środa, 10 listopada 2010

Strach...

Kilka tygodni temu dostałam emaila od jednej z cudownych istot jaką dane mi było poznać na tym blogu . Email ten wywołał we mnie wiele emocji, wspomnień, skłonił do głębokich refleksji i strumieniu łez. Za pozwoleniem tej cudownej istoty postanowiłam go tu opublikować  i coś wam opowiedzieć ...

OTO CZĘŚĆ EMAILA:

"Boję się przyszłości. Tego, co ze mną będzie. Boję się samotności. Że umrę sama. I boję się zaryzykować. Jak mam pozbyć się lęku? Kiedyś tak się nie bałam. Jestem coraz mniej pewna siebie i wydaje mi się, że ludzie mnie nie akceptują. Nie jestem tą, która spełniałaby ich oczekiwania. Najchętniej nie wychodziłabym z domu. Co mam ze sobą zrobić? Jak siebie zaakceptować? Jak zaakceptować samotność? Zamykam się w sobie i obiecuję w duchu, że już nigdy więcej nie opowiem o swoich uczuciach i obawach, bo tylko się ośmieszę i nie zostanę zrozumiana. Jak mam uwierzyć we własną wartość?"


 A oto co wam chcę opowiedzieć:

Miałam  9 lat, gdy tego ranka obudził mnie płacz  mojej mamy  i krzyk mojego "taty": Ty kurwo zajebana! Zabiję cię , słyszysz zabiję was obie  ciebie i tego pierdolonego bękarta i będę miał święty spokój!" Szybko wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do pokoju, mama leżała na podłodze oparta o białą ścianę dużego pokoju po której skapywała wolnym strumieniem, bordowa niczym dojrzałe wiśnie krew.  Jej piekne zielone oczy , które zawsze skrywała pod szkłami okularów słonecznych pokrywały różnokolorowe siniaki i blizny. Kombinacja tych świerzych koloru fioletowego i czerwonego i tych starych o odcieniu  żółtawym  przypominała niemal kolory tęczy na jej pieknej twarzy. Spojrzała na mnie przez potok łez spływających po jej spuchniętych policzkach , próbowała się uśmiechnąć, coś powiedzieć. Wyciągnęła ręce w moja stronę, ja jednak rzuciłam się w stronę "taty",  chwyciłam jego wirujące w powietrzu dłonie, padłam na kolana:  "Tatusiu, przestań proszę"! załkałam całujac go po rękach . "Będę juz grzeczna tylko się nie denerwuj, zrobię wszystko o co tylko poprosisz tylko już nie krzycz, błagam cię".  Silny uścisk jego dłoni na moim drobnym ciele spowodował, że strumień łez momentalnie  pokrył moją twarz. " Odpierdol się , nie jestem twoim ojcem! Twój ojciec porzucił cię zanim się urodziłaś. Nie chciał cię tak jak ja cię nie chcę bo jesteś taką samą kurwą jak twoja matka", wykrzyczał "tato" i jednym szarpnięciem rzucił mną w stronę białej ściany dużego pokoju gdzie leżała mama.

Pamiętam że tak bardzo się wtedy  bałam, pamiętam  że strach przeszywał każdą komórkę mojego ciała. Trzęsłam się , płakałam , za mgłą łez spływających po mojej twarzy spojrzałam  na mamę i wiedziałam , że ona też się bała. Wiedziałam , że bałyśmy się razem i wiedziałam że to uczucie strachu już zawsze będzie mi towarzyszyło, że nie będę się w stanie go pozbyć, zwalczyć , nie będę umiała się od niego wyzwolić, uwolnić...Wiedziałam , że tamtego dnia stałam się niewolnicą tego okrutnego uczucia, które zawładnęło mną kompletnie i nie chciało opuścić przez lata.

Bałam się ludzi, bałam sie dzieci, bałam się szkoły , bałam się "taty". Bałam się , że wstanę pewnego ranka a mamy tam nie będzie. Bałam się, że kiedyś "tato" uderzy ją tak mocno , że nie będzie dała rady juz wstać. Bałam się , że pewnego dnia nie zobaczę jej pięknych zielonych oczu spoglądających na mnie z tą bezgraniczną miłością, że pewnego dnia nie zjem jej placuszków  z jabłkami, że nie poczuję jej ciepłych dłoni na moich policzkach , że nie usłyszę jej ciepłego, lekko zachrypnietego głosu mówiącego mi  jak bardzo  mnie kocha i że to co mówi "tato"wcale  nie jest prawdą.

Bałam się , że "tato" miał rację , że jestem nic nie wartym zerem, bękartem niechcianym, że będę kurwą i zgniję pod mostem. że nikt mnie nie zechcę, bo jestem paskudna, krzywo chodzę mam kurewskie oczy i że ludziom będzie się chciało wymiotować na mój widok. Bałam się snu. Codziennie w środku  nocy po cichutku  na paluszkach  dreptałam do dużego pokoju z białymi ścianami  gdzie spleciona długimi i silnymi dłońmi "taty" spała mama.  Przychylałam się bezszelestnie do jej pięknej  twarzy by  sprawdzić czy oddycha, czy smacznie śpi i odpoczywa by wstać z rana i zrobić mi moje ulubione placuszki z jabłkami.
Nie bałam się gdy mnie bił, po kilku uderzeniach z rzędu ból ustępuje a znamiona pokrywające ciało  znikają, zostawiając drobne blizny tu i tam.

