO ZAPRAGNĘ"!:)

Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła. 
(Łk 17, 11-19)


PAMIĘTNIK:

Tak kochani bez tego nigdzie się nie wybierajcie. Pisanie jest tu koniecznościa i zbawieniem. Pomoże wam dokopać się do zakamarków duszy o której istnieniu zapomnieliście. Pomoże wam obserwować wasz progres z dnia na dzień bedzie wam ilustrowało waszą transformację. Wiem wiem, że wielu z was myśli pewnie: "aj ja nie lubię pisać", "ja nie mam na to czasu", "to głupie", "to nie działa" itp. rzeczy. Ja wam powiem jedno : TO DZIAŁA! Mówię wam to jako wasz przyjaciel. Ja pisałam od zawsze, pisałam wtedy gdy ukrywałam sie w szafie przed swoim ojczymem, wtedy gdy czułam że jestem kompletnie sama i nikt mnie nie kocha, wtedy gdy siebie nienawidziłam i wtedy gdy udało mi się zrobić coś z czego byłam dumna. Pisałam gdy było mi smutno i gdy byłam szczęśliwa, pisałam gdy miałam na to mnóstwo czasu i gdy spałam 3 godziny dziennie. A przede wszystkim pisałam podczas swojej podróży do wolności. Pisałam w te dni gdy gdy jadłam zdrowo i w te dni gdy zapychałam się jedzeniem do momentu aż ból był tak silny że dalej jeść nie mogłam. Pisanie te nie ma być wyrafinowane stylistycznie i nie musi zajmować wiele czasu. Jeśli mamy czas na prysznic dwa razy dzienie, posiłek 3 lub 5 razy dziennie, pracę, dom, internet, ogladanie filmów, picie piwa z kolegami, wysyłanie 200 smsów dziennie, makijaż, prostowanie włosów itp., znajdziemy też 15 minut na rozmowę z samą/ym sobą. Rozmowa ta jest bowiem niezbędna i jest w stanie rozburzyć most, który stoi pomiędzy tym kim się staliście przez lata a tym kim jesteście naprawdę. Dla super niedowiarków dodam jako nieodszły psycholog, że setki badań udowadniają moc leczniczą/terapeutyczną pisania. Wiele z nich wskazuje nawet, że pisanie ręczne jest lepsze niz pisanie elektroniczne. ( tu jednak polecam to z czym czujecie się bardziej komfortowo). Dodam też, że podczas pracy w szpitalu psychiatrycznym, pisanie było główną częścia terapii grupowej jaką prowadziłam z kobietami po przeżyciach traumatycznych. Także sami widzicie, że miejsce na zeszyt w plecaku musi być!:)

OTWARTY UMYSŁ I SERCE:

Kochani, podczas tej podróży będzie wiele dni gdy to co robicie będzie wam się wydawało bezsensowne. Będziecie czytać moje posty i myśleć w głebi duszy to jest głupie, to nie ma sensu. Wiele z moich poglądów może być wam bardzo obce i wręcz radykalne. Ja sama gdy zaczęłam swoją podróż byłam najbardziej sceptyczną osobą jaka znałam. I to bardzo spowolniło mój marsz. Dziś jestem zupełnie inna. Dziś rozumiem, że to co wiemy o życiu jest tylko jego niewielka cząstką. I jedynym sposobem by się dowiedzieć więcej jest otwarty umysł i otwarte serce. Nie mówię wam, byście całkowiecie wierzyli w to co ja wam mówię ponieważ moje poglady będą wiele razy różne od waszch. Ja was proszę byście do nich podeszli z otwarością w sercu i umyśle:)


"Mnichom i uczonym nie wolno akceptować moich poglądów - z szacunku. Muszą je analizować tak, jak złotnik sprawdza jakość kruszca. Trąc, skrobiąc, pocierając i topiąc."
 — Gautama Budda (Siddhartha Gautama)


BÓG/ STWÓRCA/WYŻSZA SIŁA/

Jest to temat bardzo wrażliwy jednak nie wolno go tu pominąć. Zanim powiem cokolwiek chcę zaznaczyć, że posiadam jednakowy szacunek do każdej istniejącej religii i wiary i nie jest absolutnie moja intencją by cokolwiek w tej dziedzinie zmieniać i do czegokolwiek was kochani namawiać. Ja sama zmagałam się z wiarą w Boga przez wiele lat mojego życia. Wyszlam z domu bardzo wierząca i praktykujaca katolicyzm. Jednak lata życia w cierpieniu sprawiły, że porzuciałam wiarę w Boga a miejsce te w moim sercu wypelniła złość. Póżniej znalazłam coś co miało dla mnie sens czyli nauka. Studiowanie psychologii przyniosło wiele odpowiedzi na gnębiące mnie pytania i przyniosło tymczasowe ukojenie duszy. Jednak nie na długo, gdy wylądowałam w Teksasie gdzie wiekszość ludzi była "spirytualna", ja wciąż się z tego śmiałam. Jednak 3 tygodnie spędzone tam odmieniły moje życie i wiara ponownie zagościła w moim sercu. Mimo to  po powrocie jeszcze przez wiele miesięcy miałam problem z BOGIEM i jego obecnością w moim życiu. Samo słowo BÓG straciło dla mnie znaczenie lata temu. Więc omijałam go z daleka przez jeszcze jakiś czas. Jednak im więcej czasu spędzałam na mojej wędrówce, im więcej czytałam, medytowałam, spędzałam czas w samotności i z przyrodą tym bardziej do mnie docierało, że gdzieś tam daleko istnieje siła wyższa, silniejsza niż wszystko co jest mi znane. Że nie ważne w którą stronę spojrzę widzę na to dowód: słońce, niebo, kwiaty, drzewa, ludzie. Nie ważne jak bardzo chciałam od tego uciec BÓG był wszędzie. I dopiero wtedy zrozumiałam, że jest on częścia mnie i brak wiary  w niego jest częścią mojej separacji i powodem życia w strachu. Zrozumiałam tym samym, że bez niego nie dam rady tego zrobić. Jak już wspominałam wcześniej nie jestem tu by was do jakielkolwiek wiary namawiać. Z tego powodu nie będę się też z wami głębiej dzielić moimi pogladami. Zachecę jednak byście jeśli wierzycie w Boga, zabrali go ze sobą, a jeśli w niego nie wierzycie, byście się zasatnowili w co wierzycie w zamian?


MNÓSTWO SUROWYCH OWOCÓW I WARZYW

Choć wspomniałam wcześniej  o tym, że dieta nie rozwiąże naszych problemów to jednak zmiana naszych nawyków żywieniowych będzie potrzebna. Jedzenie w dzisiejszych czasach jest przepełnione chemikaliami, sterydami, antybiotykami i jest modyfikowane genetycznie. Wiele substancji w nim zawartych jest powodem naszego uzależnienia od jedzenia na poziomie fizycznym, które nie różni sie niczym od uzależnienia od nikotyny, alkoholu czy kofeiny. Będe o tym mówić o wiele więcej w kolejnych postach poświęconych całkowicie jedzeniu. Na dziś tylko powiem tyle: "JEDZCIE SUROWE OWOCE I WRAZYWA":)