Jednak  gdy mówił - drżałam.  Jego głos przeszywał moje ciało, słyszałam go nawet gdy do mnie nie mówił, słyszałam go w dzień i słyszałam go w nocy. Latami, nawet po tym jak uciekłam z domu budziłam się w środku nocy słysząc w głowie jego głos szepczący mi do ucha : "Popatrz na siebie ty mała obrzydliwa kurwo, żygać mi się chce na twoj widok!"

Bałam się żyć, bałam się być, bałam sie istnieć ale też bałam się umrzeć.

Zajęło mi kilka lat by nauczyć sie być "silną", by zapanować nad naturalnymi reakcjami fizjologicznymi ciała takimi jak płacz, by po każdym uderzeniu w policzek spojrzeć na niego z uśmiechem na twarzy i zapytać czy tylko tyle potrafi. By  mu oddać, by walczyć. Zachartowana latami treningu byłam w stanie stworzyć iluzję nietykalnej  mimo dziesiatek ciosów zadanych mojemu ciału i mojej duszy. Potrafiłam nie być tam gdzie byłam. Doprowadzało go to do szału, chciał bym płakała, bym przepraszała, błagała by przestał, ja jednak nauczyłam sie jak nigdy już nie dać mu tej satysfakcji.

Miałam 17 lat gdy mi powiedział, że jeśli nie zniknę  dziś w nocy to się jutro nie obudzę....wyszłam. Byłam  niewolnicą wypuszczoną na wolność w świecie gdzie ludzie żyli zgodnie regułami, które były mi kompletnie obce. Bałam się jeszcze bardziej. Chciałam wrócić do tego więzienia w którym żyłam przez lata,  bo wolność była mi absolutnie obca ....przerażająca. Chciałam wrócić ale wiedziałam , że nie mogłam. Przez lata wolność była moim więzieniem,  świat dookoła mnie wydawał mi się całkowicie obcy i  musiałam od nowa   nauczyć  się jak żyć.

Przez lata patrząc w lustro widziałam w jego odbiciu spoglądającą na mnie  małą wystraszoną dziewczynkę z zacisniętymi piąstkami  próbującą powstrzymać falę napływających łez. Jej wilekie "kurewskie oczy" patrzyły na mnie wystraszone, próbowała mi  coś powiedzieć, widziałam że chciała płakać, że chciała krzyczeć z bólu , który ją przeszywał, że chciała mi opowiedzieć o strachu który ją paraliżował , o głosie "taty"  którego szept  nie pozwalał jej zasnąć w nocy. " Ciii, musisz być silna! ", rozkazywałam jej.

Przez lata hartowałam jej drobną wystraszoną duszyczkę , uczyłam jak być "silną" jak się nie bać, nauczyłam jak zapomnieć i jak pomagać  innym. Przez lata żyłam wierząc , że zapomniałam , że jestem wolna , że już się nie boję. Przez lata przybrałam tysiące szat i grałam setki ról , wierząc , naprawdę głęboko wierząc , że to co było minęło i już nigdy nie wróci. Przez lata byłam inspiracją dla innych ludzi, " Boże jaka ty jesteś silna Ewcia", wszyscy mi powtarzali. Od zawsze miałam ten "niesamowity" wpływ na innych ludzi . A wszystko to dzięki temu , że byłam taka "silna" a tak wiele zła  mi się w życiu przydarzyło, ja jednak potrafiłam się otrząsnąc i pokazać innym, że nie ważne co się nam w życiu przydarzy jesteśmy w stanie się podnieść i iść dalej. I ten mój niesamowity optymizm, którym zarażałam wszystkich dookoła, niesamowite osiągniecia, ukończone szkoły, świadectwa z czerwonym paskiem, setki przyjaciół, którzy mnie uwielbiali, idealny związek. Rzeczy , które udało mi się osiagnąć nie jest łatwo osiągnać ludziom pochodzącym z "patologicznych rodzin". Nie wszystkie dzieci ,  które dzielą jedno jabłko na 3 by sie nim cieszyć przez 3 dni i mają jedną parę butów przez lata są w stanie dokonać tego czego dokonałam ja. Mi się jednak udało!  A wszystko to dzięki temu, że byłam taka "silna".  Przez lata co noc,  gdy szykowałam się do snu, mała dziewczynka z wilekimi "kurewskimi oczami" odwiedzała mnie , siadała na rogu łóżka i próbowała opowiedzieć mi o szeptach "taty", które nie pozwalały jej spać i krwawiących bliznach w jej duszy , które nie chcą się zagoić mimo upływu tylu lat, o strachu , który paraliżował jej drobne ciałko i nie pozwalał sie rozwijać, dojrzeć, zabraniał  dorosnąć. "Ciii, musisz być silna", rozkazywałam jej.

Rozkazywałam jej przez lata i ona przez lata mnie słuchała, aż pewnego dnia spojrzała na mnie złośliwie w odbiciu lustra, zacisnęła swoje małe piąstki jak zawsze tyle że tym razem z całej siły wymierzyła cios w moją stronę rozbijając lustro. W drobnych jego kawałeczkach opadających na ziemie ujrzałam jej  wielkie "kurewskie  oczy " zalewające się  łzami. Mała dziewczynka płakała, płakała przeraźliwie, płakała dniami i nocami. A ja płakałam razem z nią, patrząc na odbicie jej PIĘKNEJ twarzy w nowym lustrze , wycierałam  łzy spływające strumieniami z jej WIELKICH PIĘKNYCH NIEBIESKICH OCZU, godzinami sluchałam co miala mi do powiedzenia, słuchałam o bólu , który ją przeszywał i strachu który ją paraliżował, słuchałam o szeptach "taty" , które jej nie pozwalały spać i bliznach , które nie chciały sie zagoić. Słuchałam i dziękowałam jej , że była na tyle SILNA  by mi o tym powiedzieć , na tyle cierpliwa by poczekać aż będę gotowa by jej wysłuchać, że nigdy mnie nie opuściła. Godzinami słuchałam jej opowieści i codziennie mówiłam jej jak PIĘKNA JEST , JAK DZIELNA  I SILNA JEST I JAK BARDZO JĄ KOCHAM I JAKA DUMNA Z NIEJ JESTEM. Powiedziałam jej , że może przychodzić tak  często jak tylko tego zapragnie i mówić tyle ile jej sie podoba i że ja jej zawsze wysłucham. Dni mijały a mała dzieczynka o pięknych niebieskich   oczach odwiedzała mnie coraz rzadziej aż pewnego dnia przyszła w nocy usiadła na brzegu łóżka i wyszeptała mi do ucha: " Tak to wszystko co ci powiedziałam  wydarzyło się naprawdę, nie walcz z tym, nie próbuj   zapomnieć , nie można bowiem zmienić czegoś co się już wydarzyło. Pamiętaj jednak że miało to  miejsce dawno  temu. Pamiętaj , że to co było nie jest. Że przeszłość, choć prawdziwa w przeszłości,  nie istnieje w teraźniejszości. Że przeszłość to nie ty , ty jesteś tu i teraz.  I tu i teraz jest bezpiecznie, tu i teraz jest wolne od lęku , tu i teraz nie zna bólu, tu i teraz  kocha cię taką jaką jesteś , akceptuje wszystkie twoje decyzje, tu i teraz cię nie osądza, nic od ciebie nie wymaga, nie karci, tu i teraz ci ufa ponieważ tu i teraz wie kim jesteś: piękną duszą, idealną istotą , istnieniem które zasługuje na wszystko czego sobie tylko zapragnie i  które nie potrzebuje niczyjej aprobaty by żyć.  BY być wolnym od strachu musisz zaufać samej  sobie bo tylko w tobie znajdują sie wszystkie odpowiedzi",  poczym pocałowała mnie w policzek po którym spływały słone łzy  i odeszła.


Stoję tu przed wami moi kochani przyjaciele naga, totalnie obnażona.... wolna,  bez uczuć wstydu, poczucia winy czy lęku przed byciem osądzoną. Dzielę się z wami tą historią  nie po to by się żalić i nie po to by was czegoś nauczyć...lecz po to by się podzielić historią, która jest historią niejednego z nas, by pokazać że każdy z nas choć inny , indywidualny tak bardzo do siebie podobny jest.

Że życie każdego z nas i tych co przeszli w życiu wiele jak i tych co dane im było mieć spokojne dni przepełnione jest często tym wewnętrznym lękiem i ciągłymi  znakami zapytania,. Że  wątpliwości te  i zmartwienia jednak są głównie  produkcją  utraconej  przeszłość i nieobecnej  jeszcze przyszłości.  Że ja też tak jak wielu z was spędziłam pół życia bojąc się co będzie dalej,  pytając gdzie jest sens w istnieniu, gdzie podążam i po co,  i tak często byłam   wycieńczona , że już nie chciałam nigdzie iść. Że do tej pory  przeszłam przez różne etapy w swoim życiu : strachu, złości na innych , na siebie, złości na Boga, żalu do wszystkich za to co mi się stało, żalu do siebie, nienawiści, niezrozumienia. Że zajęło mi lata cierpienia i chorób fizycznych by zrozumieć, że przeszłość już minęła, że bezwartościowym jest ciągnąć ją za sobą, że przeszłość mnie nie indentyfikuje, to nie to kim jestem ja. Ja jestem tu i teraz.

Ja nie jestem ekspertem ani  nauczycielem,  jestem waszym przyjacielem, zwykłym szarym człowiekiem, który chce się z wami podzielic tym  , że po latach poszukiwań wypełnionych bólem, strachem i lękiem,  nic ale to nic nie pomogło mi tak jak MIŁOŚĆ do samej siebie, jak kochanie siebie całym sercem, szanowanie tej drobnej duszyczki , która siedzi w moim pięknym ciele, wybaczenie sobie  i wybaczenie tym co się przyczynili do jakiejkolwiek krzywdy , która mnie spotkała. Zajęło mi lata by umieć spojrzeć w lustro i powiedzieć tej istocie, która spoglądała z jego odbicia  na mnie swoimi pięknymi niebieskimi oczyma, że jest piękna, że jest idealna i powiedzieć jej jak bardzo ją kocham. I to właśnie  od tamtej pory moje życie zaczęło się zmieniać diametralnie. Od tamtej pory stałam się tą Ewcią , która  wstaje  codziennie rano i dziękuje za  za 5 "drobnych" rzeczy , które są jej ofiarowane przez życie,  Ewcią , która śmieje się bez powodu , bo kto to w ogóle wymyślił , że by się  śmiać potrzebny jest jakikolwiek powód? Ewcią , która kręci filmiki na youtube by powiedzieć wam jak pyszne są surowe owocki i warzywka. Ewcia , która mówi wam w kółko do znudzenia , że nic nie jest bardziej ważne niż MIŁOŚĆ , miłość do samego siebie i miłość do innych. Bo to właśnie MIŁOŚĆ pozwoliła jej stać się tą uśmiechnietą istotką , którą widzicie w szklanym ekarnie komputera , machająca do was i przesyłająca tysiące buziakow i ogrom bezwarunkowej miłości. Ewcią, która wciąż wstaje rano i nie może uwierzyć , że tak piękni i cudowni ludzie jak wy są częścią jej życia, ale tym razem ona już wie , że nie mogłoby być inaczej, że życie jej jest przepełnione specjalnymi ludźmi i niesamowitymi wydarzeniami bo ona sama jest piękna i wyjątkowa.