KOCHAM WAS Z CAŁEJ SIŁY - EWCIA<3


CDN

niedziela, 18 grudnia 2011

kompulsywne jedzenie/uzależnienie od jedzenia część I


Kochani dziś temat do którego przybierałam się już od dawna, będzie to seria postów na które wiem, że wielu z was czekało i czekałam też  ja sama. Wiem, że zajeło mi sporo czasu by wreszcie zacząć o tym pisać, jednak czas ten  był mi potrzebny do zakończenia mojej własnej przygody z tym „nałogiem”.
Moja przygoda z kompulsywnym objadaniem zaczęła się zaraz po przyjeździe do Nowego Jorku czyli 8 lat temu i zakończyła bardzo niedawno. Jednak dopiero 3 lata temu zdałam sobie sprawę z tego co się ze mną działo, wcześniej tajemnica o moim „nałogu” była zakopana głęboko w mojej podświadomości razem z pozostałymi duchami przeszłości. Pierwsze zderzenie się z rzeczywistością było bardzo drastyczne. Byłam tak przerażona, że cała się w wewnątrz trzęsłam na myśl o tym co by było gdyby ktoś się dowiedział. Szybko jednak zdałam sobie sprawę że najgorsze jest przyznanie się samej sobie,  inni zeszli na dalszy plan. Przez około rok, byłam zdolna  wciąż ukrywać swój „sekret”, przed samą sobą i innymi oczywiście też. Radziłam sobie całkiem nieźle  aż do wyjazdu do Teksasu (2 lata temu), gdzie prawda była wszędzie i nie sposób było sie od  od niej ukryć. Miłość i akceptacja jaką tam byłam obdarowana  sprawiły, że już nie chciałam uciekać. Pokazano mi WOLNOŚĆ, która jak tęcza mieniła się przeróżnymi kolorami: śmiech, spokój, radość, sen, akceptacja siebie, wybaczenie, płacz, wsparcie, bezwarunkowa miłość....ofiarowane prosto z serca obudziły we mnie siłę walki.  Walka ta, a raczej podróż jak  to wolę nazywać trwała przez kolejne 2 lata.  Niespodzianką tu nie będzie gdy wam powiem, że mimo cennych narzędzi jakie posiadałam, wiedzy i zapartej chęci, podróż ta  wypełniona była łzami i śmiechem, radością i smutkiem wiarą i rozczarowaniem, ale najważniejsze w tym wszystkim było to jednak, że tym razem podróż ta wypełniona była przede wszystkim MIŁOŚCIA, AKCEPTACJĄ I WYBACZENIEM.



Od czego zacząć?
By zacząć tą NIESAMOWITĄ podróż trzeba przede wszystkim zrozumieć, że:

- Nie jesteś SAM / SAMA!!
Każdy z nas ma „problemy” co ja jak wiecie wolę nazywać LEKCJAMI do nauczenia. Każdy z nas BEZ WYJĄTKU  boi sie o tym mówić, myśląc, że jak ktoś się o tym dowie  będzie nami zawiedziony, zmieni o nas zdanie, przestanie nas szanować, PRZESTANIE NAS KOCHAĆ.

 Im mniej o tym mówimy tym wolniej się tego pozbywamy/uczymy. Ukrywając tą  „tajemnicę” dzień po dniu obciążamy nasze ciało i duszę coraz bardziej i tym samym żyjemy w zakłamaniu wobec innych i najważniejsze wobec SAMYCH SIEBIE. Życie w zakłamaniu jest życiem w strachu, strach jest tym co oddziela nas od miłości czyli od Boga/ Wyższej Siły/ Stwórcy i od NAS SAMYCH.

- Problemy/ lekcje te nie są żadną zbrodnią przez nas popełnioną, są one wręcz odwrotnie PREZENTEM od naszej duszy. Są one jak wiadomość ukryta w butelce która przypomnia nam o tym, że jakaś część nas wciąż żyje w strachu czyli w separacacji. Ukrywanie problemów jest jak wrzucanie tej butelki z powrotem do oceanu modląc się ,że wyląduje ona głęboko na jego dnie i już nigdy nie wypłynie na wierzch. Wiemy jednak wszyscy, że ona zawsze wypływa.

Co by było gdybyśmy tym razem zamiast ją ponownie wyrzucić, otworzyli ją dla odmiany i przeczytali wiadomość, którą ze sobą przyniosła?

Strach kreuje dziury w naszej duszy, które tylko miłość jest w stanie  załatać, nasze problemy/lekcje  są nićmi, które to umożliwiają.

 - Zrozum proszę, że  jedzenie kompulsywne/ uzależnienie od jedzenia (i każde inne uzależnienie) nie jest problemem do naprawienia, jest ono szansą na uleczenie twojej duszy.  