KOCHAM WAS<3

CDN...

czwartek, 4 listopada 2010

Kim Jesteś?

Gdy zapytam się" KIM JESTEŚ" , co mi odpowiesz? Podasz mi swoje imię, może opowiesz o swojej profesji . Ale to nie jest to o co ja pytam , ja nie pytam co robisz, pytam kim jesteś. Więc pytam raz jeszcze : KIM JESTEŚ? Matką, kobietą, synem, mężem, artystą....odpowiesz. Nie, ja nie o to pytam. Pytam: kim jesteś? Nie pytam o drobne role , które odgrywasz w ciagu dnia codziennego. Role narzucone ci przez społeczeństwo, rodzinę, przyjaciół, role dyktowane ci przez twoje ego. Ja nie o to pytam , ja pytam kim jesteś ty? Kim jesteś zanim wstaniesz rano i przybierzesz szatki matki, żony , męża czy artysty. Kim jest te istnienie , które kładzie się w nocy "nagie" bez potrzeby grania, bez potrzeby udawania, zadowalania, przynależenia. wolny soul , dusza...

KIM JESTEŚ? - NIE WIESZ? Mam nadzieje że nie wiesz , bo to jedyna prawdziwa odpowiedź. Ekhart Tolle powiedział:

" Kiedy w pełni zaakceptujesz to , że nie wiesz , ogarnie cię stan spokoju i jasności, który bliższy jest temu , kim naprawde jesteś, niż mogłaby być jakakolwiek twoja myśl. Bo określanie siebie za pomocą myśli to ograniczanie siebie."


Po pierwsze żyjemy życie usłane wspomnieniami , to z nimi się indentyfikujemy. Jednak wspomnienia są naszą przeszłoscią , a my jesteśmy tu i teraz, więc jak możemy być czymś czego tu i teraz z nami nie ma? Pozwalamy naszym wspomnieniom dyktować nasze istnienie. Związani węzłami przeszłości staramy sie iść do przodu, ciagnąc za sobą bagaż doświadczeń i wspomnień. Rozdrapujemy stare rany ciągle wracając do tego co się nam przydarzyło, tłumacząc sobie , że to dlatego jesteśmy tym kim jesteśmy często tym samym usparwiedliwiając swoje zachowania , których nie potrafimy zaakceptować, my lub inni ludzie obecni w naszym życiu.

Po drugie, wystraszeni tym , że nie wiemy kim jesteśmy zaczynamy sie ubierać w obce szaty. Słuchając podszeptów ego, które dobiera nam poszczególne części garderoby, które mówi nam by słuchać podszeptów innych. I tak my w odpowiedzi definiujemy siebie na podstawie tego co powiedzą nam ci , którzy nie tylko nie wiedzą kim są oni sami, ale już na pewno nie wiedzą kim jesteśmy my. My jednak wierzymy im bezgranicznie, gdy mówią nam że jesteśmy piękni i inteligentni - rośniemy w dumę, jesteśmy szczęśliwi, gdy jednak za chwilę powiedzą nam , że jesteśmy nic nie warci - płaczemy, czujemy się bezwartościowi.

Niestabilni , chwiejni jak drobny kwiatek polny na wietrze , zginamy sie w stronę w którą powieje opinia tych co nie znają sami siebie i nie znają nas. Żyjemy w królestwie z tą samą ilością władców jak i poddanych. My rozkazujemy innym co robić , w co się ubrać słuchając ich rozkazów i wskazówek w tym samym momencie. I nie ważne jak wiele szat przybierzemy, wciąż czujemy sie nadzy, zapominając o tym , żetak naprawdę im więcej szat przybierzemy tym ciężej będzie nam iść....

KIM JESTEŚ?

"Umrzyj dla czasu, tak abyś odrodził się w wieczności, umrzyj dla umysłu, abyś żył uważnie. Umrzyj dla myśli, abyś narodził się w świadomości", OSHO.



CDN... (wkrótce obiecuję:))

wtorek, 12 października 2010

sokowanie raz w tygodniu

Kochani:) ja dalej sokuję choc jem tez jablka jak mnie psychiczny głód dopada. A dopada mnie dość często . Nie chcę sie męczyć , bo nie ma to sensu więc postanowiłam jeść owoce (głównie jabłka) jak będę się męczyc. No i jest mały problem z kawa bo nie dam rady jej odstawić. Pierwsze dwa dni dałam radę a później znowu zgrzeszyłam:) nie piję jej wiele ale 5 lyków dziennie muszę mieć. Jutro spróbuję na nowo przetrwać dzień bez kawy, zobaczymy jak mi pójdzie....

Ale o czym ja tu chcę do was napisać to jest pomysł na jaki wpadłam, pisałam już o nim na vitalmanii, a mianowicie, chcę zaproponować dzień na sokach tylko raz w tygodniu. z tego co widziałam na vitalce to ludzie głosuja za sobotą. Dodam tylko , że jak dane mi było rozmawiać z Brainem Clementem ( którego szanuje najbardziej z wszystkich znanych pionierów surowego jedzenia w Stanach, jest on lekarzem , prowadzi Hippocrates Institute , najwiekszy tego rodzaju szpital na calym świecie, i uratowal on życie setki tysięcy ludzi , od tych chorych na raka, różnego rodzaju choroby psychiczne, choroby parkinsona a nawet autyzm) to powiedziała mi on , że jeden dzień w tygodniu na sokach jest zdrowszy niż 40 dniowe sokowe głodówki. To samo tez mi powiedziano w Teksasie. jednodniowe sokowanie to nie tylko czysty zastrzyk wartości odżywczych dla naszego organizmu, ale także zasłuzony odpoczynek dla naszego kochanego ciała. Przeciętny człowiek zużywa 40-60% energii dziennie na trawienie! Także warto jest dać naszemu ciału jeden dzień odpoczynku a przy okazji naszemu mózgowi ekstra 40-60% energii co by sobie lepiej zagmatwane mysli w główce poukładać:))) Także moi kochani zachęcam do sokowania raz w tygodniu , wstępnie proponuję sobotę:)

Buziaki:)


dziekuję:
za jabłka twarde i chrupiące
za deszczowe dni
za kolorowe berety
długie swetry
soki buraczkowe
poniedziałki owocowe
za książki inspirujące
muzykę kojącą
za moje piękne ciało
za ten blog
za inspirację
i oczywiście za WAS!!!!! DZIĘKUJĘ <3

piątek, 8 października 2010

Nowy filmik :)

hej kochani nakręciłam kolejny filmik:) buziaki


http://www.youtube.com/watch?v=ZK6j_4ZRm3E

wtorek, 5 października 2010

ROZMOWY Z CIAŁEM

"Ciało jest twoją ziemią, jesteś w niej zakorzeniony. Świadomość jest drzewem twojego ciała. Myśli są jak owoce. Medytacja jak kwiaty. Ale zakorzeniony jesteś w swoim ciele, ono wspiera ciebie i wszystko co robisz. KOchasz , ciało cię wspiera. Nienawidzisz, ciało cię wspiera. W miłości, w gniewie , w nienawiści - ciało zawsze cię wspiera. Jesteś w nim zakorzeniony, ono cię odżywia. Kiedy zaczniesz rozumieć, kim jesteś, ciało także cię wesprze. Ciało jest twoim przyjacielem, nie przeciwnikiem. Słuchaj jego języka, odczytaj jego znaczenie i krok po kroku zagłebiając się w księgę swojego ciała, przewracaj kartki, a poznasz całą tajemnicę życia." - OSHO ”Równowaga ciała i umysłu”

Czy kiedykolwiek rozmawiałeś ze swoim ciałem? Godzinami rozmawiasz z ludźmi, często z przymusu, słuchasz nudnych monologów bo nie wypada odmówić, przytakujesz, mówisz rzeczy w które nie wierzysz ,partycypujesz w nudnych konwersacjach, otoczony ideami sprzecznymi z twoim priorytetami, prawisz ludziom komplementy , choć często wymuszone by sprawić im przyjemność lub ich nie zranić. Dniami i nocami prowadzisz rozmowy sam z sobą , bijesz się z własnymi myślami, tymi pozytywnymi , i tymi negatywnymi. Karcisz się w myślach za wszelkie przewinienia, ubolewasz nad porażkami nie do poprawienia, płaczesz w myślach , cieszysz się i krzyczysz. Rozmawiasz z sobą i rozmawiasz z innymi....czy kiedykolwiek rozmawiałeś ze swoim ciałem? Z trylionami komórek , dzięki którym istniejesz TY, z ciałem które za ciebie oddycha, trawi twoje jedzenie, pompuje twoją krew , dba o ciebie gdy śpisz i gdy biegasz, ciałem dzięki któremu stąpasz po tej ziemi, Ciałem , które jest tobą i bez którego ty byś poprostu nie istaniał. Czy kiedykolwiek powiedziałeś swojemu ciału jak bardzo je kochasz? Czy kiedykolwiek powiedziałes mu jak piękne jest? Czy kiedykolwiek mu podziękowałeś, za wszytko co dla ciebie robi, gdy ty smacznie śpisz, bawisz sie, pracujesz, jesz, płaczesz , śmiejesz się?

Prawisz tysiące komplementów innym ludziom , czy kiedykolwiek sprawiłeś komplement swojemu ciału? Ciału bez , którego nie istniał byś TY? Ciału , które jak wierny przyjaciel służy ci dzielnie przez 80-90 lat. Pomyśl proszę o tym ciepłym uczuciu w żołądku i uśmiechu na twarzy , który ci gości gdy ktoś powie ci jak ślicznie dziś wyglądasz. Jak często takie jedno małe zdanie może przesądzić o tym jak się będziemy czuli przez resztę dnia lub nawet tygodnia. Więc dlaczego tak łatwo jest nam powiedzieć innym ludziom , że są piękni a tak ciężko jest nam stanąć przed lustrem spojrzeć na samych siebie i powiedzieć , że kochamy siebie, że jesteśmy piękni, że mamy piękne oczy i do twarzy nam w kolorze niebieskim? Cóż za ironia losu , że łatwiej nam jest uwierzyć innym niż samym sobie, że bardziej się liczy dla nas opinia tych co pewnie tak jak my często, prawią nam komplementy by sparwić nam przyjemność a nie dlatego , że tak naprawdę myślą. Ile razy powiedzieliśmy znajomym , że mają ładną bluzkę nie dlatego , że naprawdę nam się podobała tylko dlatego że była nowa i wypadało tak powiedziec? Absurd, śmieszny jedank prawdzimy. Biegniemy przez zycie kierowani kompasem innych ludzi. A gdy ktoś nam powie byśmy sprawili sobie sami komplement wydaje nam się to śmieszne, dziwne, nie na miejscu, egoistyczne. Czyżby? Na jakim świecie żyjemy??? Boimy się kochać samych siebie , bo będziemy nazwani egoistami, boimy się powiedzieć sobie , że jesteśmy piękni bo będziemy posądzeni o zadufanie i narcysyzm. A gdy przytrafi się nam coś dobrego tak ciężko jest nam w to uwierzyć , że nie tylko boimy sie tym cieszyć i powiedzieć o tym innym , ale też wierzymy , że zaraz po tym coś złego musi się przydarzyć. Bo jakże mogło by byc inaczej. Życie to jeden wielki absurd wypełniony kłamstwami i poczuciem winy!