- To jak wyglądasz tu i teraz jest IDEALNE.

Jeśli uważasz, że masz nadwagę, twoje ciało wyświadcza ci przysługę pokazując na zewnątrz to co się dzieje w twoim  wnętrzu. Ciało fizyczne jest odzwierciedleniem twojej duszy. Dlatego to jak wyglądasz nie jest winą twojego ciała, nie jest też twoją winą. Tak naprawdę nie ma w tym żadnej winy jest tylko informacja, której odczytanie  jest kolejnym krokiem do uzdrowienia twojej duszy. Twoje ciało samo w sobie jest całkowiecie neutralne. Nie przyczynia się do niczego, jest całkowicie EFEKTEM tego co się dzieje wewnatrz ciebie.
Dlatego zamiast karcić swoje ciało za to jak wygląda, PODZIĘKUJ mu za wiadomość jaką ci przyniosło.

- Niezdrowa dieta czy też brak ćwiczeń również nie są przyczyną twojej nadwagi,  są tylko narzędziami, których używasz lub użytku unikasz.  Skoro NIE są one powodem twojego „problemu” NIE BĘDĄ  one też ich rozwiązaniem. Umysł jest przyczyną to on podejmuje decyzję o tym co zjesz, ile tego zjesz i czy będziesz aktywny fizycznie czy nie. Gdy zmienisz sposób myślenia , zmienisz narzędzia i sposób w jaki ich używasz.

- Podróż na którą cię zabieram jest przyjemnością, zabawą, doświadczeniami wypełnionymi śmiechem i łzami. Podróż ta  jest krokiem w przód, który przybliży cię do tego kim naprawdę jesteś, uwolni cię od mask, które nosiłeś przez lata. Podróż ta jest droga do wolności, która  leczy naszą duszę zamienijąc ukryty w niej  strach w MIŁOŚĆ. 

- Podróż ta NIE JEST kolejną probą kontroli i manipulacji. Podróż ta jest naszym nauczycielem, uczy nas pokory i  wrażliwości, uczy nas że jedynym sposobem walki jest PODDANIE SIĘ.  Poddanie się naszej duszy, która do nas szepcze używając naszego ciała. Podróż ta uczy nas, że   zamiast krzyczeć należy słuchać.   

- Podróż ta nie jest podróżą, której należy się WSTYDZIĆ podróż ta jest podróżą, którą należy sie SZCZYCIĆ!

-PODRÓŻ TA NIE BĘDZIE ŁATWA. Będzie wymagała ona determinacji, silnej woli, cierpliwości, systematyczności, otwartego umysłu i otwartego serca, wrażliwości, zmian nawyków jedzeniowych, zmiany myślenia, skromności, bezwarunkowej miłości do siebie i swoich bliskich i ciężkiej pracy. Jeśli teraz gdy to czytasz przebiegło ci przez myśl, że niektóre z tych rzeczy wydają ci się absolutnie niemożliwe do zrealizowania, wyobraź sobie jakim darem jest ta właśnie podróż. Czy teraz rozumiesz wreszcie, że  pojawiła się ona w twoim życiu by właśnie pomóc ci się tego wszystkiego nauczyć?


KONTRAKT:

Ja................................. zobowiązuję się wybrać na niesamowitą podróż, która wyleczy moją duszę ze strachu, który się do niej wkradł. Jestem podekscytowany/na tym, że podróż ta wniesie do mojego życia wolność, zedrze ze mnie wszystkie maski, pod którymi ukrywałem/łam się przez lata,  wypełni moje życie   miłością i  pomoże mi  stać się tym kim naprawdę jestem. Zdaję sobie sprawę, że podróż ta nie jest łatwa i będę musiał/ła pracować ciężko dlatego obiecuję być cierpliwym/ą i wyrozumiałym/łą praktukując miłość i zrozumienie wobec siebie i moich bliskich.

  Podpis: ________________________
                                                                            
CDN