Skoro nigdy nie powiedziałeś swojemu ciału , że je kochasz, co mu powiedziałeś? Przypomnij sobie dni spędzone przed lusterkiem, godziny spędzone na pokrywanie twarzy makijażem by ukryć to czego nie potrafisz zaakceptować, pieniądze wydane na ubarnia by przykryć części ciała, których nie kochasz, godziny spędzone na siłowni by zmienic krztałt swojego ciała i dostosować je do norm narzuconnych przez innych ludzi. Pomyśl o wszystkich informacjach jakimi karmisz swoje ciało dzień za dniem, o tych narzekaniach na zły kolor włosów, za szeroko rozstawione oczy, za długi nos czy zbędne kilkogramy. Pomyśl i wyobraź jakbyś się czuł , gdyby ktoś obcy stanął teraz przed tobą i powiedział ci to wszystko to co ty latami powtarzasz swojemu ciału. Pomyśl o tym jakbyś się czuła i zdaj sobie sprawę , że tak właśnie się czuje twoje ciało. Skarcone przez ciebie latami, słuchające twoich skarg i narzekań, osądów wypełnionych pogardą, ono wciąż służy ci jak wierny przyjaciel. Zbite jak pies ciało bez którego nie istniał byś ty , prowadzi cię dzielnie przez życie, wybaczając ci wszytko i kochając cię bezgranicznie.

Ewolucja sięga granic zenitu : od alchemików zmienijących metal w złoto, po naukowców wynajdujących coraz nowsze maszyny, lepsze komputery i klonujących ludzi. Mc Donald robi frytki bez użycia zeimniaków, dzisiejszy pomidor może przetrwać 3 miesiące na stole kuchennym i wyglądać jakbyśmy go kupili wczoraj. Jednak mimo tego niesamowitego postępu technologii, nikt i nic nie jest w stanie przemienić coca coli w krew. Nikt i nic oprócz naszego ciała, które dzień po dniu wiernie przyjmuje cały śmietnik , który w niego wrzucamy. To ono z tego śmietnika kreuje nasze kości , naszą krew, naszą piekną skórę , nasz MÓZG. To nasze ciało kreauje nas używając nędznych narzędzi jakie mu dostarczamy. Czy kiedykolwiek rozmwaiałeś ze swoim ciałem.....? Czy nie uważasz, że warto by było spróbować?

Czy kiedykolwiek słuchałeś swojego ciała? Skoro z nim nie rozmawiasz to może chociaż probowałeś go posłuchać? Tak , choć ty zabiegany nie masz czasu na konwersacje z najważniejszą częścią ciebie , ciało się nie poddaje i próbuje z tobą rozmawiać, daje ci sygnały , znaki, ostrzeżenia. Ty jednak nie słuchasz. Ciało mówi : nie jedz, już dość, to boli, tego nie mogę strawić, tamto jest dla mnie toksyczne. Ciało mówi , ty jednak nie słuchasz...

"Ciało jest niewidzialną częścia twojej duszy, a dusza jest niewidzialna cześcia twojego ciała. Ciało i dusza są nierozdzielne, przenikają się nawzajem, są częściami jednej całości: CIEBIE. Spróbuj zaakceptowac swoje ciało, pokochaj je, szanuj i bądź mu wdzięcznym..." OSHO


Buddyści mówią : "Zdaj sobie sparwę z posiadania zębów zanim zaczną cię boleć".
Nawiąż kontakt ze swoim ciałem , zeskanuj każdą jego część, doceń i podziękuj za jej posiadanie. Czy kiedykolwiek zdałeś sobie sparwę z tego , że posiadasz głowę? Tak głowę. Czy kiedykolwiek usiadłeś w ciszy, objąłeś dłońmi swoją głowę , wsunąłeś palce we włosy, przejechałeś dłońmi po pieknej skórze, pokręciłeś szyją w lewo i w prawo. Czy kiedykolwiek zadłeś sobie świadomie sparwę , że na czubku twojej szyji jest coś tak bardzo ważnego jak głowa? Głowa w której znajduje sie twój mózg. Głowa , której częścią jest twoja twarz, twoje piękne oczy dzięki którym dane jest ci widzieć zachód słońca i zmieniające się pory roku,uszy które pozwalają ci słyszeć śmiech dziecka, muzykę z fortepianu, szum morza i śpiew ptaków, nos który pozwala ci poczuć zapach polnego bzu, usta dzięki którym całujesz ukochaną osobę. Czy kiedykolwiek zdałes sobie sprawę , że to dzięki swojemu ciału możesz iść do pracy, zarobić na ten wymarzony dom, kupić większy telefizor, biegać , czytać, oddychać, śmiać się i płakać,. To dzięki ciału możesz żyć, to DZIĘKI CIAŁU ISTNIEJESZ. Czy kiedykolwiek słuchałeś swojego ciała? Odpowiem za ciebię: tak słuchasz go gdy ono płacze , gdy jest przepełnione bólem, przygnębione i wycięczone: chore. Wtedy go słuchasz , wtedy zdajesz sobie sprawę z jego posiadania, nawiązujesz znim kontakt. Wiesz , że masz głowę tylko gdy cię boli, gdy ból przemija zapominasz o głowie. Gdy boli cię głowa nawiązujesz z nią kontakt , jednak tak naprawdę nawiązujesz kontakt z BÓLEM a nie z głową.
Nawiąż kontakt ze swoim ciałem, usiądź w ciszy , zamknij oczy, poczuj swoja głowę, zobacz oczami wyobraźni swoje piękne oczy, nos, cerę, swoje dłonie spoczywajace na kolanach , nogi wiernie ciebie słuchające. Wyobraź sobie wszytkie części ciała , które pracują za ciebie dzień i noc, nie zmróżając oka nawet na sekundę gdy ty smacznie śpisz przewracając się z boku na bok. Wyobraź sobie wszytkie skomplikowane procesy jakie twoje ciało za ciebie wykonuje, dając ci wolną rękę i umożliwiajac byś spokojnie realizował swoje upragnione marzenia. Pomyśl o wszytkich drobnych sygnałach jakie ciało do ciebie wysyła gdy go nadużywasz. Podszeptuje ci delikatnie do ucha byś przystopował , zwolnił, dał mu odpocząć.
POMYŚL O TYM,
ZROZUM,
DOCEŃ
I PODZIĘKUJ.
PODZIĘKUJ I POWIEDZ JAK BARDZO JE ZA TO KOCHASZ , POWIEDZ MU JAK DUMNY Z NIEGO JESTEŚ, POWIEDZ MU JAK PIĘKNE JEST ,
POWIEDZ TO SWEMU CIAŁU TAK JAK POTRAFISZ TO POWIEDZIEĆ CIAŁOM OBCYCH LUDZI. BO DOPIERO GDY DOSTRZERZESZ PRAWDZIWE PIĘKNO I MOC SWOJEGO CIAŁA , BĘDZIESZ W STANIE DOSTRZEC PIĘKNO I MOC INNYCH CIAŁ. DOPIERO WTEDY BĘDZIESZ MÓGŁ DOSTRZEC PRAWDZIWE PIĘKNO I PRAWIĆ SZCZERE KOMPLEMENTY.


Ciało cię rozumie. Setki badań potwierdzają, że ciało rozumie każdą wiadomość jaką mu przekazujesz. Najnowsze badania fizyki kwantowej pokazują jak ciało nie widzi różnicy między tym co my postrzegamy za rzeczywistość a naszą wyobraźnią. Badania pokazują, że dokładnie te same części mózgu pracują u człowieka gdy biegnie on na bieżni i gdy siedzi na krzesle wyobrażając sobie że biegnie. 75% naszego ciała jak i 90% naszego mózgu składa się z wody. Masaru Emoto w swoich badaniach udowodnił, że jesteśmy w stanie zmienić strukturę molekularną wody przez takie czynności jak patrzenie na szklankę wody i wyobrażanie sobie uczucia miłości czy nienawiści, mówienie wodzie , że ją kochamy czy nawet zwykłe pisanie na szklance z wodą słowa kocham cię lub nienawidzę. Jeżeli przez zwykłe patrzenie na wodę z uczuciem miłości jesteśmy w stanie zmienić jej strukturę molekularną, wyobraź sobie co możemy uczynić sobie i innym jeżeli w 75% jesteśmy chodząca wodą. Każda interakcja w naszym życiu jest interakcją w naszym ciele. Tryliony komórek słuchają codziennie tego co mamy im do powiedzenia, i na podstawie tego co im powiemy udzielają nam odpowiedzi w postaci tryliona hormonów, komórek , chemicznych interakcji i komunikacji między neuroprzekaźnikami, od których zależy kodycja naszego ciała, ciała bez którego nie istniał byś TY.


"Ciało jest twoją ziemią, jesteś w niej zakorzeniony. Świadomość jest drzewem twojego ciała. Myśli są jak owoce. Medytacja jak kwiaty. Ale zakorzeniony jesteś w swoim ciele, ono wspiera ciebie i wszystko co robisz. KOchasz , ciało cię wspiera. Nienawidzisz, ciało cię wspiera. W miłości, w gniewie , w nienawiści - ciało zawsze cię wspiera. Jesteś w nim zakorzeniony, ono cię odżywia. Kiedy zaczniesz rozumieć, kim jesteś, ciało także cię wesprze. Ciało jest twoim przyjacielem, nie przeciwnikiem. Słuchaj jego języka, odczytaj jego znaczenie i krok po kroku zagłebiając się w księgę swojego ciała, przewracaj kartki, a poznasz całą tajemnicę życia." -
OSHO "Równowaga ciała i umysłu”



niedziela, 3 października 2010

dzien 2

Kochani:) dzis juz dzięń 3 ale dopiero 13.30 i jak narazie czuje się ok, na pewno dużo lepiej niż wczoraj. A jeżeli chodzi o dzień 2 to miałam kryzys. Ból głowy mnie dopadł i to okrpony, powiem wam jednak , że głodu jak narazie nie czuję ani nic, tylko jednego mi się chce : KAWY!!! Już nawet sobie powiedziałam , że jak tak dalej będę jej pragnęła to sobie poprostu wypiję. Ale jakoś przetrwałam, miałam też kilka momentów zwątpienia , myslałam sobie :" a pocomi towszystko"!?? Nie łatwo jest pracowac w restuaracji z przepysznymi wegańskimi daniami i wypiekami. Wszystko w mojej pracy jest bardzo zdrowe, organiczne, wypieki są bez glutenu i bez pszenicy i bez cukru , używamy syropu klonowego lub agave. Także powiem wam , że momentami nie jest łatwo:)) Ale dałam radę i jestem z siebie bardzo dumna!

Mój przepis na wczoraj:
2 szklaneczki wody z cytryną
1: marchewka, jabłko, cytryna, imbir, szczypta miłości<3
2: ogórek, seler, jabłko, cytryna, imbir, szczypta miłości <3
3. marchewka, burak, cytryna, imbir
4. jabłko, cytryna, imbir

PYSZOTA!!!!

Psychicznie jak narazie sie trzymam, czuję sie wręcz bardzo dobrze , podejrzewam , że to dlatego że się przyznałam do własnej porażki , co jak wszyscy wiemy nie jest łatwe, i postanowiłam spróbować po raz kolejny.

Fizycznie czuję ogromną poprawę . Jeszcze kilka dni temu miałam takie bóle brzucha, że oddechu mi brakowało i łzy same napływały do oczu z bólu , zwątpienia i wycieczenia. Dziś wstałam z rana i czułam się naprawdę świetnie i choć momentami jest bardzo ciężko to te uczucie lekkości , brak bólu i wasze wsparcie są bezcenne i pozwalają mi przetrwać każdy moment zwątpienia.

DZIĘKUJĘ:

za was wszytkich kochani!!!!!
za nieobecność bólu,
za siłę woli
za uczucie lekkości
za ksiązki , które inspirują
za medytację , która jest drogą do odpowiedzi na gnebiące nas pytania
za chłodne poranki przy grącej wodzie z cytryną
za komputery i telefony, gg i skypa , bo bez nich nigdy nie bylo nam dane się poznać
za pozytywną energię
za uśmiech dziecka , który potrafi przenosic góry
za moja nieograniczoną zdolność doceniania drobnych rzeczy, cieszenia sie każdąchwilą , kochania życia takiego jakim jest
za miłość , która leczy każde rany, uzdrawia nieuleczalne, koi, cieszy, uzależnia, pomaga, ratuje, miłość , która gdy szczera potrafi zarazic każdego nawet tego najbardziej opornego
Za wszystkie dobroci , które przydarzyły sie Panu A ZET :))))
I RAZ JESZCZE ZA WAS KOCHANI!!!!!

K O C H A M W A S <3

piątek, 1 października 2010

Hej kochani:) a wiec dzień pierwszy mojej kuracji się zaczął . Nie wszytko poszło zgodnie z planem ale to dopiero pierwszy dzień , wiec sobie wybaczam:) Miałam wstać z samego rana ale , że poszłam spac o 5 rano to i mi nie wyszło....

Jednak wodę z cytrynką wypiłam i to nawet dwie szklaneczki , po czym przystapiłam do lewatywy, z ciepłej wody do tego implanty z trawy pszenicznej ( tak robilismy w Teksasie). Później poszłam na przechadzkę , bo nabieganie jakoś dziś jeszcze nie miałam weny, a i padało ty strasznie od rana. No i Później śniadanie:)))) wypiłam 3 soki : jeden z marchewki i jabłka (musiałam:)) i dwa z selera ogórka i jabłka . PYSZOTKA!!!! Jak do was piszę jest 14.56 i jak narazie czuję się wyśmienicie. Ani ból głowy ani głód mnie jeszcze nie odwiedziły. Jestem pewna , że za kilka godzin mętalne pragnienia sprawią mi wizytę , ale będę się trzymała dzielnie! Jestem bardzo podekscytowana , pełna pozytywnej energii i nadziei , że tym razem sie uda! Dziękujęza wsparcie , codziennie sobie zdaję sparwe jak moje życie stało się łatwiejsze odkąd się w nim pojawiliście! DZIĘKUJĘ

Co mi dzis (jeszcze) nie wyszło: jak narazie nie medytowałam , postaram sie nadrobic to jak wrócę z pracy chciałabym tez pobiegać , może jak wrócę z pracy to nie będzie tak lało no i muszę ten post o rozmowie z ciałem dokończyć

AFIRMACJE i NASZE "5 " RZECZY:

dziękuję za to , że mam na tyle siły by podniesc sie kolejny raz i zacząć od nowa
za brak bólu głowy
za nieczucie głodu
za silną wolę
za piękną muzykę
za deszczowy poranek
za wodę z cytryną
przepyszne soki
za uczucie spokoju z jakim obudziłam się z rana
za wybaczenie sobie swoich potkniec i pomyłek
za wiare , że zawsze można zacząc od nowa,
za piękno chwili obecnej
za ten blog
i za WAS : MOJĄ RODZINKĘ!!!!
za miłość do siebie samej i ludzi mnie otaczających
za samoakceptację
za uśmiech na mojej twarzy
i jescze raz ZA WAS<3 DZIĘKUJĘ